Dlaczego lenno, a nie prowincja? Zygmunt I i konieczność Hołdu Pruskiego
10 kwietnia 1525 roku na rynku w Krakowie dzieje się coś, co Jan Matejko później namaluje jako teatr triumfu. Albrecht Hohenzollern klęka przed swoim wujem, Zygmuntem I, składa chorągiew Zakonu i przyjmuje Prusy jako świeckie księstwo lenne Polski. Współcześni bili brawo. Dopiero później zaczęliśmy pytać, dlaczego król nie zrobił tego, co wydaje się oczywiste: nie włączył Prus po prostu do Korony.
Odpowiedź brzmi: bo nie mógł. A raczej, włączenie byłoby droższe, bardziej niebezpieczne i prawnie niemożliwe niż hołd.
Zakon, którego nie dało się dobić mieczem
Ostatnia wojna polsko-krzyżacka 1519-1521 pokazała wszystko. Zygmunt ją wygrywa militarnie, ale nie potrafi wygrać politycznie. Pospolite ruszenie szlachty idzie na wojnę niechętnie, sejmiki w Piotrkowie i Toruniu odmawiają podatków, a Gdańsk, choć nienawidzi Krzyżaków, boi się każdej wojny zakłócającej handel zbożem.
Po czterech latach zawieszenia broni w 1521 roku obie strony są wyczerpane. Zygmunt wie, że zdobycie Malborka i Królewca to jedno, a utrzymanie go to drugie. Zakon to nie zwykłe księstwo. To korporacja kościelna na prawie papieskim i Rzeszy. Jego wielki mistrz jest jednocześnie księciem Rzeszy. Skasowanie go dekretem króla polskiego byłoby w oczach Europy tym samym, co konfiskata majątku Kościoła. Papież nigdy by tego nie zatwierdził, a cesarz Karol V, najpotężniejszy człowiek ówczesnej Europy, miałby casus belli.
Hołd rozwiązywał ten węzeł gordyjski. Albrecht sam, za radą Lutra, sekularyzuje Zakon. Zrzuca habit, przechodzi na luteranizm, a państwo zakonne przestaje istnieć. Nie ma więc co kasować. Jest pustka prawna, którą Zygmunt może wypełnić, tworząc nowe, świeckie księstwo. To nie król niszczy instytucję kościelną, tylko jej własny mistrz. Rzym może protestować, ale gniew spada na apostatę Albrechta, nie na Kraków.
Europa Zygmunta nie pozwalała na awanturę na północy
Spójrz na mapę 1525 roku. Zygmunt ma 58 lat i trzy pożary jednocześnie.
Na wschodzie właśnie przegrał Smoleńsk na rzecz Moskwy w 1514 roku. Wojna moskiewska wisi w powietrzu i wymaga każdego grosza i każdego zaciężnego.
Na południu Sulejman Wspaniały idzie przez Bałkany. Za rok rozbije Węgry pod Mohaczem i zabije Ludwika Jagiellona, szwagra Zygmunta. Jagiellonowie drżą o Czechy i Węgry.
Na zachodzie Habsburgowie. Dopiero w 1515 roku w Wiedniu Zygmunt dogadał się z Maksymilianem, że Habsburgowie nie będą popierać Krzyżaków przeciw Polsce. Układ wiedeński był kruchy. Gdyby Zygmunt teraz anektował Prusy, czyli terytorium uważane przez cesarza za lenno Rzeszy, złamałby ten układ i wepchnął Karola V z powrotem w sojusz z resztkami Zakonu.
Inkorporacja Prus oznaczałaby wojnę z Rzeszą. Hołd oznaczał, że Prusy stają się buforem. Albrecht jako lennik polski musi wystawić wojsko na każde wezwanie króla, a cesarz nie ma już tytułu do interwencji, bo to wewnętrzna sprawa Korony.
Lenno było korzystniejsze niż prowincja
Dla szlachty i dla samego Zygmunta lenno było sprytniejsze niż inkorporacja.
Po pierwsze, ekonomia. Prusy Książęce były bogate, ale zarządzanie nimi jako królewszczyzną wymagałoby urzędników, sądów, obrony przed buntem niemieckich stanów pruskich. Jako lenno Prusy same się finansują, a jeszcze płacą daninę i wspierają króla militarnie.
Po drugie, polityka wewnętrzna. Szlachta polska panicznie bała się wzmocnienia domeny królewskiej. Gdyby Zygmunt dostał całe Prusy jako swoją dziedziczną prowincję, stałby się zbyt potężny. Lenno z własnym sejmem pruskim, własną armią i Hohenzollernem na czele było akceptowalne. To kontrolowany sąsiad, nie nowy, potężny konkurent króla do władzy.
Po trzecie, dynastia. Albrecht był synem Zofii Jagiellonki, siostry Zygmunta. Był jego siostrzeńcem. Traktat krakowski z 8 kwietnia 1525 roku przewidywał, że jeśli ród Albrechta wygaśnie, Prusy wrócą do Korony. Zygmunt wierzył, że załatwia sprawę rodzinnie i pokojowo. Daje krewniakowi kawałek chleba, a Polsce wieczystego wasala. Z jego perspektywy to genialny ruch jagiellońskiej polityki dynastycznej.
Zygmunt musiał przyjąć hołd, bo tylko hołd dawał mu wszystko, czego potrzebował w 1525 roku: pokój na północy bez wojny z cesarzem i papieżem, sojusznika wojskowego przeciw Moskwie, koniec dwustuletniej wojny z Zakonem i twarz zachowaną w Europie jako władca łaskawy, nie konfiskator.
Że ten sam traktat zawierał bombę z opóźnionym zapłonem, która wybuchnie w 1618 roku unią Prus z Brandenburgią, w 1657 zerwaniem lenna w Wehlau i w 1701 koroną królewską w Królewcu, tego Zygmunt Stary nie mógł przewidzieć. W jego świecie nie istniały jeszcze nowożytne państwa narodowe. Istniały lenna, rodziny i krucha równowaga. W tej logice hołd pruski był nie słabością, ale szczytem realizmu.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)