Wchodzę przez furtkę domu Zbyszka na Florydzie, przypominającą do złudzenia tę jaką pamiętam z małej uliczki na Żoliborzu, tego pierwszego słonecznego dnia, deszczowego lata. Przekraczałem ją z ciekawością spotkania ludzi nietuzinkowych. Ciekawość młodego człowieka, który w pewnym wieku potrzebuje oprócz tego zwykłego powietrza także jeszcze tego innego. Tam były dwa przyciski jeden dolny do nich i górny do właściciela domu, od którego wynajmowali dół willi. Kalina nacisnęła dolny, jeszcze była wtedy pewnie w żałobie po mężu. Ze Stanisławem byli tu stałymi gośćmi. Mieszkali niedaleko. Po naciśnięciu przycisku schodził pan Franek ( a może inaczej), który ze względów bezpieczeństwa otwierał furtkę przychodzącym. My z Ewą weszliśmy za nią. We wewnątrz wszystko miało być pełne znaczenia, napięcia, doniosłej wagi. Samochody należało parkować z dala od budynku, gdyż można było być narażonym na przebicie opon. Nawet jeżeli samochód był na rejestracjach dyplomatycznych. Naprzeciw domu w jednym z mieszkań działał punkt obserwacyjny. Które to było okno i mieszkanie można było domyślić się dzięki zamieszczanym w prasie zdjęciom. Osoby wchodzące i wychodzące fotografowane a ich zdjęcia wykorzystywane propagandowo. Po koncie nachylenia obiektywu można było zorientować się, w którym z okien jest kamerzysta. Odtąd nie byłem tu tylko przelotnym gościem.
Lee choć władała piękną polszczyzną siadała za fortepianem marząc o jakiejś mowie bez słów, która wyraża to, czego nie sposób powiedzieć. Siadała za stojącym w salonie fortepianem starała się grać Chopina najwierniej i najuczciwiej, buntując się, przy każdym następnym takcie, przeciw słowu, przeciw rozpoczynającym się przy stole dyskusjom, wieczornemu whisky. Przekazywała Chopina w cudownych, błogich uczuciach i nastrojach, wnikając bezlitośnie w te osobliwe rozpolitykowane życie. Byłem gotów podzielać zachwyt nad kunsztem pianistycznym i przekazywaniem nowego mi sposobu rozumienia, nowych poglądów.
CDN




Komentarze
Pokaż komentarze