Blog
Zawód aktor
Paweł Łęski
21 obserwujących 1353 notki 351614 odsłon
Paweł Łęski, 4 lutego 2018 r.

Dlaczego jesteśmy zainfekowani antypolonizmem?/Przy Planty7/9

338 4 1 A A A
Dlaczego jesteśmy zainfekowani antypolonizmem?/Przy Planty7/9
Adam Michnik: "  Dlatego, że trzeba było w jakiś sposób usprawiedliwić Jałtę. Żeby mógł sobie Zachód powiedzieć: „Był taki naród, który wprawdzie od pierwszego dnia walczył z Hitlerem, ale to był naród paskudny, nietolerancyjny i zrobił Żydom wiele złych rzeczy”. Ten naród został sprzedany w Jałcie towarzyszowi Stalinowi, trzeba było znaleźć jakiś sposób, żeby samego siebie usprawiedliwić."
"Rozpoczęto ataki na ludność żydowską w nadziei, że uda się odwrócić uwagę Zachodu od tak bezczelnie sfałszowanego referendum. W Częstochowie powiedziano ludziom, że na rynku będzie wystawiony wielbłąd - część żywego inwentarza Armii Czerwonej. Gdy ludzie zebrali się aby oglądać zwierzę, ubecy przebiegli wśród tłumu wznosząc okrzyki: "Żydzi zabijają naszych ludzi!"." - Stanisław Mikołajczyk, "Gwałt na Polsce" (ang.The Rape Of Poland: Pattern Of Soviet Aggression). Tak więc rzeczywiście sfałszowane referendum, jak i sprawa katyńska zostały w mediach przyćmione przez informacje o pogromie. Kolejną domniemaną przyczyną prowokacji pogromu kieleckiego miała być wyborcza walka polityczna z PSL przed wyborami do Sejmu Ustawodawczego w 1947 roku i chęć oczernienia podziemia niepodległościowego, które wcześniej dokonało rozbicia więzienia w Kielcach. W 2008 ukazał się drugi tom publikacji IPN „Wokół pogromu kieleckiego” pod red. Leszka Bukowskiego, Andrzeja Jankowskiego i Jana Żaryna. Badacze skłonili się w niej do hipotezy o prowokacji ze strony władz radzieckich, wojska, milicji i UB. Hipotezy, gdyż dokumenty NKWD w zbiorach rosyjskich wciąż pozostają utajnione. A nie po to buduje się służby by pierwszy lepszy pismak śledczy mógł je rozszyfrować.
Na początku lat osiemdziesiątych, gdy studiowałem dziennikarstwo było dwóch opromienionych sławą panów K., reportażystów: Kąkolewski i Kapuściński. Ten pierwszy był moim profesorem na UW, u niego pisałem pracę dyplomową, on uhonorował mnie najwyższą notą wśród studentów ( takie rzeczy się pamięta). Czasami o nim myślę, nie ułatwiał mi życia, nie miał daru wspierania i rozwijania tego, co we mnie silne, przeciwnie, ale może dlatego paradoksalnie wspominam go z jeszcze większą przyjaźnią. Brakuje mi jego wykładów pełnych zadumy i fantazji. Gdy przyszły lata 90, ten drugi pan K. pełnił funkcję moralnego autorytetu, nagradzany, chwalony, już wtedy mówiono: „ jak się inwestuje w autorytet, to trzeba mieć haki, żeby nie zerwał się z uwięzi”, 27 maja 2007 roku tygodnik „Newsweek Polska” w artykule Igora Ryciaka ujawnił, że Kapuściński od 1965 do 1977 roku współpracował z wywiadem PRL. Kąkolewski, mimo próby przezwyciężenia wielkiej choroby czasów, autorytetem nigdy nie został, zasilił grupę „oszołomów”, której przewodziła Walentynowicz i premier Olszewski.
Gdy spotykał się ze studentami wydawał się wyjątkowo ożywiony i odmłodzony a wręcz nawet uradowany. Podczas zajęć, a więc we wczesnych latach osiemdziesiątych, opowiadał o zbieraniu materiałów o Suchedniowie ale również o robieniu dokumentacji do książki o serii napadów na ludność żydowską, jaka miała miejsce 4 lipca 1946 roku w Kielcach, dokonanych przez mieszkańców Kielc a przede wszystkim przez żołnierzy LWP, KBW i MO. Oddziałami kierował były działacz KPP, absolwent szkoły NKWD, mjr Władysław Spychaj-Sobczyński, dowódca kieleckiego UB, który po pogromie awansował w służbach specjalnych kończąc swoją karierę jako attache wojskowy w Bułgarii. Mundurowi dostali się na teren budynku Planty 7, gdzie doszło do wymiany ognia. Niektórzy żołnierze KBW zdjęli mundury i strzelali z okien budynku celem sprowokowania gromadzącego się przed budynkiem tłumu. Duża ilość ran śmiertelnych była zadana bronią będącą na wyposażeniu wojskowych. Bezpośrednią przyczyną pogromu stała się plotka o uwięzieniu przez Żydów w piwnicy budynku przy ul. Planty 7, celem dokonania mordu rytualnego, ośmioletniego chłopca – Henryka Błaszczyka. Zginęło 37 Żydów, 35 zostało rannych, również trzech Polaków. Pomimo skoncentrowania w Kielcach wielkich jednostek wojska, milicji, UB, KBW, NKWD, w których wielu oficerów było pochodzenia żydowskiego oraz oddziałów sowieckich, przez wiele godzin nie zorganizowano skutecznej pomocy. Pogrom kielecki wzburzył część opinii publicznej w Polsce i w większym stopniu za granicą. Spełniając postulaty środowisk syjonistycznych spowodował nieomal masową emigrację Żydów z Polski i innych krajów europejskich do Izraela oraz przyczynił się do rozpowszechnienia w świecie stereotypu Polaka-antysemity.
W 1996 roku Krzysztof Kąkolewski, opublikował swoją książkę Umarły cmentarz, w której podważał, propagowane przez media komunistyczne, jednostronne tezy co do zdarzenia. Uznano to za urojenia jednostki, jakiegoś chorego na umyśle biedaka. Książkę uznano za kontrowersyjną, autor spotkał się z ostracyzmem. Przyklejono mu etykietę, która zamykała wejście na salony medialne. Ten co miał wiedzieć, wiedział, bez tworzenia listy proskrypcyjnej. Widywałem go w św. Annie jakby pokonanego depresją w drodze przez ten mroczny świat, chcącego stawić czoła chaosowi. Wg książki, pogrom kielecki był celowo zainspirowany przez Urząd Bezpieczeństwa, aby odwrócić uwagę opinii zagranicznej od sfałszowanego referendum, które odbyło się pięć dni wcześniej, jak i sprawy Katynia na procesie norymberskim. Argumentem przemawiającym za tą hipotezą był fakt przebywania w Kielcach na przełomie lat 1945 i 1946 Michaiła Aleksandrowicza Diomina, wysokiego rangą oficera NKWD odpowiedzialnego za akcje specjalne oraz fakt, że tego samego dnia, 4 lipca, rozpoczęło się prezentowanie na posiedzeniu Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze, podczas procesu najwyższych rangą zbrodniarzy nazistowskich, dowodów w sprawie zbrodni katyńskiej, niekorzystnych dla ZSRR.
Film dokumentalny Przy Planty 7/9 to obraz z tezą, wpisujący się w przedmiotowe traktowanie spraw polskich przez niektóre środowiska, nad którym unosi się duch Pokłosia. Choć prawdę zawierają przeżycia opisane w notacjach to autorzy udowadniają jak wielki potencjał posiada kino na polu dowolnego zmyślenia. Jak mawiał, parafrazując Hegla, reżyser filmu Wałęsa. Człowieka nadziei: „Jeśli film nie zgadza się z faktami, tym gorzej dla faktów”. Z jednej strony to notacje świadków i ofiar tragedii, poprzetykanych frasobliwą twarzą Grossa, z drugiej twarzami Polaków, fotografowanych w lanzmanowskiej poetyce, mówiących rzeczy niedorzeczne a więc już taka zbitka sugeruje kino rasistowskie. O czym jest film? Trudno powiedzieć. Czy jest on o ofiarach zbrodni i wtedy gdyby wyciąć pozostałe wątki zachowałby najczystszą formę a zarazem najdoskonalszą. Czy o męczeństwie redaktora Gazety Wyborczej, organizatora pochodów upamiętniających zbrodnię? A może próba doszukania się przyczyn i kulis mordu? Oj, to punkt najsłabszy, tu ujawnia się dziecinny urok nieporadnego kina propagandowego.

Opublikowano: 04.02.2018 19:51. Ostatnia aktualizacja: 13.03.2018 11:47.
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Domabor Świętoborzyc Kto na liście ma zawód polityk? Pozdrawiam
  • @Ryszard58 Dziękuję Serdecznie pozdrawiam
  • Dziękuję Więźniów cierpiących na chorobę głodową nazywano muzułmanami, dlatego...

Tematy w dziale Kultura