Blog
Zawód aktor
Paweł Łęski
16 obserwujących 879 notek 256275 odsłon
Paweł Łęski, 13 lutego 2018 r.

Zgoda, film, recenzja/ Trójkąt w czasach czerwonki

604 6 0 A A A

Trójkąt w czasach czerwonki


“The response rejected the more serious charges as being false, potentially part of an antisemitic conspiracy(…)”-" W odpowiedzi odrzucamy poważniejsze zarzuty jako fałszywe, potencjalnie będące częścią antysemickiej konspiracji (...)"- Brzmiała odpowiedź władz izraelskich, więc pobierał do końca życia od państwa polskiego ówczesne dwie średnie pensje  krajowe, emeryturę w wysokości 4968 zł brutto.


• W zagęszczonej atmosferze zemsty, dającej dobre samopoczucie, witał więźniów  przemową, w której oświadczał, że jest Żydem, że był więźniem Oświęcimia, a jego największym pragnieniem jest okrutna zemsta na Niemcach, po czym bił więźniów pięściami lub gumową pałką, a w dniu urodzin Hitlera kazał śpiewać niczym dziękczynny psalm, przez 12 godzin na placu apelowym, „Horst-Wessel-Lied”. Półbożek z gumową pałką lub nogą od taboretu, którego rozpala żądza mocnych wrażeń, wściekłość na wymuskane twarze blondynów z Hitlerjugend, volksdeutschów ale i faszystów z AK i NSZ, znoszących tu te dobre dni wyzwolenia, żeby przeklinali ten wypielęgnowany optymizm wolności. Kiedy to płaskie unormowane życie nie wystarczy, żeby zakończyć ten znośny tuzinkowy dzień, w obłędnej chęci czegoś zniszczenia, strzela do więźniów podczas „próby ucieczki”, katuje na śmierć, rzuca na druty pod napięciem czy zmusza do samobójstwa przez powieszenie. Pierwszy raz w polskiej kinematografii pojawia się tego typu postać i reżyser jakby niepewny wyznaczonej czerwonej linii, onieśmielony swoją pionierską odwagą, doszukuje się w postaci komunistycznego psychopaty człowieczeństwa w kontrze do pozostałych strażników obozowych. W przeciwieństwie do Smarzowskiego, Maciej Sobieszczański w swoim debiucie unika scen drastycznych, w pół ciemnościach ekranu pozostawia dopowiedzenie wyobraźni widza. By nie wzbudzać podburzających emocji, więźniowie podziemia niepodległościowego pozostają niewidzialni, oddając placu ofiarom tragedii górnośląskiej. Scenę  wyszukanej metody tortur tzw. "piramidy", gdy strażnicy rzucają więźniów jednego na drugiego, tworząc pięć, sześć warstw złożonych z ludzi, reżyser usprawiedliwia odkryciem zbiorowego grobu Żydów.  To „wariat” Shlomo przerywa szczególne dolegliwości polegające na bieganiu po więźniach, choć ze scenariusza wynika, że bardziej ze względu na osobiste relacje pomiędzy strażnikami niż ze względów humanitarnych. Zwraca też honorowe długi, proponując awans społeczny i stanowisko zastępcy komendanta za to, że ojciec głównego bohatera, chłopa z pobliskiej wioski, uratował mu życie. Choć wiemy, że w rzeczywistości zastępcą Morela  był Aleksy Krut, prawosławny funkcjonariusz aparatu bezpieczeństwa z Lubelszczyzny. W filmie, korzystającym obficie z master shotów i przy ekonomicznym montażui znajdziemy też usprawiedliwiające studium kliniczne transformacji ofiar w katów.


Bywają pokolenia, które dostają się między dwie epoki, między dwa style życia, gdzie zatraca się wszelki obyczaj, wszelkie poczucie bezpieczeństwa i niewinności. Szlomo wraz z trzema braćmi pomagał prowadzić ojcu niewielką piekarnię. Gdy w Łodzi warunki życia stały się nieznośne, chcąc uniknąć pobytu w getcie, rodzina Morelów ukryła się w gospodarstwie Józefa Tkaczyka, w Garbowie. Później Szlomo organizował wraz z bratem Izaakiem i grupą innych napady rabunkowe na mieszkańców wiosek, rabując już nie tylko żywność ale także kosztowności a przy okazji gwałcąc. Schwytany przez partyzantów całą odpowiedzialność zrzucił na brata, unikając ukarania. W 1943 r. Salomon wstąpił do „batalionu” im. Hołody w lasach parczewskich. W 1944 roku, po zajęciu Lublina przez krasnoarmiejców, został strażnikiem więziennym na Zamku w Lublinie, gdzie przetrzymywano członków patriotycznego podziemia. Od lutego 1945 był komendantem Obozu Zgoda w Świętochłowicach, powstałego w miejscu dawnego niemieckiego obozu koncentracyjnego Eintrachthütte (filia KL Auschwitz-Birkenau), tu pod jego okiem ginie około 2500 osób. Powodem jest głównie epidemia czerwonki, tyfus plamisty i brzuszny, które rozprzestrzeniły się z głodu i trudnych warunków sanitarnych, dochodzi również do tortur, gwałtów, morderstw. Gotową niemiecką  infrastrukturę już w lutym 1945 r. wykorzystali komuniści, urządzając w tym miejscu obóz pracy przymusowej, podległy Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego. Teren ogrodzony podwójnym drutem kolczastym pod napięciem, przestrzeń między drutami wynosi 1,5 metra, wysypana piaskiem. Obóz oświetla 10 reflektorów, a w rogach wieże wartownicze. W filmie to pojedynczy drut kolczasty,  łatwy do  pokonania co podkreśla początkowa scena. Biorąc pod uwagę, że od początku filmu aż do procesu montażu projekt był konsultowany z pracownikiem katowickiego IPN należy przypuszczać, że to celowy zabieg podkreślający strach przed ucieczką. Większe zaufanie do tego co znane niż nieznane i jakby u egzystencjonalistów to nie druty wyznaczały granice wolności, tylko my sami.  Jean-Paul Sartre: "Nigdy nie byliśmy tak wolni  jak pod okupacją niemiecką."  Jednak mimo  korzystania z, jak na obraz historyczny,  małego, czteromilionowego budżetu, 22 dni zdjęciowych w dwóch lokalizacjach, pozostaje w sferze narracji, scenografii i kostiumów niezwykle wiarygodny.


 Na teren obozu dostaje się Franek (Julian Świeżewski), Ślązak, który chce ocalić uwięzioną w nim Annę (Zofia Wichłacz), w której jest zakochany. Zgłasza się w charakterze ochotnika do służby wartowniczej. Zostaje funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej. Spotyka tam swojego kolegę sprzed wojny Niemca Erwina (Jakub Gierszał), który również kocha Annę. Tu rozpoczyna się love story czasów pogardy, pół człowieczeństwa, nędzy całego pokolenia, gdy rozkosz seksualna nie ma odwagi krzyczeć. Młodzi w rozpaczy, muszą zmierzyć się z wyzwaniami losu w warunkach obozowego ustawicznego terroru. Choć historia miłosnego trójkąta jest zmyślona, to jednak nie całość poddana jest fikcjonalizacji, Małgorzata Sobieszczańska budując postacie czerpie informacje z dostępnych pamiętników więźniów Zgody. Maciej Sobieszczański idąc w ślady Smarzowskiego stara się dotknąć przemilczanych historii, choć być może spotka się to z dysonansem poznawczym jurorów festiwalowych niczym w Gdyni w 2016 spotkał się „Wołyń”, by jednak w rok później gdy temat zostaje już bardziej przerzuty a stare bóle nie dają się przechytrzyć, zasłużyć na Orły.

Opublikowano: 13.02.2018 11:07. Ostatnia aktualizacja: 17.02.2018 13:22.
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • W latach 30. koła endeckie w Polsce żądały wprowadzenia na polskich uczelniach numerus...
  • Dziękuję, widzę duże postępy w języku polskim.Pozdrawiam
  • Dziękuję to jest dokument Dostępny w Internecie Pozdrawiam

Tematy w dziale Kultura