27 obserwujących
1930 notek
479k odsłon
261 odsłon

Warszawski zmierzch '44

Wykop Skomentuj5

Warszawski zmierzch '44


Patrząc od strony Wisły, w sierpniowy wieczór, światło słoneczne sprawiało, że budynki Starego Miasta ukazywały się z czarną obwódką. Dziwni ludzie, mimo upału, w oficerkach, bryczesach spieszyli gdzieś ze swoimi pakunkami. Łapali ryksze gdy pakunek zbyt ciężki, spóźnione tramwaje, które chcąc nadrobić stracony czas nie zatrzymywały się na wszystkich przystankach. Potem dziwni ludzie z pakunkami znikali w bramach budynków.



To były godziny zmierzchu.



 Od strony praskiej słychać było sporadyczne wybuchy zbliżającego się frontu. Kiedy patrzyli w górę widzieli jeszcze bezchmurne niebieskie niebo powoli tracące swoją jasność. Czekali by pnącza cienia pojawiły się na budynkach i niebieskie niebo nabrało swojej czerwieni zachodzącego słońca. By w końcu zamienić się w czerń. Budynki traciły świetlistą obwódkę. Ale na chwilę. Wkrótce na nowo ją odzyskały. 



To był warszawski zmierzch inny od zmierzchu większości miast.



image

Wanda Wasilewska lubiła paradować w mundurze pułkownika NKWD. Wg relacji Janiny Broniewskiej wpadła ona zrozpaczona do jej mieszkania i stwierdziła, że Stalin na wieść o wybuchu Powstania Warszawskiego powiedział jej, że Polacy nie zasługują na przyłączenie do ZSRR. Jak przyznaje córka Wasilewskiej Ewa, w tym czasie Stalin prawie wszystko w sprawie Polski konsultował z Wasilewską, a ona miała duży wpływ na jego decyzje. 



image

Tym czym dla Rewolucji Francuskiej kobieta w czepku frygijskim tak dla Powstania Warszawskiego chłopiec w za dużym hełmie, symbolu vanitas, wizja artystyczna poddana dysharmonii i dysproporcji.



Choć bohaterstwem była już zabawa pośród wybuchających bomb, gdy stawały się celem „gołębiarzy”, to wśród kilkunastu tysięcy idących do niewoli Powstańców tysiąc sto stanowiły kilkunastoletnie dzieci, najmłodsi jeńcy w historii istnienia Konwencji Genewskiej, grupa jedyna, niepowtarzalna, kawalerowie Krzyży Virtuti Militari, Krzyży Walecznych, jak ten zabity 20 września, niespełna 12 letni, odznaczony Krzyżem Walecznych łącznik z batalionu „Gozdawa”, Mały Powstaniec, Witold Modelski. Mimo wszystkich życiowych niedosytów niezniszczalne, dumne i bogate, dziś często żałośnie roztrwaniane, przedwojenne patriotyczne wychowanie prowadziło Ich krótką życiową drogę do Ich zwycięstwa. Minęło sporo czasu, wiele się zdarzyło, już trzecie pokolenie sięga pamięcią do tego małego, nieśmiertelnego wycinka drogi.


Monika Kowaleczko-Szumowska, pracownik Muzeum Powstania Warszawskiego zbiera w swojej książce opowieści o dzieciach Powstania – tak pisze we wstępie:


„ To wydarzyło się naprawdę. Wszyscy bohaterowie Fajnej Ferajny przeżyli Powstanie Warszawskie jako dzieci. Opowiadania zostały napisane na podstawie ich relacji zachowanych w Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego, rozmów, listów, które mi podarowali i innych materiałów.”


Tomasz Stankiewicz, Monika Kowaleczko-Szumowska i Zofia Pręgowska na podstawie książki realizują, wybierając trudną drogę dotarcia z przekazem historycznym do młodej widowni, starannie we wszystkich swoich elementach skomponowany, brawurowo kadrowany, film. Ten rozproszony świat obrazów wyłoni z pół mroku dawno zapomniane historie. Pierwsze sceny jak w Pokoleniu Wajdy, gra w „pikuty” jest dialogiem z mistrzem: „opowiem o innym pokoleniu.” Niczym w „Jumanji” nieśmiała i zagubiona, ośmioletnia dziewczynka (jakież podobieństwo do małej Zosi) odnajduje pamiętnik, we wnętrzu ukryta tajemnica, która zaprowadzi fajną ferajnę do niezwykłego miejsca. Dochodzi do nieprzewidzianych zdarzeń. Dzieci ożywią martwe otoczenie. Dowiedzą się ze świata przedmiotów, z opowieści naocznych świadków o surowej legendzie ich życia, nauczą się koleżeństwa. Film podzielony zdjęciami młodych powstańców w sepii oddziela każdą z kolejnych opowieści. Gdy już zabraknie Małych Powstańców mogących dać świadectwo czasom, ich pamiętniki czytają dzieci lub zawodowi aktorzy: Ewa Kuryłło i Piotr Pręgowski.


image

Niemcy wykorzystują cywilów, kobiety, dzieci w charakterze „żywych tarcz”:



 „I koniecznie mnie czołgista chciał złapać na czołg. I ja uciekałam. To było straszne, bo on strzelał, ale nie chciał mnie zastrzelić, tylko mnie straszył. Te kule leciały bokiem, a ja biegłam ile sił, żeby trafić za barykadę, a chłopcy znów nie chcieli rzucać butelek, bo się bali, że trafią we mnie. No i zdążyłam, ale zostało mi to na całe życie, że nie umiem przejść spokojnie przed warczącym samochodem, czy czymkolwiek. Bo byłam już tuż tego czołgu. On się już pochylał do mnie, żeby mnie złapać za te warkocze i wciągnąć na ten czołg.”



- mówi Teresa Sułowska-Bojarska, żołnierz Armii Krajowej, Powstaniec Warszawski w poruszającym dokumencie, laureacie Festiwalu Filmów Historycznych i Wojskowych, obrazie Marka Widarskiego.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura