Komentatorzy zgodnie stwierdzają, że zatrzymanie Zakajewa ma charakter polityczny, tzn. należy je traktować jako jeden z przejawów deklarowanej przez rząd przyjaźni polsko-rosyjskiej, czy też - jak wolą mówić władze Rosji - "normalizacji stosunków obustronnych". Sprawa Czeczeńskiego polityka - posiadającego status uchodźcy, a zatem chronionego prawnie przed prześladowaniem ze strony państwa, z którego pochodzi - jest swoistym papierkiem lakmusowym relacji między rządami, podkreślam: między rządami, ponieważ większa część opinii publicznej wypowie się zapewne przeciwko decyzji o pozostawieniu Zakajewa w areszcie.
Myślę, że naprawdę istotna jest tu inna kwestia - nie tyle podstawy prawnej zatrzymania, ponieważ, jak przekonuje Andrzej Seremet, wszystko odbywa się lege artis, tzn. strona polska wykonuje po prostu obowiązki nałożone na nią przez prawo międzynarodowe (list gończy Interpolu), ile zasadności ścigania Zakajewa przez państwo rosyjskie. Powtarzam tu pytanie sformułowane przez komentatorów: czy powinniśmy zatrzymać Dalajlamę, kiedy niedługo pojawi się w naszym kraju, skoro od tak wielu lat usiłują go aresztować służby chińskie?
Czy prawdą jest, o czym słyszałem dzisiaj w jednym z mediów, że zasadności żadnego z zarzutów sformułowanych przez stronę rosyjską nie potwierdziło dochodzenie brytyjskie, słowem: że rzekoma terrorystyczna działalność czeczeńskiego działacza jest wymysłem Rosji?
Proszę osoby zorientowane w temacie o podzielenie się wiedzą na temat rzeczywistej przeszłości Zakajewa, byłego aktora teatru w Groznym, żołnierza w wojnie rosyjsko-czeczeńskiej i - jak mniemam - normalnego patrioty, działającego w nienormalnym świecie na rzecz niepodległości własnego kraju.
Na koniec chciałem jedynie przypomnieć, że data 17 września ma w polskiej tradycji niezwykle mocną wymowę. Przez lata trwania komunistycznej dyktatury w Polsce nie można było mówić prawdy o tamtym wrześniu. Kiedy 22 września Armia Czerwona zajmowała Lwów, jej dowódcy zagwarantowali polskim obrońcom miasta wolność osobistą i możliwość opuszczenia granic okupowanego kraju. Deklaracja ta została bardzo szybko unieważniona - na rozkaz Mołotowa wielka część polskich oficerów została aresztowana i osadzona w obozach. Duża część z nich zginęła w Katyniu i innych miejscach kaźni.
Decyzja polskich władz (w działaniach prokuratury w sposób zbyt oczywisty widoczna jest intencja polityczna) wpisuje się w niechlubny łańcuch wydarzeń zainicjowanych przez Władimira Putina zproszeniem Donalda Tuska na uroczystości smoleńskie. Rząd polski powinien być szczególnie wyczulony na ów kontekst.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)