Właśnie podano informację, że Ahmad Zakajew został zwolniony z aresztu. Podstawą zwolnienia było potwierdzenie, iż dysponuje on paszportem uchodźcy, czyli jest chroniony przez prawo międzynarodowe. Sam zwolniony miał powiedzieć: "Polska to mój ulubiony kraj".
Kiedy przeczytałem te słowa, odetchnąłem z ulgą. Jak się zdaje, ktoś z polityków Platformy poszedł po rozum do głowy, a skoro już poszedł, musiał też dojść do wniosku, że przetrzymywanie czeczeńskiego dysydenta nie opłaca się nikomu. Może zresztą przejawiam skłonność do tworzenia teorii spiskowych i prokuratura działała zupełnie niezależnie...
Pozostaje jedynie pytanie, czy trzeba było tego człowieka przetrzymywać w prokuraturze cały dzień, by stwierdzić to, co wiedziano już zapewne przed zatrzymaniem: nie ma prawnych przesłanek do aresztowania.
Skutek całej awantury jest błogosławiony: Zakajew weźmie udział w Kongresie Czeczenów jako niedoszła ofiara międzypaństwowej (niczym MAK), polsko-rosyjskiej (jak MAK), niezależnej i beznaciskowej (jak MAK) przemocy dyplomatycznej.
Wyrazy szacunku dla Narodu czeczeńskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)