TSE TSE
911
BLOG

Czy polski rząd stać na tłumaczenie dokumentów MAK?

TSE TSE Polityka Obserwuj notkę 6

Kilka dni temu z podszytym zgrozą rozbawieniem przeczytałem artykuł dotyczący tłumaczenia na angielski stron internetowych Ministerstwa Edukacji Narodowej. Oto tekst z Onetu:

" Rzecznik Ministerstwa Edukacji Narodowej Grzegorz Żurawski poinformował, że na oficjalnej stronie internetowej resortu zmieniono już błąd w warszawskim adresie MEN. W anglojęzycznej wersji strony zamiast "al. J. Ch. Szucha" widniała: "Aleja Gestapo". - Korzystamy ze sprawdzonego bezpłatnego narzędzia - które jest używane także przez inne ministerstwa - gdyż zatrudnienie firm do tłumaczeń kosztowałoby, co najmniej, kilkaset tysięcy złotych - argumentował rzecznik MEN.

Wiadomość o takiej pomyłce w adresie siedziby polskiego resortu edukacji podało Radio ZET, zaalarmowane przez swoich słuchaczy.

Jak wyjaśniło, błąd w adresie jest konsekwencją użycia przez MEN, w ramach tworzenia obcojęzycznej wersji swojej strony internetowej, aplikacji automatycznego tłumacza ze strony Google'a.

- Ministerstwo nie ma pieniędzy na normalnych tłumaczy i sięgnęło po automatycznego, darmowego ze strony Google'a - poinformowało Radio ZET.

Poproszony przez radio o komentarz resortu Żurawski tłumaczył: "nie zauważyliśmy tego".

Po południu Żurawski potwierdził, że do pomyłki doszło "w wyniku zastosowania aplikacji automatycznego tłumaczenia".

- Już zareagowaliśmy. Błąd został poprawiony - powiedział rzecznik MEN.

- Możemy wyrazić ubolewanie, że doszło do takiej sytuacji. Usunęliśmy już to niezręczne sformułowanie ze strony - mówił Żurawski.

Strona internetowa Ministerstwa Edukacji Narodowej ma pięć obcojęzycznych wersji językowych: angielską, francuską, hiszpańską, niemiecką i rosyjską.

Siedziba MEN mieści się w Warszawie w gmachu przy al. J. Ch. Szucha 25. W tym samym miejscu w latach okupacji niemieckiej podczas II wojny światowej znajdowało się więzienie śledcze gestapo.

Budynek w al. Szucha został wybudowany w latach 1925-1930, według projektu profesora Zdzisława Mączeńskiego, dla ówczesnego Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego."

Jeśli polskiego Ministerstwa Edukacji, które powinno dbać także o edukowanie tłumaczy, nie stać na rzetelne przełożenie informacji udostępnianych czytelnikowi zagranicznemu, to jak jest możliwe przełożenie tysięcy stron dokumentów ze śledztwa smoleńskiego udostępnianych przez tzw. Międzypaństwowy Komitet? Obawiam się jednego: bariera językowa sprawi odpowiednim organom państwa tak wielkie problemy, że nie tylko nigdy nie poznamy treści dokumentów przesłanych przez stronę rosyjską, ale także nie będziemy w stanie rozeznać, czy materiały, jakie otrzymaliśmy, są tymi, o które prosiliśmy.

Inna rzecz, że Edmund Klich już dziś stwierdził, że to, co przesłały służby rosyjskie, nie jest tym o co wnioskowaliśmy w ramach tzw. pomocy prawnej. Brakuje najważniejszych dokumentów związnych z obsługą lotniska. Zamiast tego łaskawie przekazano stronie polskiej (nie wszystkie) dokumenty, które w chwili katastrofy znajdowały się na pokładzie tupolewa .

Zapewnienia polskiego rządu, których przedmiotem jest rzekomo właściwie prowadzone śledztwo, to zwykłe kłamstwa. Jeśli enuncjacje Sikorskiego i Tuska są dyktowane dobrymi intencjami, pozostaje jedynie zapytać, gdzie u naszych władców elementarna inteligencja, zdolność myślenia indukcyjnego i dedukcyjnego.

Żyjemy w postmodernistycznym politycznym koszmarze, gdzie zarazem wszystko łączy się ze wszystkim i nic nie łączy się z niczym.

 

TSE
O mnie TSE

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka