Na chwilę obecną Jarosław Kaczyński jest przywódcą największego obozu politycznego, który znajduje się w opozycji do rządzącej Polską Platformy Obywatelskiej. Niemal wszystkie sondaże opublikowane w ostatnich tygodniach wskazują, iż PiS cieszy się największym poparciem społecznym i pokazują wyraźną przewagę Prawa i Sprawiedliwości nad Platformą Obywatelską.
Jarosław Kaczyński bezsprzecznie należy do pierwszej ligi polskich polityków, a nawet pretenduje do przejęcia władzy w Polsce po ewentualnym zwycięstwie jego partii w wyborach. Dlatego warto zadać jedno pytanie: jakie są szanse, aby - po ewentualnym objęciu władzy w Polsce przez PiS - Jarosław Kaczyński zrealizował swoje zapowiedzi? Można uznać, iż szanse są małe, być może wręcz nie istnieją. Albowiem główną cechą polityczną Jarosława Kaczyńskiego jest jego całkowity brak wiarygodności. Ostatnie dni i ostatnie polityczne działania prezesa PiS-u absolutnie potwierdzają tę tezę.
1 grudnia bieżącego roku Jarosław Kaczyński udał się do Kijowa, aby wziąć udział w politycznej manifestacji zwolenników integracji Ukrainy z Unią Europejską. Podczas tej manifestacji Jarosław Kaczyński deklarował wsparcie dla integracji Ukrainy z krajami europejskiej wspólnoty dając do zrozumienia, iż byłaby to najkorzystniejsza droga dla Kijowa.
Tego rodzaju postawa prezesa PiS-u może budzić pewne zdziwienie, być może nawet zdumienie. Albowiem Jarosław Kaczyński nigdy nie uchodził za euroentuzjastę, raczej za eurosceptyka. Jednak z drugiej strony, Jarosław Kaczyński często zmienia zdanie w ocenach Unii Europejskiej. Pierwszy przykład z brzegu: prezes PiS-u sprzeciwia się dziś prymatowi prawa europejskiego nad prawem narodowym. Ale w przeszłości to właśnie rząd PiS-u negocjował w imieniu polski Traktat Lizboński, a Jarosław Kaczyński, znany już wtedy ze swojego eurosceptycyzmu, przekonywał posłów swojej partii do zagłosowania w Sejmie za ratyfikacją Traktatu.
Jednak to było kiedyś. Od czasu ratyfikacji przez Polskę Traktatu Lizbońskiego prezes PiS-u znowu zmienił zdanie w sprawie integracji europejskiej.
Prezes PiS-u konsekwentnie odrzucał wszystkie unijne przedsięwzięcia. Kiedy powstała koncepcja europejskiego funduszu ratunkowego dla krajów ogarniętych kryzysem gospodarczym, to Jarosław Kaczyński sprzeciwiał się wpłacaniu do owego funduszu środków pochodzących z polskiej kasy. A na początku bieżącego roku Jarosław Kaczyński otwarcie występował przeciwko europejskiemu paktowi fiskalnemu. Ale to być może również było kiedyś. Albowiem na Ukrainie Jarosław Kaczyński manifestował bardzo euroentuzjastyczną postawę i wspierał europejskie dążenia tych, którzy manifestowali przeciwko odrzuceniu przez prezydenta Janukowycza umowy stowarzyszającej ich kraj z Unią Europejską.
Raz po raz prezes PiS-u zmienia front i przyjmuje skrajnie odmienne postawy w stosunku do Unii Europejskiej i europejskiej integracji. Czy Jarosław Kaczyński jest eurosceptykiem, euroentuzjastą czy – po prostu - europopulistą?
Jarosław Kaczyński, biorąc udział w wiecu antyrządowym w Kijowie, zarzucił polskim władzom (w tym ministrowi spraw zagranicznych Radosławowi Sikorskiemu), iż nie wspiera on politycznej opozycji wobec Wiktora Janukowycza. Taka deklaracja prezesa może dziwić, bowiem Jarosław Kaczyński jest przecież politykiem o długim stażu i z wieloletnim doświadczeniem. Z pewnością prezes PiS-u ma świadomość, iż minister spraw zagranicznych nie może otwarcie zabierać głosu w konflikcie politycznym innego państwa. Przecież zostałoby to odczytane jako próba ingerencji w wewnętrzne sprawy ukraińskie. Dodatkowo, otwarcie i oficjalnie opowiadając się po stronie jednego z protagonistów w wewnętrznym politycznym sporze na Ukrainie, Radosław Sikorski stałby się stroną tego konfliktu. Zaś polska dyplomacja utraciłaby jakiekolwiek możliwości do przeprowadzenia mediacji pomiędzy skonfliktowanymi stronami. Trudno byłoby sobie również wyobrazić, aby Polska nadal mogła skutecznie uczestniczyć w procesie zbliżenia Ukrainy z Unią Europejską. Wszak w owym procesie to Ukrainę wspiera polska dyplomacja, a nie jakiś wybrany ukraiński obóz polityczny.
Jednego dnia Jarosław Kaczyński udaje się na kijowski Majdan, aby udzielić wsparcia ukraińskim manifestantom, którzy domagają się więcej demokracji, więcej praworządności i więcej Europy na Ukrainie. Tymczasem już nazajutrz Jarosław Kaczyński świadomie odcina się od budowania polskiej strategii wobec aktualnie panującej sytuacji na Ukrainie. Prezes PiS-u odmawia uczestniczenia w posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, która ma być poświęcona ostatnim wydarzeniom na Ukrainie. Zamiast osobiście wziąć udział w tym posiedzeniu, Jarosław Kaczyński wysyła na nie europosła Ryszarda Czarneckiego, czyli osobę, która nie jest uprawniona do tego, by zasiadać w tym gremium. Przecież podczas prezydentury Bronisława Komorowskiego Rada Bezpieczeństwa Narodowego składa się z szefów partii wchodzących w skład Sejmu RP.
Strategia Jarosława Kaczyńskiego wobec Ukrainy traci na wiarygodności. Jeszcze nie tak dawno temu przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości proponowali, aby z powodu sytuacji, w której znalazła się była premier Julia Tymoszenko, Ukrainie zostało odebrane prawo do organizowania wspólnie z Polską piłkarskiego turnieju Euro 2012. Teraz, pomimo deklarowanego eurosceptycyzmu, Jarosław Kaczyński wspiera europejskie dążenia Ukrainy. Udaje się do Kijowa, aby wesprzeć wolnościowy ruch ukraiński. A dzień później odcina się od działań państwa polskiego, które mają na celu załagodzenie wewnętrznego konfliktu na Ukrainie i pomoc temu państwu w powrocie na drogę prowadzącą do zbliżenia z Unią Europejską.
Jednak najlepszy przykład całkowitego braku wiarygodności Jarosława Kaczyńskiego nie ma nic wspólnego z Ukrainą… 27 listopada bieżącego roku premier Wielkiej Brytanii David Cameron przedstawił szereg kontrowersyjnych propozycji, które - jeśli wejdą w życie - stanowczo utrudnią dostęp innym obywatelom Unii Europejskiej do brytyjskiego rynku pracy i brytyjskiej opieki społecznej. David Cameron skrytykował otwarcie brytyjskiego rynku pracy dla Polaków od razu po wejściu Polski do Unii Europejskiej, tzn. bez okresu przejściowego, jak miało to miejsce we Francji czy w Niemczech. Cameron nie zamierza podejmować podobnej decyzji, dlatego nie zamierza otwierać brytyjskiego rynku pracy dla obywateli Rumunii i Bułgarii od 1 stycznia 2014 roku. Dodatkowo premier Wielkiej Brytanii sprzeciwia się swobodnemu przepływowi osób w Unii Europejskiej i chciałby to zmienić. Jego zdaniem ów przepływ nie jest korzystny dla Wielkiej Brytanii i powoduje, iż przyjeżdżają tam włóczędzy i ludzie, którzy nie chcą pracować, tylko korzystać z brytyjskiej opieki społecznej. Cameron ma zamiar im w tym przeszkodzić. Premier Wielkiej Brytanii w tym samym przemówieniu potwierdził swoją determinację w zorganizowaniu referendum, które ma rozstrzygnąć czy Wielka Brytania pozostanie w Unii Europejskiej, czy nie.
David Cameron jest partyjnym kolegą Jarosława Kaczyńskiego. Albowiem zarówno Prawo i Sprawiedliwość, jak również partia brytyjskich konserwatystów należą do jednej europejskiej partii Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECRG). A więc Jarosław Kaczyński jest w jednej partii z premierem Wielkiej Brytanii, który Polakom przebywającym na Wyspach Brytyjskich chce ograniczyć dostęp do opieki społecznej, a także chce ograniczyć przepływ osób wewnątrz Unii Europejskiej i utrudnić obywatelom UE, w tym Polakom, dostęp do brytyjskiego rynku pracy.
Jak to się ma do wielokrotnie wyrażanej przez Jarosława Kaczyńskiego gotowości obrony interesu polskich obywateli? Jak się to ma do proeuropejskiej postawy prezesa PiS-u wyrażanej w Kijowie, podczas wiecu poparcia dla integracji europejskiej Ukrainy? Jak się to ma do europejskiej zasady solidarności, o którą Jarosław Kaczyński tak często się dopomina?
Warto również wspomnieć, iż ani sam prezes, ani europosłowie Prawa i Sprawiedliwości nie zajęli oficjalnego i jednoznacznego stanowiska wobec propozycji i słów ich partyjnego kolegi Davida Camerona. Zaś Jarosław Kaczyński oraz Prawo i Sprawiedliwość nadal pozostają w partii Europejskich Konserwatystów i Reformatorów razem z Davidem Cameronem i konserwatystami brytyjskimi.
Jarosław Kaczyński oskarża ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego o - jego zdaniem - brak wsparcia dla proeuropejskich i prowolnościowych dążeń Ukraińców. W tym samym czasie prezes PiS-u odmawia brania udziału w stworzeniu polskiej strategii wobec Ukrainy, a można odnieść wrażenie, że od tej strategii wręcz się odcina. Prezes PiS-u od lat manifestuje postawę eurosceptyczną i jest partyjnym kolegą premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona, który nie wyklucza wystąpienia swojego kraju z UE i sprzeciwia się otwarcie europejskiej zasadzie solidarności, o której prezes PiS-u tak często mówi, również w przypadku zbliżenia Ukrainy z Unią Europejską. W tym samym czasie Jarosław Kaczyński jedzie na Ukrainę aby wesprzeć ukraińskie żądania o „więcej Europy” w tym kraju i apeluje, aby Unia Europejska bardziej intensywnie zabiegała o Ukrainę. Jarosław Kaczyński oskarża rząd Donalda Tuska o brak stanowczości w obronie interesów polskich obywateli. A w tym samym czasie jego partyjny kolega z ECRG premier David Cameron zapowiada, iż zamierza zamknąć brytyjski rynek pracy dla emigrantów (również tych z Unii Europejskiej) i ograniczyć emigrantom dostęp do brytyjskiej opieki zdrowotnej.
Wiele aspektów charakteryzuje polityczną postać Jarosława Kaczyńskiego. Jednak wiarygodność do tych aspektów nie należy!
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)