zbigniewstefanik zbigniewstefanik
1385
BLOG

Sądźmy katów, a nie ofiary. O Cieszewskim i jarzmie PRL-u

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 16

 

 

 

Szanowni Czytelnicy,

zachęcam Was do zapoznania się z wypowiedzią filozofa prawa, konstytucjonalisty, publicysty oraz blogera Wojciecha Sadurskiego, umieszczoną w serwisie informacyjnym naTemat.pl. Odnosi się on w swoim tekście do wypowiedzi profesora Chrisa Cieszewskiego, o którym w programie „Po prostu” podano informację, że został zarejestrowany w latach osiemdziesiątych jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa PRL.

W swoim tekście Wojciech Sadurski poddaje w wątpliwość opowieść profesora Cieszewskiego na temat sposobu, który podobno zastosował, aby zachować swój paszport, jak i w sprawie jego domniemanej ucieczki z PRL.

Z pewnością wypowiedź Wojciecha Sadurskiego o profesorze Cieszewskim zasługuje na uwagę. Mogą się Państwo z nią zapoznać, korzystając z poniższego linku:

 

http://wojciechsadurski.natemat.pl/84949,jak-uciekal-chris-cieszewski

Nie zamierzam rozstrzygać czy profesor Cieszewski był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL. Nie jestem bowiem do tego uprawniony. Niech będzie mi jednak wolno, drodzy Czytelnicy, podzielić się z Wami pewną refleksją, która towarzyszy mi od dłuższego czasu.

 

Od kiedy system komunistyczny w Polsce został obalony oraz runął cały blok sowiecki, nieustannie poruszany jest temat domniemanych agentów komunistycznych służb bezpieczeństwa. Tak wiele dyskutuje się o tym w Polsce, tzn. o współpracownikach tych służb, a tak mało o tych, którzy w tych służbach etatowo pracowali. Można więc odnieść wrażenie, iż w ogólnym odbiorze społecznym, tajny współpracownik jest czymś gorszym od tego, który go tajnym współpracownikiem uczynił.

Nie mogę zapomnieć o pewnej wypowiedzi, która pojawia się w filmie Jacka Bromskiego „Uwikłanie”. Wypowiedź ta, wygłoszona przez byłego ubeka, brzmi następująco: „W archiwach są informacje o tych, którzy dla nas pracowali, a nie o nas”... No właśnie, w Polsce przez cały czas rozmawia się o tych, którzy z nimi współpracowali, a nie o nich. I to jest niestety najprawdziwsza prawda!

Całkowita bezkarność dla byłych ubeków za popełnione zbrodnie w PRL i ich wysokie emerytury, to tylko wierzchołek góry lodowej zjawiska ubecji, o którym nadal w Polsce zbyt mało się rozmawia.

Raz po raz pojawia się w polskiej przestrzeni publicznej stwierdzenie: należy sądzić katów, a nie ich ofiary. Warto poświęcić temu stwierdzeniu odrobinę uwagi. Albowiem odnoszę wrażenie, iż nie udaje się owemu stwierdzeniu przebić do polskiej świadomości i do debaty o PRL-u.

Kto był katem? Należy pamiętać, iż najpierw Urząd Bezpieczeństwa, a później Służba Bezpieczeństwa to dwie (a może jedna i ta sama?) organizacja zbrodnicza. Ubecy, esbecy i przedstawiciele innych służb, na przykład takich jak Informacja Wojskowa w latach czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku, popełnili wiele zbrodni; i nikt ich nigdy z tego nie rozliczył. Komunistyczne służby złamały wiele ludzkich istnień, wiele ludzkich żyć i wpłynęły na los tak wielu, tak wielu polskich obywateli. To właśnie te służby, to właśnie przedstawiciele tych służb, to właśnie ich mocodawców powinno się sądzić w pierwszej kolejności. Albowiem w mojej ocenie zasługują oni na wieczne potępienie. I warto o tym powiedzieć właśnie teraz, na chwilę przed trzydziestą drugą rocznicą wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.

Czym był stan wojenny? Stan wojenny był aktem bezprawia, być może zbrodnią wobec Polski i jej obywateli. Stan wojenny zniszczył ten wielki powiew nadziei, który towarzyszył Polakom podczas szesnastu miesięcy istnienia pierwszej „Solidarności”, która powstała w wyniku porozumień sierpniowych w 1980 roku. Ci, którzy stan wojenny wprowadzili, uczynili to wyłącznie po to, ażeby utrzymać swoją własną władzę. Wprowadzając stan wojenny doprowadzili oni – i to na wiele lat - do upadku tej wielkiej polskiej nadziei, że wszystko może się jeszcze zmienić. Dopiero po dziewięciu latach „przyszedł dzień po nocy”. Stan wojenny i ci, którzy go wprowadzili, zatrzymali polski wolnościowy zryw na dziewięć lat i nie odbyło się to bez ofiar. Grzegorz Przemyk, błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko i wielu, wielu innych, których nazwiska popadły dzisiaj w niepamięć, zostali zamordowani przez służby bezpieczeństwa PRL. Zostali oni zamordowani przez katów Polski i narodu polskiego!

Sądźmy katów, a nie ich ofiary. Ubecja, esbecja, Informacja Wojskowa czy - inaczej mówiąc - „polski Śmiersz” to kaci! Należy więc zapytać: kto był ich ofiarami? Niewątpliwie ich ofiarami była zniewolona Polska i jej obywatele, którzy musieli żyć pod jarzmem obcego reżimu, wprowadzanego i podtrzymywanego przez swoich współobywateli. Albowiem przez cały okres trwania PRL-u Polak Polaka, dla Sowietów i Moskwy, zniewalał, katował i -  nierzadko - mordował!

Warto również postawić kolejne, bardziej kontrowersyjne pytanie: czy tajni współpracownicy komunistycznych służb bezpieczeństwa byli również ofiarami? Odpowiedź może być tylko dwuznaczna. Jedni tak, inni nie, albowiem różne były pobudki, dla których niektórzy decydowali się na współpracę z katami Polski i polskiego narodu. Jedni współpracowali dla pieniędzy, inni - dla kariery. Jeszcze inni - tak po prostu! Ale przecież niemało było takich, którzy współpracowali ze służbami PRL, ponieważ nie mieli po prostu żadnego wyboru. I o tym również należy pamiętać. Czas PRL-u był okresem ekstremalnym dla tych, którzy przechodzili przez ręce katów, a w okresie ekstremalnym (z braku wyboru) podejmuje się czasem kontrowersyjne decyzje. Jednak owe decyzje mogą wydać się kontrowersyjne post factum, bowiem wtedy mogła to być dla tych, którzy je podejmowali, smutna i nieuchronna konieczność.

Wielu (choć oczywiście nie wszyscy) tajnych współpracowników komunistycznych służb było ofiarami komunistycznego totalitaryzmu i trzeba o tym głośno mówić.

Z różnych powodów niektórzy decydowali się na współpracę z ubecją i esbecją, to fakt. Jednak czym innym jest wymuszona czasem współpraca, a czym innym jest tworzenie wiele lat później legendy wokół tej współpracy, która przecież nie jest żadnym powodem do dumy. Można bowiem zrozumieć, iż ktoś w sytuacji ekstremalnej podjął kontrowersyjną decyzję. Można zrozumieć, iż ktoś niechętnie o tych wydarzeniach mówi i je wspomina. Jednak o wiele trudniej jest zrozumieć, kiedy ktoś pisze swoją historię na nowo i z czynu niechlubnego czy kontrowersyjnego próbuje uczynić jakąś legendę, stawiającą go w dobrym świetle i nadającą mu rangę bohatera. Warto być uczciwym wobec samego siebie i tych, którzy nas otaczają. Słabości można zrozumieć i wybaczyć. Jednak nie da się wybaczyć pisania historii na nowo, tak, aby ta historia była korzystna dla tego, który ją pisze. A czasami, kiedy sytuacja jest dwuznaczna, najlepiej jest po prostu nie tracić okazji, żeby milczeć!

 

Być może najtrudniej jest przyznać się przed samym sobą, że ma się słabości? Być może najtrudniej jest się przyznać przed samym sobą, że nie jest się bohaterem? Być może najtrudniej jest przyznać się przed samym sobą, że jest się po prostu człowiekiem?

 

 

 

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka