14 grudnia bieżącego roku odbyło się posiedzenie Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej. Podczas tego posiedzenia zostali wybrani nowi wiceprzewodniczący partii rządzącej, jak również nowy zarząd, skarbnik i sekretarz generalny PO. Przebieg tego posiedzenia oraz decyzje personalne, które zostały podjęte podczas Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej, skłaniają mnie do następujących wniosków.
Po pierwsze, wskazanie przez premiera Donalda Tuska kandydatów na wiceprzewodniczących jego partii świadczy o próbie zainicjowania przez Prezesa Rady Ministrów nowej metody rządzenia w Polsce. Od tego momentu to partia rządząca będzie podporządkowana instytucjom i ośrodkom rządzącym Rzeczypospolitą, a nie odwrotnie. W państwach, w których panuje system parlamentarny zdarza się bowiem, iż osoby sprawujące władzę i zasiadające na najwyższych stanowiskach, nie znajdują się w ścisłym kierownictwie partii rządzącej, która ich do tej władzy doprowadziła (z pewnym wyjątkiem, gdyż premierem zostaje najczęściej przywódca partii, która wygrała wybory). Jednak co do innych istotnych i najistotniejszych stanowisk w państwie, decyzje personalne nie muszą być ściśle związane z pozycją zajmowaną w partii rządzącej przez osoby obejmujące stanowiska kluczowe dla sprawowania władzy. W tego rodzaju przypadkach pojawia się ryzyko pewnego dysonansu pomiędzy tym, co proponuje rząd czy ośrodki sprawujące władzę i tym, co proponuje kierownictwo partii rządzącej. Taka sytuacja utrudnia proces rządzenia i proces decyzyjny oraz - nierzadko - spowalnia przyjęcie ustaw czy przeprowadzanie trudnych reform. Najwyraźniej Donald Tusk chciał usprawnić proces rządzenia, przyśpieszyć proces decyzyjny i zabezpieczyć się przed „hamulcem” czy „blokującym”, którym mógłby stać się przedstawiciel, bądź przedstawiciele wewnątrzpartyjnej opozycji, jeśli znaleźliby się oni w krajowym kierownictwie Platformy. Wybór nowych wiceprzewodniczących Platformy Obywatelskiej spowodował, iż w kierownictwie partii rządzącej znalazły się osoby sprawujące władzę w Polsce na najwyższym poziomie. Przypominam, iż wiceprzewodniczącymi Platformy zostali: marszałek Sejmu Ewa Kopacz, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski i prezydent miasta Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Jednak zainicjowanie przez Donalda Tuska nowej metody rządzenia może okazać się nieskuteczne czy też nieefektywne. Albowiem w ścisłym kierownictwie Platformy nie znalazł się przewodniczący Klubu Parlamentarnego PO Rafał Grupiński. Jego nieobecność w kierownictwie Platformy można odczytać jako brak akceptacji dla przedstawicieli frakcji „schetynowców” w nowych krajowych władzach PO. Dlatego też Grupiński, jako domniemany „schetynowiec”, nie znalazł się w kierownictwie swojej partii.
Jednak pozostawienie przewodniczącego Klubu Parlamentarnego poza krajowym kierownictwem PO może okazać się błędem. Albowiem przewodniczący parlamentarnego klubu ma realną możliwość pełnienia funkcji „hamulcowego” czy „blokującego”, jeśli tego chce. Na przykład jest on w stanie spowalniać proces legislacyjny lub blokować (przynajmniej na jakiś czas) projekty ustaw swojej partii. Być może nieprzyjęcie Grupińskiego do ścisłego kierownictwa PO doprowadzi do sytuacji, w której w procesie decyzyjnym pojawi się jednak „hamulec” czy „blokujący”, czego najwyraźniej chciał uniknąć Donald Tusk, przyjmując nową - wyżej wymienioną - metodę rządzenia. Chociaż z drugiej strony, przewodniczącego Klubu Parlamentarnego można również zmienić, a każdy przewodniczący rangi niższej, niż jego szef może przestać być przewodniczącym…
Po drugie, warto zauważyć, iż w nowych władzach PO znalazł się zarówno wspomniany wcześniej minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, jak również były minister finansów Jacek Rostowski. Ten ostatni co prawda nie jest wiceprzewodniczącym PO, ale w hierarchii partyjnej znajduje się bardzo wysoko, jako członek nowo wybranego zarządu krajowego. Wybór do władz krajowych PO Sikorskiego i Rostowskiego można odczytać, jako chęć podkreślenia konserwatywnego skrzydła w Platformie. Po odejściu z partii rządzącej Jarosława Gowina i jego stronników owe konserwatywne skrzydło zostało zredukowane do rangi „skrzydełka”. Jednak przyjęcie do najbliższego otoczenia przywódcy dwóch domniemanych przedstawicieli środowiska konserwatywnego może być sygnałem, który ma świadczyć o tym, iż Platforma nadal ma ofertę dla konserwatywnego elektoratu.
Po trzecie, warto podkreślić wybór ministra Jacka Rostowskiego do krajowego zarządu PO. Od wielu miesięcy polska przestrzeń medialna była przepełniona domysłami i spekulacjami, według których Donald Tusk miał stracić zaufanie do ministra finansów. Jacek Rostowski został przecież zastąpiony przez Mateusza Szczurka, co mogłoby dodać wiarygodności tym medialnym domysłom. Ale Donald Tusk przeciął te spekulacje. Proponując kandydaturę Jacka Rostowskiego na członka Zarządu Krajowego swojej partii, Donald Tusk pokazał, iż ma do byłego wicepremiera i byłego ministra finansów pełne zaufanie.
Jednak mamy tu do czynienia z pewną niekonsekwencją, czy też niespójnością komunikatu, który Donald Tusk przesyła społeczeństwu. Skoro ma on zaufanie do byłego ministra finansów to dlaczego Jacek Rostowski musiał odejść z tego stanowiska? Istnieje pewne - domniemywane przeze mnie - wytłumaczenie, dla tej – być może tylko pozornej - niekonsekwencji premiera i niespójności jego komunikatu dotyczącego samego Rostowskiego. Otóż być może Jacek Rostowski ma stać się jednym z kluczowych elementów strategii wyborczej Platformy w nadchodzących wyborach do Europarlamentu.
Czy Jacek Rostowski jest jedną z tych pięciu osób, o których mówił Donald Tusk w kontekście nominacji Polaków do instytucji Unii Europejskiej po eurowyborach? Warto zapytać wprost: czy Jacek Rostowski ma być polskim kandydatem na przewodniczącego Komisji Europejskiej w przypadku wygrania eurowyborów przez Europejską Partię Ludową? Wiele na to wskazuje...
Po czwarte, podczas swojego przemówienia Donald Tusk dokonał reorientacji czy też uaktualnienia politycznej strategii Platformy i zdaje sie, iż owa reorientacja będzie miała trwały charakter. Od tego momentu głównym konkurentem Platformy już nie jest Prawo i Sprawiedliwość, tylko Sojusz Lewicy Demokratycznej Leszka Millera, który ma ambicje wygrania wyborów parlamentarnych i objęcia - kosztem Donalda Tuska - stanowiska premiera.
Tak więc rozpoczął się bój o elektorat centrolewicowy. Albowiem Platforma Obywatelska i jej liderzy są świadomi, iż to właśnie elektorat centrolewicowy przesądzi o przyszłych zwycięstwach czy klęskach ich partii. Nowa strategia polityczna Platformy została oparta na dwóch filarach. Z jednej strony jej konkurentem i przeciwnikiem wciąż pozostaje Prawo i Sprawiedliwość, wobec której Platforma nadal chce się prezentować jako jej antyteza.
Jednak partia Jarosława Kaczyńskiego już nie jest w stanie politycznie zagrozić Platformie Obywatelskiej, a nade wszystko partia Donalda Tuska nie musi się obawiać odpływu swojego elektoratu do Prawa i Sprawiedliwości. Dlatego nowym - a niewykluczone, że głównym - konkurentem PO staje się SLD Leszka Millera. Zaś ruchy tektoniczne, które występują na polskiej scenie politycznej powodują, iż Platforma przesunęła się w stronę politycznego centrum, umożliwiając tym samym partii Donalda Tuska przyciąganie elektoratu centrolewicowego, który mógłby zagłosować na PO, kierując się zasadą mniejszego zła. Donald Tusk dał temu elektoratowi ku temu powody. Podczas swojego przemówienia podkreślał, iż za Platformą (i nim samym) przemawiają czyny i konkrety. Pierwszy przykład z brzegu: premier wspomniał, że natychmiast może wskazać pięciu kandydatów z Platformy, którzy mogliby objąć kluczowe stanowiska w Unii Europejskiej po eurowyborach. A Leszek Miller, zamiast bronić polskich kandydatów, popiera wysuniętą przez europejskich socjalistów kandydaturę Martina Schulza na przewodniczącego Komisji Europejskiej.
Po piąte, polityczne wyautowanie Grzegorza Schetyny okazało się nieskuteczne. To prawda, że Grzegorz Schetyna nie znajduje się w Zarządzie Krajowym Platformy Obywatelskiej. Jednak ma on swoich zdeklarowanych stronników, którzy zagłosowali na niego podczas ostatniego posiedzenia Rady Krajowej jego partii. Andrzej Halicki oficjalnie zgłosił jego kandydaturę. A niemal połowa członków Rady Krajowej Platformy na Schetynę zagłosowała. Około 45 procent, bo 147 członków Rady Krajowej PO oddało swój głos na Grzegorza Schetynę. Niezły to wynik dla człowieka, o którym od kilku tygodni mówi się jedynie w kategoriach politycznego has been.
Donald Tusk usiłował politycznie wyautować Schetynę i pozbawił go wszystkich partyjnych funkcji. Jednak warto się zastanowić czy Schetyna nie jest większym politycznym zagrożeniem dla samego premiera i jego przywództwa, znajdując się poza władzami swojej partii.
W tej chwili Donald Tusk ponosi pełną odpowiedzialność za wszystkie zwycięstwa i klęski swojej partii. Zaś Grzegorz Schetyna nie ponosi żadnej odpowiedzialności za to, co dzieje się w Platformie. Albowiem premier go z tej odpowiedzialności zwolnił. Z pewnością daje to Schetynie wielkie pole do politycznego popisu. Nic nie stoi na drodze byłemu marszałkowi Sejmu, by budować swoją frakcję i swój polityczny obóz w Platformie w opozycji do Donalda Tuska. Kiedy premier będzie sie potykał o polityczne trudności albo kiedy przyjdzie czas jego politycznych klęsk, wówczas pojawi się Schetyna - zawsze gotowy do recenzowania każdego potknięcia swojego politycznego przeciwnika, który pozbawił go formalnej władzy w Platformie. Wykluczenie Schetyny z procesu decyzyjnego w partii rządzącej może okazać się dla samego Donalda Tuska niekorzystne. Można domniemywać, iż premier chciał zahamować marsz po władzę Schetyny w Platformie i dlatego włożył tyle wysiłków, aby go politycznie wyautować. Pytanie jednak brzmi, czy Donald Tusk, próbując za wszelką cenę politycznie wyautować Schetyny, nie wzmocnił tak naprawdę byłego marszałka Sejmu, który potrafi być cierpliwy i z pewnością będzie czekał na swoją chwilę...
Proces wyborczy w Platformie jest formalnie zakończony. Pytanie jednak brzmi: czy zakończyła się w partii rządzącej wewnętrzną wojną? Donald Tusk zrobił wiele podczas posiedzenia Rady Krajowej swojej partii, aby podkreślić swoje przywództwo i - mówiąc kolokwialnie - złapać lejce Platformy. Czy mu się to udało? Czy premier odzyskał polityczny leadership w Platformie Obywatelskiej? Czy Donald Tusk nadal posiada polityczny leadership na polskiej scenie politycznej? Czy jego nowa metoda rządzenia się sprawdzi?
W chwili obecnej nie sposób udzielić odpowiedzi na te pytania. Jednak są to kwestie kluczowe. Albowiem od odpowiedzi na nie będzie zależało czy Platforma pozostanie skonsolidowana wokół swojego przywódcy, czy też nie. Od odpowiedzi na te pytania będzie zależała polityczna tożsamość Platformy Obywatelskiej, która nadal przechodzi przez proces mutacji i w której nadal są zauważalne polityczne ruchy tektoniczne. Od odpowiedzi na te pytania będzie zależała polityczna przyszłość Platformy oraz to, czy Platforma po trudnym okresie będzie w stanie się podnieść, sprężyć się i nadal wygrywać; czy jednak nie.
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze