zbigniewstefanik zbigniewstefanik
809
BLOG

32. rocznica „Wujka”, kto zakłócił obchody, znieważając ofiary?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 7

 

 

 

Znowu kibole!

Tym razem pseudokibice zakłócili obchody 32. rocznicy mordu dokonanego na górnikach w kopalni „Wujek” przez tak zwane « siły porządkowe » PRL. Podczas uroczystości upamiętniającej te wydarzenia, kibole GKS-u Katowice i Ruchu Chorzów pobili się między sobą. Oprócz tego pseudokibice odpalili race, można było także usłyszeć nieprzyjazne okrzyki.

Przypomnę, iż stosunkowo niedawno tak zwani „fani Lechii Gdańsk” zaprezentowali flagę, na której widniały wizerunki PRL-owskich dygnitarzy wiszących na drzewach. Oprócz nich na fladze znajdowały się również podobizny Adama Michnika i śp. Tadeusza Mazowieckiego (a więc pierwszego niekomunistycznego premiera Polski po drugiej wojnie światowej) - także wiszących na drzewach

Nie sposób inaczej określić kibolskich zajść podczas obchodów 32. rocznicy masakry górników na „Wujku”, niż aktem niebywałej głupoty, ale – jednocześnie – bezspornie aktem chuligaństwa i bandytyzmu. Ci, którzy dopuścili się tego aktu, nie wykazali się tylko niewiedzą historyczną. Dali oni również (a może przede wszystkim!) dowód całkowitej demoralizacji i zwyczajnego upadku moralnego!

Górnicy pomordowani w kopalni „Wujek” nie byli PRL-owskimi dygnitarzami czy przedstawicielami obozu komunistycznego w Polsce. Górnicy pomordowani w kopalni „Wujek” nie byli politykami. Byli oni grupą obywateli, którzy postanowili zawalczyć o praworządność i poszanowanie praw człowieka w Polsce, bowiem prawa człowieka zostały zdeptane przez stan wojenny i tych, którzy go wprowadzili. Górnicy pomordowani w kopalni „Wujek” należeli do robotniczej wspólnoty, która chciała bronić swojej największej zdobyczy, jaką był wówczas Niezależny i Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”, którego działalność - dekretem Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego - została zawieszona i zakazana.

To tych ludzi znieważyli kibole. Pseudokibice nie znieważyli swoim zachowaniem jakiegoś PRL-owskiego dygnitarza; znieważyli tych, którzy walczyli z komuną i z jej „utrwalaczami”! Czy można znaleźć większy dowód przejawu całkowitej ignorancji, głupoty i bezmyślności?

Zakłócenie uroczystości upamiętniającej ofiary pacyfikacji kopalni „Wujek” - w mojej opinii - są po prostu aktem czystego chuligaństwa i bandytyzmu! Prezentowanie transparentów czy flag z wizerunkami ludzi wiszących na drzewach, w tym dwóch przedstawicieli opozycji antykomunistycznej (z czego jeden z nich był premierem RP), uważam za akt chuligaństwa i bandytyzmu! Nieuszanowanie żałoby narodowej i wznoszenie obraźliwych okrzyków, kiedy poproszono o minutę ciszy, by upamiętnić śp. premiera Tadeusza Mazowieckiego i Gerarda Cieślika, uważam za akt chuligaństwa i bandytyzmu!

Nie uważam się za człowieka nieomylnego. Być może w szeroko rozumianej kwestii kibicowskiej niczego nie rozumiem. Być może jestem pod wpływem, jak mi się to nierzadko wypomina, „polskojęzycznych mediów“ oraz „reżimowych serwisów informacyjnych”. Dlatego bardzo proszę znawców polskiego ruchu kibicowskiego o naukę.

Propagatorów narracji o patriotach stadionowych, to znaczy reżyserów filmowych, publicystów i tych wszystkich, którzy piszą o niezależnym od „władzy” ruchu kibiców, proszę o oświecenie mnie. W szczególności proszę o to pana reżysera Mariusza Pilisa (być może nie będzie on mi groził sądem za to, iż ośmieliłem się poprosić go o naukę). Wszak pan reżyser jest przecież znawcą ruchu kibiców; taki wniosek płynie z faktu, że nakręcił o tym zjawisku film dokumentalny pt. „Bunt stadionów”.

Szanowny Panie Reżyserze Mariuszu Pilis,

szanowni propagatorzy narracji o stadionowym patriotyzmie,

czy powyżej opisane przeze mnie czyny kibolskie, do których doszło podczas 32. rocznicy pacyfikacji kopalni „Wujek” są przejawem stadionowego patriotyzmu czy – po prostu - chuligaństwa? Czy zaprezentowanie flagi przedstawiającej ludzi wiszących na drzewach jest przejawem stadionowego patriotyzmu czy chuligaństwa? Czy zakłócenie minuty ciszy poświęconej śp. premierowi Mazowieckiemu i Gerardowi Cieślikowi jest przejawem stadionowego patriotyzmu czy chuligaństwa? Czy transparenty z treściami ksenofobicznymi, rasistowskimi i antysemickimi są przejawem stadionowego patriotyzmu czy chuligaństwa? Czy wykorzystanie wizerunków i nazwisk Żołnierzy Wyklętych podczas piłkarskich rozgrywek jest przejawem patriotyzmu czy zniewagą postaci historycznych? Co ma wspólnego polityka z rozgrywkami piłkarskimi? Co ma wspólnego polityka w ogóle z szeroko pojętym sportem? Czy wprowadzanie polityki na stadiony jest stosowne? Czy debata o najnowszej polskiej historii powinna odbywać się na stadionach? Czy można uznać za patriotę kogoś, kto nie potrafi uszanować ani obchodów związanych z historycznymi chwilami, ani tych, którzy sprawili, iż upamiętniane chwile stały się historyczne?

Kto zakłócił obchody 32. rocznicy masakry w kopalni „Wujek”? Czy byli to chuligani i bandyci czy stadionowi patrioci? A może w ogóle nie doszło do zakłócenia tych uroczystości? Zaś tę fałszywą tezę szerzą nieprzyjazne Polsce i Polakom „polskojęzyczne media” i „reżimowe serwisy informacyjne”? Być może to, co zostaje nam przedstawiane jako akt chuligański było aktem patriotyzmu w najczystszej postaci? Być może kibole GKS-u Katowice i Ruchu Chorzów w ogóle się tam nie pobili, a zorganizowali jedynie „grupę rekonstrukcyjną”, która miała na celu pokazać uczestnikom tych obchodów na czym polega pacyfikacja? Być może te dwie grupy pobiły się w czynie społecznym, aby uzmysłowić osobom obecnym na tych uroczystościach, jak szkodliwa i destrukcyjna jest przemoc?

Szanowni propagatorzy narracji o stadionowym patriotyzmie,

kim są ci, którzy nawołują do przemocy na stadionach czy sami tę przemoc stosują? Kim są ci, którzy krzyczą „raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę” albo „a na drzewach, zamiast liści, będą wisieć komuniści”? Gdzie są owi „komuniści”? Gdzie jest ta „czerwona hołota”? Czy nie odnosicie takiego wrażenia, że te hasła należą do minionej epoki, a ich propagowanie w wolnej Polsce jest wielkim nadużyciem? Z kim, tak naprawdę, walczą ci, którzy krzyczą o „czerwonej hołocie” i chcą wieszać PRL-owskich dygnitarzy, którzy w Polsce juz władzy nie sprawują? Dlaczego jakieś stadionowe grupy chcą walczyć z komunizmem w Polsce, komunizmem, którego już nie ma?

Jeśli owe grupy tak bardzo pragną walki z komuną, być może mogliby oni przenieść się z Polski do Korei Północnej lub na Kubę. W tych dwóch krajach nadal istnieje brutalny system komunistyczny. Tam mieliby z kim walczyć, a nade wszystko - mieliby możliwość sprawdzenia, na ile są odważni... Albowiem nie sztuką jest walczyć z czymś, czego nie ma i kiedy - tak naprawdę - za tę „walkę” nic nie grozi. Sztuką jest walczyć z totalitarnym reżimem, który nie cofa się przed niczym, żeby utrzymać swoją władzę. Tak właśnie było w Polsce podczas stanu wojennego. Z takim oto reżimem walczyli pomordowani górnicy w kopalni „Wujek”, których pamięć znieważyli ci, którzy nie uszanowali poświęconych im obchodów.

Szanowni propagatorzy narracji o stadionowym patriotyzmie,

czy w świetle niechlubnych i powtarzających się występów grup kibolskich, które godzą w pamięć tych, którzy o wolność Polski i Polaków walczyli, teza o stadionowym patriotyzmie da się jeszcze obronić? Czy w świetle niezliczonych kibolskich wybryków pod osłoną patriotycznych frazesów narracja o stadionowych patriotach ma w ogóle jakiś sens? Czy w świetle tego, co wydarzyło się podczas wyżej wymienionych rocznicowych obchodów pacyfikacji kopalni „Wujek”, opowieść o jakimś „stadionowym patriotyzmie” może mieć jakąkolwiek wiarygodność? Mówiąc wprost, czy w świetle gorszących wydarzeń z ostatnich miesięcy z udziałem kiboli i chuliganów w szalikach w roli głównej, teoria o rzekomym stadionowym patriotyzmie nie zbankrutowała?

 

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

                                                                                                                                                               

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka