19 lutego bieżącego roku nastąpiło w Polsce polityczne zawieszenie broni. W związku z tragicznymi wydarzeniami na Ukrainie prezes Jarosław Kaczyński zgodził się wspierać rząd Donalda Tuska w jego staraniach powstrzymania rozlewu krwi na Majdanie. Partia Prawo i Sprawiedliwość wspierała również inicjatywę trzech ministrów spraw zagranicznych (z Polski, Niemiec i Francji), którzy podjęli się mediacji pomiędzy Wiktorem Janukowyczem i szeroko rozumianą opozycją ukraińską. Kiedy porozumienie zostało osiągnięte, przedstawiciele PiS-u wyrażali swoje zadowolenie i przyznawali, że minister Radosław Sikorski - mówiąc kolokwialnie - wykonał kawał dobrej roboty.
Jednak PiS zmienił swoje podejście do osiągniętego na Ukrainie kompromisu. Co ciekawe, zmiana ta nastąpiła niedługo po tym, jak Prawo i Sprawiedliwość wyrażało zadowolenie i ulgę, iż na Ukrainie udało się osiągnąć pewien rodzaj zawieszenia broni. Zmiana frontu nastąpiła za sprawą nagrania udostępnionego przez massmedia, w którym można usłyszeć fragment rozmowy ministra Sikorskiego z przedstawicielami Majdanu. W owym fragmencie jest mowa o możliwości wprowadzenia stanu wojennego na Ukrainie, jak również - skierowane do opozycji - twarde stwierdzenie Sikorskiego: „wszyscy będziecie martwi” (w domyśle – jeśli nie podpiszecie porozumienia). Jarosław Kaczyński nie krył oburzenia i wprost zapytał w czyim imieniu Radosław Sikorski kierował te słowa do protestujących.
Od tego momentu przedstawiciele PiS-u nie szczędzą słów krytyki pod adresem polskiego ministra spraw zagranicznych, a podpisany przez niego kompromis partia Jarosława Kaczyńskiego usiłuje zdewaluować. Zdaniem Adama Hofmana porozumienie zdezaktualizowało się już godzinę po podpisaniu. Zdaniem Hofmana na dokument ten będzie mógł powoływać się Janukowycz, który władzę utracił i któremu tego rodzaju kompromis gwarantował utrzymanie władzy do wcześniejszych wyborów na Ukrainie. Dlatego rzecznik PiS-u twierdzi, że porozumienie wynegocjowane przez ministrów spraw zagranicznych Polski, Niemiec i Francji może okazać się niekorzystne dla procesu demokratyzacji Ukrainy.
Jednak niektórzy publicyści sympatyzujący z PiS-em posuwają się jeszcze dalej. Są bowiem i tacy, którzy wprost nazywają Radosława Sikorskiego „ministrem prorosyjskim” i otwarcie krytykują fakt zawarcia kompromisu z Janukowyczem. Najwyraźniej ani przedstawiciele PiS-u, ani publicyści wspierający to ugrupowanie nie rozumieją, że kiedy panuje klimat rewolucyjny to polityczne rozwiązania (w tym kompromisy polityczne) zapobiegają rozlewowi krwi. I właśnie o to chodziło trzem ministrom spraw zagranicznych, którzy za główny cel postawili sobie powstrzymanie eskalacji przemocy na Ukrainie. A na pytanie w czyim imieniu Radosław Sikorski kierował swe słowa do protestujących odpowiedź brzmi: do protestujących na Majdanie kierował te słowa w imieniu zdrowego rozsądku. Albowiem porozumienie, o którego akceptację tak twardo zabiegał na Majdanie polski minister spraw zagranicznych, powstrzymało krwawe scenariusze na Ukrainie, które (w przypadku braku tego kompromisu) stałyby się najpewniej faktem. Polityczny pakt pomiędzy Janukowyczem i opozycją, o który zabiegali ministrowie wspomnianych państw, powstrzymało (już byłego) prezydenta Ukrainy od stosowania przemocy wobec swoich przeciwników z Majdanu.
Czy Jarosław Kaczyński tego nie rozumie? Czy nie rozumie tego jego obóz polityczny? Czy nie rozumieją tego publicyści sympatyzujący z Kaczyńskim i jego partią?
Obawiam sie, że odpowiedź na te pytanie może okazać się niezbyt przyjemna. Jarosław Kaczyński, jego obóz polityczny i wspierający ich publicyści z pewnością doskonale rozumieją, iż działania Radosława Sikorskiego podczas kryzysu na Ukrainie przybliżyły (a być może doprowadziły) do powstrzymania dalszego rozlewu krwi w tym kraju. Jednak przyznanie racji ministrowi należącemu do rządu Donalda Tuska, tak bardzo znienawidzonego przez obóz polityczny Czwartej RP (czy choćby uznanie jego zasług) jest dla nich po prostu nieopłacalne. Albowiem pojawiła się nowa, być może jedyna i niepowtarzalna przed eurowyborami szansa, na stworzenie nowej religii.
Religia smoleńska traci na znaczeniu i popularności, znajduje się w coraz większym odwrocie. Z kolei Jarosław Kaczyński nie posiada ani konkretnej koncepcji politycznej, ani wyborczego programu, który pociągnąłby za nim tłumy. Jego nowy program, który przedstawił 15 lutego bieżącego roku to tak naprawdę stary i dobrze znany populistyczny program PiS-u. Jedyna nowość tego programu polega na tym, że w jego nowym wydaniu nie poświęca się zbyt wiele miejsca religii smoleńskiej. Rozmowa o nowym-starym programie PiS-u została przysłonięta tragicznymi wydarzeniami na Ukrainie. Zaś Jarosław Kaczyński całkowicie skompromitował się, uciekając przed debatą face to face z Donaldem Tuskiem. PiS co prawda przystąpił do ogólnopolskiego przymierza politycznego na rzecz wsparcia pogrążającej się wówczas w kryzysie i spływającej krwią Ukrainy, jednak po prostu nie mógł postąpić inaczej. Wszak wszystkie polskie partie polityczne, posiadające parlamentarną reprezentację, podjęły tego dnia współpracę. Nieprzystąpienie do ogólnopolskiego przymierza na rzecz Ukrainy byłoby długie lata wypominane zarówno Kaczyńskiemu, jak również jego obozowi politycznemu.
Jednak Jarosław Kaczyński zbyt długo nie wytrzymał w tym przymierzu, przy pierwszej lepszej okazji (czyli z powodu słów wypowiedzianych przez Ministra Sikorskiego na Majdanie) rozpoczął kolejną awanturę polityczną. Przedstawiciele PiS-u niemal natychmiast zaczęli krytykować polityczne porozumienie osiągnięte na Ukrainie, a niektórzy publicyści w tym samym czasie wręcz pisali o „prorosyjskim Sikorskim”.
Czy na naszych oczach powstaje nowa religia? Wszak już religia smoleńska oficjalnie głosiła współodpowiedzialność ministra Radosława Sikorskiego za zamach w Smoleńsku. Być może nowa religia zostanie zbudowana na postaci Radosława Sikorskiego (czy raczej na przedstawianym przez obóz polityczny Czwartej RP micie urzędującego ministra spraw zagranicznych), który stanie się głównym filarem nowej religii PiS-sowskiej. Oto prorosyjski Sikorski (wraz z Niemcami) wynegocjował niekorzystne dla Ukrainy porozumienie z Janukowyczem, a później - za pomocą gróźb - zmusił Majdan do jego przyjęcia, w wyniku czego Janukowycz uniknął odpowiedzialności za swoje czyny. Chodziło przecież o to, aby dać Janukowyczowi czas na ratowanie tego, co jeszcze mógł uratować, no i – nade wszystko - na ewakuację. Za to wszystko odpowiada Sikorski, oczywiście również Niemcy, a także lewacki prezydent Francji, który przecież zawsze sprzyjał Rosji, bo to komunista, a kto wie, może to rosyjski agent czy wręcz człowiek Putina, tak jak Sikorski?
Czy właśnie tak będzie wyglądał przekaz nowej religii stworzonej przez PiS na potrzebę kampanii wyborczej do europarlamentu? Czy obóz polityczny Czwartej RP tworzy nową religię? Czy nowa religia zastąpi religię smoleńską? A być może obie religie będą równolegle funkcjonować w PiS-owskiej przestrzeni politycznej. A polityczny kontekst i polityczne zapotrzebowanie będą z kolei decydować, która z tych religii będzie walczyła na pierwszej linii frontu o „lepszą Polskę” pod panowaniem Czwartej RP?
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)