zbigniewstefanik zbigniewstefanik
1233
BLOG

Ukraiński kryzys. Czy obóz polityczny IV RP tworzy nową religię?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 11

19 lutego bieżącego roku nastąpiło w Polsce polityczne zawieszenie broni. W związku z tragicznymi wydarzeniami na Ukrainie prezes Jarosław Kaczyński zgodził się wspierać rząd Donalda Tuska w jego staraniach powstrzymania rozlewu krwi na Majdanie. Partia Prawo i Sprawiedliwość wspierała również inicjatywę trzech ministrów spraw zagranicznych (z Polski, Niemiec i Francji), którzy podjęli się mediacji pomiędzy Wiktorem Janukowyczem i szeroko rozumianą opozycją ukraińską. Kiedy porozumienie zostało osiągnięte, przedstawiciele PiS-u wyrażali swoje zadowolenie i przyznawali, że minister Radosław Sikorski - mówiąc kolokwialnie - wykonał kawał dobrej roboty.

Jednak PiS zmienił swoje podejście do osiągniętego na Ukrainie kompromisu. Co ciekawe, zmiana ta nastąpiła niedługo po tym, jak Prawo i Sprawiedliwość wyrażało zadowolenie i ulgę, iż na Ukrainie udało się osiągnąć pewien rodzaj zawieszenia broni. Zmiana frontu nastąpiła za sprawą nagrania udostępnionego przez massmedia, w którym można usłyszeć fragment rozmowy ministra Sikorskiego z przedstawicielami Majdanu. W owym  fragmencie jest mowa o możliwości wprowadzenia stanu wojennego na Ukrainie, jak również - skierowane do opozycji - twarde stwierdzenie Sikorskiego: „wszyscy będziecie martwi” (w domyśle – jeśli nie podpiszecie porozumienia). Jarosław Kaczyński nie krył oburzenia i wprost zapytał w czyim imieniu Radosław Sikorski kierował te słowa do protestujących.

Od tego momentu przedstawiciele PiS-u nie szczędzą słów krytyki pod adresem polskiego ministra spraw zagranicznych, a podpisany przez niego kompromis partia Jarosława Kaczyńskiego usiłuje zdewaluować. Zdaniem Adama Hofmana porozumienie zdezaktualizowało się już godzinę po podpisaniu. Zdaniem Hofmana na dokument ten będzie mógł powoływać się Janukowycz, który władzę utracił i któremu tego rodzaju kompromis gwarantował utrzymanie władzy do wcześniejszych wyborów na Ukrainie. Dlatego rzecznik PiS-u twierdzi, że porozumienie wynegocjowane przez ministrów spraw zagranicznych Polski, Niemiec i Francji może okazać się niekorzystne dla procesu demokratyzacji Ukrainy.

Jednak niektórzy publicyści sympatyzujący z PiS-em posuwają się jeszcze dalej. Są bowiem i tacy, którzy wprost nazywają Radosława Sikorskiego „ministrem prorosyjskim” i otwarcie krytykują fakt zawarcia kompromisu z Janukowyczem. Najwyraźniej ani przedstawiciele PiS-u, ani publicyści wspierający to ugrupowanie nie rozumieją, że kiedy panuje klimat rewolucyjny to polityczne rozwiązania (w tym kompromisy polityczne) zapobiegają rozlewowi krwi. I właśnie o to chodziło trzem ministrom spraw zagranicznych, którzy za główny cel postawili sobie powstrzymanie eskalacji przemocy na Ukrainie. A na pytanie w czyim imieniu Radosław Sikorski kierował swe słowa do protestujących odpowiedź brzmi: do protestujących na Majdanie kierował te słowa w imieniu zdrowego rozsądku. Albowiem porozumienie, o którego akceptację tak twardo zabiegał na Majdanie polski minister spraw zagranicznych, powstrzymało krwawe scenariusze na Ukrainie, które (w przypadku braku tego kompromisu) stałyby się najpewniej faktem. Polityczny pakt pomiędzy Janukowyczem i opozycją, o który zabiegali ministrowie wspomnianych państw, powstrzymało (już byłego) prezydenta Ukrainy od stosowania przemocy wobec swoich przeciwników z Majdanu.

Czy Jarosław Kaczyński tego nie rozumie? Czy nie rozumie tego jego obóz polityczny? Czy nie rozumieją tego publicyści sympatyzujący z Kaczyńskim i jego partią?

Obawiam sie, że odpowiedź na te pytanie może okazać się niezbyt przyjemna. Jarosław Kaczyński, jego obóz polityczny i wspierający ich publicyści z pewnością doskonale rozumieją, iż działania Radosława Sikorskiego podczas kryzysu na Ukrainie przybliżyły (a być może doprowadziły) do powstrzymania dalszego rozlewu krwi w tym kraju. Jednak przyznanie racji ministrowi należącemu do rządu Donalda Tuska, tak bardzo znienawidzonego przez obóz polityczny Czwartej RP (czy choćby uznanie jego zasług) jest dla nich po prostu nieopłacalne. Albowiem pojawiła się nowa, być może jedyna i niepowtarzalna przed eurowyborami szansa, na stworzenie nowej religii.

Religia smoleńska traci na znaczeniu i popularności, znajduje się w coraz większym odwrocie. Z kolei Jarosław Kaczyński nie posiada ani konkretnej koncepcji politycznej, ani wyborczego programu, który pociągnąłby za nim tłumy. Jego nowy program, który przedstawił 15 lutego bieżącego roku to tak naprawdę stary i dobrze znany populistyczny program PiS-u. Jedyna nowość tego programu polega na tym, że w jego nowym wydaniu nie poświęca się zbyt wiele miejsca religii smoleńskiej. Rozmowa o nowym-starym programie PiS-u została przysłonięta tragicznymi wydarzeniami na Ukrainie. Zaś Jarosław Kaczyński całkowicie skompromitował się, uciekając przed debatą face to face z Donaldem Tuskiem. PiS co prawda przystąpił do ogólnopolskiego przymierza politycznego na rzecz wsparcia pogrążającej się wówczas w kryzysie i spływającej krwią Ukrainy, jednak po prostu nie mógł postąpić inaczej. Wszak wszystkie polskie partie polityczne, posiadające parlamentarną reprezentację, podjęły tego dnia współpracę. Nieprzystąpienie do ogólnopolskiego przymierza na rzecz Ukrainy byłoby długie lata wypominane zarówno Kaczyńskiemu, jak również jego obozowi politycznemu.

Jednak Jarosław Kaczyński zbyt długo nie wytrzymał w tym przymierzu, przy pierwszej lepszej okazji (czyli z powodu słów wypowiedzianych przez Ministra Sikorskiego na Majdanie) rozpoczął kolejną awanturę polityczną. Przedstawiciele PiS-u niemal natychmiast zaczęli krytykować polityczne porozumienie osiągnięte na Ukrainie, a niektórzy publicyści w tym samym czasie wręcz pisali o „prorosyjskim Sikorskim”.

Czy na naszych oczach powstaje nowa religia? Wszak już religia smoleńska oficjalnie głosiła współodpowiedzialność ministra Radosława Sikorskiego za zamach w Smoleńsku. Być może  nowa religia zostanie zbudowana na postaci Radosława Sikorskiego (czy raczej na przedstawianym przez obóz polityczny Czwartej RP micie urzędującego ministra spraw zagranicznych), który stanie się głównym filarem nowej religii PiS-sowskiej. Oto prorosyjski Sikorski (wraz z Niemcami) wynegocjował niekorzystne dla Ukrainy porozumienie z Janukowyczem, a później - za pomocą gróźb - zmusił Majdan do jego przyjęcia, w wyniku czego Janukowycz uniknął odpowiedzialności za swoje czyny. Chodziło przecież o to, aby dać Janukowyczowi czas na ratowanie tego, co jeszcze mógł uratować, no i – nade wszystko - na ewakuację. Za to wszystko odpowiada Sikorski, oczywiście również Niemcy, a także lewacki prezydent Francji, który przecież zawsze sprzyjał Rosji, bo to komunista, a kto wie, może to rosyjski agent czy wręcz człowiek Putina, tak jak Sikorski?  

Czy właśnie tak będzie wyglądał przekaz nowej religii stworzonej przez PiS na potrzebę kampanii wyborczej do europarlamentu? Czy obóz polityczny Czwartej RP tworzy nową religię? Czy nowa religia zastąpi religię smoleńską? A być może  obie religie będą równolegle funkcjonować w PiS-owskiej przestrzeni politycznej. A polityczny kontekst i polityczne zapotrzebowanie będą z kolei decydować, która z tych religii będzie walczyła na pierwszej linii frontu o „lepszą Polskę” pod panowaniem Czwartej RP?

                                                                                             

* * *

                                                                                                                                                      

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

                                                                                                                                                      

 http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

                                                                                                                                                         

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

                                                                                                                                                              

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

                                                                                                                                                               

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka