zbigniewstefanik zbigniewstefanik
578
BLOG

Jacek Kurski? Nie! To polska polityka przekroczyła granice!

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 2

W ostatnich dniach w massmediach szeroko dyskutowano o europośle Jacku Kurskim. A wszystko za sprawa zdjęć, które europoseł opublikował w cyberprzestrzeni. Fotografie, o których mowa, Jacek Kurski zrobił sobie sam na kijowskim Majdanie. Zdaniem wielu komentatorów zarówno zrobienie sobie tego rodzaju zdjęć, jak i sam fakt ich publikacji było zachowaniem  w złym guście. Albowiem – wedle większości internautów i uczestników polskiej debaty publicznej - za pomocą tych fotografii Jacek Kurski chciał zrobić z siebie bohatera ukraińskiej rewolucji.

Z pewnością zdjęcia Kurskiego z kijowskiego Majdanu nie były najszczęśliwszym pomysłem i można zgodzić się, że europosłowi zabrakło taktu i - być może - dobrego smaku. Jednak warto zastanowić się czy opublikowanie przez Kurskiego kontrowersyjnych zdjęć można uznać za coś nadzwyczajnego w polskiej przestrzeni publicznej? Czy Jacek Kurski przekroczył jakąś granicę? A może Jacek Kurski przekroczył wszelkie granice?

W mojej opinii nie. Po prostu, ten zdolny i kompetentny specjalista od marketingu politycznego postąpił zgodnie z główną zasadą panującą w rodzimej polityce. A zasada ta brzmi: w polskiej przestrzeni politycznej wygrywa ten, kto szokuje najbardziej, komu uda się zwrócić na siebie uwagę szczególną formą przekazu. I to właśnie zrobił Jacek Kurski. Publikując te zdjęcia, europoseł zaszokował formą swojego przekazu i wywołał wiele kontrowersji oraz gromkie komentarze. Wszyscy dyskutują o tym czy politykowi przystoi takie zachowanie. Jednak nie dyskutuje się nad tym, że w przekazie Kurskiego nie ma żadnej treści. Mamy do czynienia wyłącznie ze zdjęciami, które europoseł sam sobie zrobił i sam je opublikował. Żaden merytoryczny przekaz nie płynie ani z tych zdjęć, ani z ich publikacji, ale wszyscy mówią o Jacku Kurskim i jego zdjęciach. Również massmedia poświęciły wiele czasu temu zdarzeniu; incydentowi, który przecież sam w sobie jest niezwykle banalny. Jednak zastanówcie się, szanowni Czytelnicy czy jakiś merytoryczny tekst opublikowany przez Kurskiego o sytuacji na Ukrainie spotkałby się z takim zainteresowaniem internautów i massmediów? Czy zorganizowanie przez tego polityka jakiejkolwiek konferencji o Ukrainie spotkałoby się z takim odzewem?

Jacek Kurski zaszokował polską opinię publiczną swoimi zdjęciami i ich publikacją w cyberprzestrzeni. Jednak z pewnością jest to dla niego opłacalne. Albowiem od momentu upowszechnienia tych zdjęć Jacek Kurski „jest na fali”, a jego fotografie z Majdanu wciąż są komentowane. Być może nadal będą komentowane za kilka tygodni, miesięcy, a być może nawet lat. Albowiem Jacek Kurski zrobił coś kontrowersyjnego. Ale czy mógłby liczyć na długoterminową debatę o sobie, jeśli opublikowałby przekaz merytoryczny, w którym treść dominowałaby nad formą?

To nie Jacek Kurski, ale polska polityka przekroczyła już wszelkie granice, albowiem na rodzimej scenie politycznej nastąpiła całkowita dominacja formy nad treścią. Warto również zastanowić się czy w polskiej polityce jest jeszcze w ogóle miejsce na treść?

Ulotki, plakaty, bilbordy, spoty telewizyjne (wszystko to okraszone jakimś populistycznym hasłem), no i kasa: dużo, dużo, dużo kasy! Oto przepis na polityczny sukces w wyborach. Oczywiście, nie zaszkodzi jeszcze jakaś kontrowersyjna wypowiedź czy jakiś kontrowersyjny czyn.

Pozwólcie, szanowni Czytelnicy, że podzielę się z Wami osobistym doświadczeniem z mojej kampanii wyborczej do Sejmu RP z przełomu września i października 2011 roku. Byłem wówczas kandydatem na posła z listy Polska Jest Najważniejsza w okręgu wrocławskim i okolicach. Podczas kampanii wyborczej zorganizowałem we Wrocławiu konferencję prasową, która dotyczyła mapy drogowej mojego autorstwa, poświęconej propozycjom przedsięwzięć na rzecz zwiększenia poziomu integracji osób niepełnosprawnych w Polsce. Podczas tej konferencji zaproponowałem szereg konkretnych rozwiązań, które zawarłem właśnie w mapie drogowej. Możecie się z nią Państwo zapoznać, korzystając z poniższego linku:

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/tezy_programowe_dla_niepelnosprawnych_w_polsce_192827.html  

Jednak ani ta konferencja prasowa, ani zaproponowane przeze mnie rozwiązania nie spotkały się z większym zainteresowaniem. Ze smutkiem stwierdzam, że mapa drogowa mojego autorstwa nie spotkała się z żadnym zainteresowaniem. Tak naprawdę nikt nie był zainteresowany dyskusją o moich propozycjach. W ramach zdawania relacji z kampanii wyborczej w mediach pojawiła się tylko jednozdaniowa informacja, że kandydat do Sejmu RP Zbigniew Stefanik chce upomnieć się o osoby niepełnosprawne. Tylko tyle. Z pewnością moja mapa drogowa spotkałaby się z większym odzewem, jeśli zaprezentowałbym ją przy akompaniamencie jakiegoś szokującego zachowania czy jakiejś kontrowersyjnej wypowiedzi.

W Polsce wyborcy zostali sprowadzeni do rangi konsumentów. Wszystkie partie polityczne szukają swojego targetu; kiedy już go znajdą to usiłują sprzedać konsumentowi swoją ofertę na takiej samej zasadzie, na jakiej producent sprzedaje nowy model  smartphona. Albowiem w Polsce polityczne oferty sprawiają wrażenie, jakby ich autorzy (czyli partie) po prostu chciały sprzedać konsumentom jakiś produkt czy też szereg produktów. Tymi produktami są ich kandydaci: do Sejmu, do Senatu, do sejmików wojewódzkich, do rad miasta i do wszystkich publicznych instytucji, których członkowie piastują swoje stanowisko z woli wyborców, czyli - konsumentów. Najlepszym tego przykładem jest ugrupowanie polityczne Janusza Palikota, partia, która tak naprawdę nie mieści się w żadnej rodzinie politycznej ani nie posiada jakiegoś wiarygodnego programu.

Doświadczony biznesman Janusz Palikot zrobił badania rynku politycznego i najprawdopodobniej okazało się, że w polskiej przestrzeni politycznej i publicznej jest miejsce oraz zapotrzebowanie na partię antyklerykalną i skrajnie liberalną obyczajowo. Wszak w Sejmie RP takiego ugrupowania politycznego nie było. Tak więc Palikot przygotował ofertę idącą w takim kierunku. Swoją propozycję potrafił dobrze rozreklamować i sprzedać wyborcom. Ugrupowanie Janusza Palikota, stosując wyłącznie strategię marketingową, odniosło wielki sukces. Przecież w wyniku ostatnich wyborów parlamentarnych Ruch Palikota (dzisiaj Twój Ruch) stał się - pod względem posiadanej przez to ugrupowanie reprezentacji sejmowej - trzecią partią w Polsce. A przypomnę, że partia Palikota startowała od zera. Swój sukces biznesmen z Biłgoraja, jak również jego ugrupowanie, zawdzięczają jedynie dobrej reklamie, czyli dobrej formie, ponieważ podczas kampanii wyborczej tego ugrupowania trudno było doszukać się treści w przekazie. A w dwa lata po wyborach o ową treść jeszcze trudniej!

Sojusz Lewicy Demokratycznej również postanowił podążać tą drogą. Stosunkowo niedawno partia Leszka Millera zaprezentowała swoje listy kandydatów do europarlamentu. Na listach tych można zauważyć wielu celebrytów.  Można mieć poważne wątpliwości, co do kompetencji owych osób w sprawach europejskich i co do ich doświadczenia w funkcjonowaniu zarówno Unii Europejskiej, jak również samego europarlamentu. Kolejna partia traktuje wyborców jak konsumentów i prezentuje - z punktu widzenia formy - atrakcyjną ofertę. Jednak trudno doszukać się jakiejś treści w przekazie kandydatów proponowanych przez SLD. Oferta wyborcza SLD do europarlamentu to przekaz zbudowany wyłącznie na formie, bez żadnego merytorycznego aspektu.

Partie polityczne w Polsce postawiły na polityczny marketing i traktują wyborców jak konsumentów. Tymczasem przez cały czas obniża się poziom rodzimej polityki. Albowiem coraz mniej rozmawia się w Rzeczpospolitej o konkretnych rozwiązaniach programowych poszczególnych partii politycznych, a coraz więcej o kontrowersyjnych wypowiedziach, czynach czy zdjęciach polityków, którzy formą epatują coraz częściej, a treścią - coraz mniej. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ to się po prostu politykom opłaca. Skoro poparcie zyskują (i wygrywają wybory) partie polityczne, u których występuje absolutny przerost formy nad treścią to trudno zaprzeczyć, że tego rodzaju kampania daje profity. Skoro popularni są politycy, których przekaz jest pozbawiony aspektów merytorycznych i nie posiada konkretnej treści, a jego jedynym atutem jest forma tego przekazu, to najwidoczniej taki sposób pozyskiwania wyborców im się opłaca. Tak postępuje Janusz Palikot i właśnie w ten sposób stał się on jednym z liderów polskiej sceny politycznej. Tak postępuje Jarosław Kaczyński i od wielu lat jest jednym z najsilniejszych liderów polskiej sceny politycznej. Dlaczego więc w ten sam sposób nie miałby postępować Jacek Kurski, który również walczy o swoje miejsce na rodzimej scenie politycznej?

Polska polityka przekroczyła wszelkie granice, a jej aktorzy coraz częściej traktują wyborców jak konsumentów. Jednak warto zastanowić się dlaczego tak się dzieje. Czy my, wyborcy, czy my - obywatele RP - nie jesteśmy odpowiedzialni za ten stan rzeczy? Proszę Was, szanowni Czytelnicy, o refleksję nad tą sprawą.

* * *

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka