zbigniewstefanik zbigniewstefanik
918
BLOG

Na Zachodzie bez zmian? O agresji Rosji i konflikcie na Krymie

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 2

           4 marca bieżącego roku prezydent Rosji Władimir Putin przemówił. Po raz pierwszy od rozpoczęcia konfliktu na Krymie Putin publicznie zabrał głos w tej sprawie i „łaskawie” odpowiedział na kilka pytań dziennikarzy. Oczywiście tych dziennikarzy, którzy zostali na tę konferencję prasową wpuszczeni...

           Tego dnia Putin dał bardzo wyraźny pokaz siły i arogancji, zaś jego wypowiedzi zdają się być jasnym komunikatem, który brzmi: „ja rozdaję karty, ja tu rządzę, ja kontroluję sytuację i ja mogę wszystko!”.

           Tego dnia Putin w żywe oczy i z uśmiechem na twarzy kłamał światowej opinii publicznej. Stwierdził, że na Krymie to nie wojska rosyjskie, ale „samoobrona” przejęła obiekty cywilne i wojskowe. Dodał, że nie ma zamiaru ani okupować Krymu, ani przyłączać go do Rosji.

           Tego dnia Putin nie tylko kłamał, ale również otwarcie zapowiedział jak zamierza się ustosunkować do nowej politycznej sytuacji w Kijowie. Władimir Władimirowicz poinformował, że nie uzna wyborów prezydenckich na Ukrainie, jeśli owe wybory odbędą się w atmosferze terroru (czytaj: „wyborów tych nie uznam”). Poinformował również, że Ukraina może spodziewać się podwyżki ceny gazu. W kontekście politycznych zmian w Kijowie prezydent Rosji bezczelnie oskarżył Polskę i Litwę o rzekome szkolenie bojówkarzy, którzy mieli doprowadzić siłą do upadku prezydenta Wiktora Janukowycza. Putin twierdził, że to bojówkarze przeszkoleni w Polsce i na Litwie parli do konfrontacji i atakowali siły porządkowe (czytaj: „to Majdan, a nie Janukowycz odpowiada za rozlew krwi na Ukrainie”).

           Z kolei do zapowiadanych przez Stany Zjednoczone i Unię Europejska sankcji wobec Rosji Putina, Władimir Władimirowicz odniósł się jednoznacznie: jeśli Zachód wprowadzi wobec Rosji jakieś sankcje, to sam poniesie ich konsekwencje.

           Władimir Putin nie wycofuje się z inwazji na Krym. Politycznych zmian na Ukrainie do wiadomości nie przyjmuje i jeszcze – bezczelnie! - oskarża Polskę i Litwę o wzięcie udziału - jak można wywnioskować z jego słów - w zorganizowanym przewrocie na Ukrainie.

           Putin nadal zamierza wpływać na sytuację polityczną na Ukrainie za pomocą energetycznego szantażu. A zbliżenia Ukrainy z Zachodem ani nie przyjmuje do wiadomości, ani nawet takiej opcji nie rozważa. „Ukraina jest i pozostanie rosyjska” - tak można było zrozumieć przesłanie Putina, płynące z wyżej wymienionej konferencji prasowej. Putin nie boi się Zachodu, a wręcz daje do zrozumienia, że go lekceważy. Można bowiem odnieść wrażenie, iż Putin daje jasno do zrozumienia, że Zachód tak naprawdę niczego nie jest w stanie mu zrobić, ponieważ nie ma ku temu żadnych instrumentów. Dzień później wojska rosyjskie (czy raczej żołnierze rosyjscy przebrani za nie wiadomo kogo) kontynuują inwazję na Krym i przejmują kolejne obiekty. Moskwa zaś twierdzi, że nic o tym nie wie, bo przecież nie są to wojska rosyjskie, ale - jak twierdzi Putin – „samoobrona”, która kupiła sobie mundury i sprzęt w pierwszym lepszym sklepie.

           W tym samym czasie zachodnie massmedia (ale również polskie), mówią o sukcesie Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej w powstrzymaniu konfliktu na Krymie. Polskie massmedia wyrażają zadowolenie, iż nie dochodzi na Krymie do większej eskalacji konfliktu, a zdaniem części dziennikarzy Putin zrobił nawet krok w tył. Z takimi samymi opiniami można spotkać się w całej Unii Europejskiej.

           Tak więc mamy dwa przekazy: pierwszy to przekaz Putina, który w bardzo beztroskim, wręcz wyluzowanym stylu daje pokaz arogancji i siły. A drugi to przekaz Zachodu, który sam sobie gratuluje, iż zmusił Putina do zrobienia kroku w tył. Kto mija się z prawdą? Zachód! I trudno się oprzeć wrażeniu, iż Zachód próbuje wycofać się ze wsparcia dla Ukrainy i szuka sposobu, jak to zrobić, zachowując jednocześnie twarz. Dlaczego? Bo to Władimir Putin ma rację, dając publicznie do zrozumienia, że tak naprawdę w tym momencie Zachód nie jest w stanie w jakikolwiek sposób zaszkodzić jemu czy samej Rosji.   

           Według nieoficjalnych i anonimowych źródeł niemiecka kanclerz Angela Merkel miała stwierdzić po rozmowie z Władimirem Putinem, że traci on kontakt z rzeczywistością. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że jeśli ktoś traci kontakt z rzeczywistością to z pewnością nie jest to Putin, albowiem na chwilę obecną Rosja niezmiennie dokonuje inwazji na Krym, pogwałcając w ten sposób suwerenność Ukrainy i nienaruszalność jej granic. W tym samym czasie Zachód nie robi niczego konkretnego, aby temu zapobiec. Dlaczego tak się dzieje? Najpewniej dlatego, iż – patrząc obiektywnie - w obecnej sytuacji Zachód niczego konkretnego zrobić nie może.

           Wprowadzenie przez Unię Europejską sankcji wobec Rosji jest teoretycznie możliwe, jednak w praktyce - wykluczone. Unia Europejska i zdecydowana część jej państw członkowskich jest uzależniona od surowców energetycznych z Rosji. Co prawda państwa UE mogłyby energetycznie uniezależnić się od Rosji, ale zajęłoby to im co najmniej dziesięć lat. Na chwilę obecną Unia Europejska potrzebuje rosyjskiego gazu i nie może sobie ot tak pozwolić na przerwanie importu rosyjskich surowców. Unia Europejska w teorii mogłaby zamrozić konta rosyjskich oligarchów znajdujących się w zachodnioeuropejskich bankach. Jednak to również jest mało prawdopodobne. Unia Europejska potrzebuje rosyjskiego kapitału, a ów kapitał ma w Europie Zachodniej całkiem pokaźne rozmiary. Wojna gospodarcza z Rosją mogłaby pogrążyć Unię Europejską w kolejnym kryzysie finansowym. Przecież w erze globalizacji wszystkie systemy bankowe i finansowe są ze sobą powiązane. Nałożenie sankcji gospodarczych na Rosję czy na rosyjskich oligarchów mogłoby mieć dla Unii Europejskiej bardzo negatywne w skutkach konsekwencje gospodarcze. Do takiej sytuacji Unia Europejska, z trudem wychodząca z kryzysu gospodarczego, na pewno nie dopuści.

           Sankcje wobec Rosji mogłyby nałożyć - również teoretycznie - Stany Zjednoczone. Jednak ten wariant jest także mało prawdopodobny. Wszak jeden z doradców Putina zapowiedział przecież, że w przypadku amerykańskich sankcji Rosja mogłaby wycofać się z posiadania rezerw walutowych w dolarach. A dodatkowo Rosja mogłaby przestać spłacać pożyczki zaciągnięte w amerykańskich bankach. Co to oznacza? W przypadku realizacji tych gróźb oznaczałoby to kolejny kryzys finansowy w Stanach Zjednoczonych. Tego Amerykanie na pewno sobie nie życzą i z pewnością nie zaryzykują kryzysu finansowego w swoim kraju po to, by bronić Ukrainy i stać na straży jej suwerenności i niepodległości.

           A więc to nie Władimir Putin traci kontakt z rzeczywistością. Można powiedzieć, że tak naprawdę to Władimir Władimirowicz jest najbardziej świadomy panującej na świecie rzeczywistości gospodarczej, która przecież gwarantuje Rosji bezkarność niemal całkowitą. Albowiem w sytuacji nałożenia na Rosję sankcji gospodarczych, państwa Unii Europejskiej i Stany Zjednoczone Ameryki mogłyby odczuć ich skutki w takim samym stopniu (a być może nawet w jeszcze większym), co Rosja - jej gospodarka, jej oligarchowie i jej polityczni decydenci. Putin ma tego świadomość i dlatego afiszuje się z tryumfującą postawą, ponieważ ma poczucie tego, iż na Ukrainie może robić sobie co chce. Protesty, apele, prośby, groźby - to byłoby mniej więcej tyle, co może grozić Putinowi ze strony Zachodu. Ukraina może zaś jedynie liczyć na to, że ze strony Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych ma wsparcie moralne i dobre słowo. Bo przecież to nic nie kosztuje...

           Upadek Związku Sowieckiego został zinterpretowany przez świat zachodni jako koniec zimnej wojny i jako definitywne zamknięcie tego etapu, który - w ówczesnej opinii Zachodu - bezpowrotnie przechodził do historii. Rosja stała się wówczas, zarówno dla Unii Europejskiej, jak również dla USA, partnerem gospodarczym i politycznym. Nastąpiło nawet zbliżenie militarne pomiędzy Zachodem a Rosją, które zaowocowało amerykańsko-rosyjską współpracą militarną. Podczas swojej pierwszej kadencji prezydent USA Barack Obama mówił o resecie w stosunkach amerykańsko-rosyjskich. Rosja stała się częścią światowego systemu gospodarczego, zaś rosyjskie podmioty gospodarcze (takie jak Gazprom) i rosyjscy oligarchowie stały się nieodłącznym elementem zglobalizowanej, szeroko rozumianej gospodarki światowej.

           Świat zachodni wykazał się - i to od początku ery Władimira Putina - całkowitym brakiem wyobraźni i zrozumienia w kwestii stosunków z Rosją. Zachodni decydenci nie zauważali albo nie chcieli zauważyć, że Władimir Putin konsekwentnie dąży do odbudowania rosyjskiego imperium, a nowa zimna wojna z Zachodem jest nieodłącznym elementem tego projektu. Albowiem taka taktyka stosowana w kontaktach z Zachodem umożliwia Putinowi dokonanie konsolidacji Rosjan, poprzez jasną identyfikację i pokazanie swoim obywatelom namacalnego wroga.

           Wraz z upadkiem „żelaznej kurtyny” i rozwiązaniem Związku Sowieckiego, Rosja dla Zachodu przestala być wrogiem, przeciwnikiem czy nawet zagrożeniem. Jednak zarówno wedle doktryny politycznej, jak również według doktryny wojskowej Władimira Putina, Zachód nadal jest dla Rosji głównym zagrożeniem. Zachód tego nie zauważył, nie chciał zauważyć, albo – po prostu - nie traktował tego poważnie. Wielki błąd, który powoduje, iż świat zachodni nie jest w stanie dzisiaj skutecznie odpowiedzieć na agresywne kroki Putina wobec Ukrainy, tym samym czyni bezkarnymi rosyjskiego prezydenta i jego wojska.

           Zachód nie zrozumiał (albo nie chciał zrozumieć) zamiarów Putina. Teraz płaci za to wysoką cenę. Jednak o wiele wyższą cenę za wieloletnią zachodnią naiwność i bezmyślność wobec Putina zapłaci Ukraina (której Rosja narusza suwerenność) i sami Ukraińcy (którym Władimir Putin konsekwentnie odbiera wolność i demokrację wywalczoną na kijowskim Majdanie).

           Wobec Putina i jego polityki Zachód wykazał się ignorancją i naiwnością, podobnie jak w latach trzydziestych ubiegłego wieku demokratyczna Europa Zachodnia wykazała się ignorancją i bezsilnością wobec polityki Hitlera. Czy w obecnej sytuacji uzasadnione byłoby stwierdzenie: na Zachodzie bez zmian?

                                                                                             

* * *

                                                                                                                                                      

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

                                                                                                                                                      

 http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/  

                                                                                                                                                         

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

                                                                                                                                                              

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

                                                                                                                                                               

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

                                                                                                                                                               

 

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka