zbigniewstefanik zbigniewstefanik
3497
BLOG

Jak łatwo ukrzyżować człowieka. O sprawie Jacka Protasiewicza

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 38

Jacek Protasiewicz zrezygnował ze wszystkiego! Zrezygnował z niemal wszystkich piastowanych dotychczas funkcji politycznych. 28 lutego bieżącego roku europoseł zrezygnował z pełnienia funkcji przewodniczącego delegacji europosłów Platformy Obywatelskiej wchodzącej w skład Europejskiej Partii Ludowej (EPP). Tego samego dnia zrezygnował również z szefowania kampanią wyborczą do europarlamentu, którą miał prowadzić dla Platformy. Z kolei 8 marca bieżącego roku Protasiewicz poinformował, że nie będzie także ubiegał się o mandat europosła w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Niemiecki tabloid „Bild” opisał incydent na lotnisku we Frankfurcie, którego vice-przewodniczący PE miał być głównym aktorem. Zdaniem tej -  delikatnie mówiąc - bulwarowej gazety Protasiewicz miał być pijany i awanturować się, wykrzykując między innymi « Heil Hitler ». Polskie massmedia niemal natychmiast podchwyciły ten temat i - podążając tropem niemieckiej bulwarówki - zaczęły głosić wszem i wobec o pijanym polskim europośle, który miał awanturować się na niemieckim lotnisku.

Polskie massmedia i większość środowisk opiniotwórczych z niesamowitą łatwością ukrzyżowały Jacka Protasiewicza, nie pozostawiając na europośle suchej nitki. Z kolei polska opinia publiczna ukamienowała Jacka Protasiewicza, szydząc zarówno z europosła, jak również z jego konferencji prasowej, podczas której (rzekomo) miał się skompromitować.

Tymczasem Jacek Protasiewicz milczy i od czasu rzeczonej konferencji nie zabiera głosu w tej sprawie. Można nawet odnieść wrażenie, że pomimo, iż europoseł poinformował, że będzie dążył do wyjaśnienia tej sprawy to jednak zrezygnował z publicznego odnoszenia się do tamtego incydentu. I - co za tym idzie - zrezygnował również z bronienia się przed atakami massmediów i opinii publicznej.

Powtórzę, wielu rodzimych dziennikarzy oraz znaczna część środowisk opiniotwórczych ukrzyżowała Protasiewicza. Z kolei opinia publiczna go ukamienowała. Ale czy ktokolwiek w Polsce zastanowił się - choćby przez chwilę - jakie są fakty?

W sprawie incydentu na lotnisku we Frankfurcie z udziałem Jacka Protasiewicza opinii publicznej nie zostały przedstawione żadne rozstrzygające dowody winy europosła. Strona niemiecka, która w tej sprawie pełni funkcję oskarżyciela, przedstawiła jedynie swoją subiektywną relację z tamtych wydarzeń. Jednak do tego momentu nadal nie zostały przedstawione zdjęcia z monitoringu zrobionego na lotnisku, które dokumentowałyby ten incydent. Dodam, że niemieccy funkcjonariusze twierdzą, iż nagranie z monitoringu jest dowodem w tej sprawie.

Skoro więc owe nagranie jest tak ważnym dowodem, to dlaczego jeszcze nie zostało ujawnione? Czy niemiecki wymiar sprawiedliwości nie zdaje sobie sprawy z tego, iż Jacek Protasiewicz tak naprawdę podlega trzem jurysdykcjom? Co oczywiste, podlega jurysdykcji wymiaru sprawiedliwości - jak każdy obywatel. Ale prócz tego podlega on jurysdykcji politycznej, zarówno swojej partii, jak i swych zwierzchników politycznych. Podlega on także - a może przede wszystkim - jurysdykcji wyborców, którzy wszak decydują o politycznym być albo nie być polityka. Jacek Protasiewicz ma prawo do tego, by opinia publiczna mogła zapoznać się ze wszystkimi aspektami dotyczącymi jego sprawy. Przecież od tego zależy jego polityczna przyszłość.

Jednak trudno nie odnieść wrażenia, iż to prawo jest mu odbierane, skoro niemiecki wymiar sprawiedliwości (czyli oskarżyciel w tej sprawie) nie przedstawił w tym momencie żadnego dowodu, mogącego świadczyć o winie Protasiewicza, czy mogącego potwierdzić wersję wydarzeń przedstawioną przez niemieckich funkcjonariuszy publicznych (czyli celników i policję). A warto również wspomnieć, iż zarówno celnicy na lotnisku we Frankfurcie nad Menem, jak również funkcjonariusze policji są w tej sprawie stroną. Albowiem na zorganizowanej przez siebie konferencji prasowej (tak bardzo w Polsce wykpionej i wyszydzonej) Jacek Protasiewicz wspominał o niestosownym zachowaniu niemieckich funkcjonariuszy. Przypominam, iż według relacji europosła niemiecki celnik obraził go. Następnie, pomimo iż wylegitymował się on paszportem dyplomatycznym to – tak twierdzi Protasiewicz - został skuty w kajdanki, a następnie przewieziony na komisariat, gdzie dokonano na nim rewizji. Protasiewicz wspomina również o stosowaniu wobec niego przemocy przez niemieckich funkcjonariuszy publicznych. To bardzo poważne oskarżenia, które europoseł wysuwa przeciw niemieckim funkcjonariuszom.

Resumując, czy niemiecki wymiar sprawiedliwości nie powinien być zainteresowany możliwością oczyszczenia swoich funkcjonariuszy z tak poważnych zarzutów? Czy niemiecki wymiar sprawiedliwości nie powinien być zainteresowany przedstawieniem dowodów świadczących o niewinności swoich funkcjonariuszy i – tym samym - uwiarygodnieniem ich relacji? Jednak w tej sprawie dowodów brak. Albowiem do tej pory oskarżyciel, czyli niemiecki wymiar sprawiedliwości ich po prostu nie przedstawił. 

To ciekawe, a zarazem bardzo intrygujące. Dlaczego niemiecki wymiar sprawiedliwości tak postępuje? Czy funkcjonariusze publiczni, którzy wystąpili w tym incydencie, mają sobie coś do zarzucenia? Czy niemiecka policja ma coś w tej sprawie do ukrycia?

Kolejny aspekt tego wydarzenia jest jeszcze bardziej zastanawiający. Podczas relacjonowania tego incydentu przedstawiciel niemieckiej policji stwierdził, iż Jacek Protasiewicz był pod wpływem alkoholu. Ten sam przedstawiciel niemieckiej policji w swojej wypowiedzi dawał do zrozumienia, że europoseł był wręcz całkowicie pijany. Ale nasuwa się pytanie (zakładając hipotetycznie, że rzeczywiście tak było): dlaczego Protasiewicz nie został zbadany alkomatem? Przypominam, iż policja ma obowiązek sporządzania notatki z każdej interwencji. Znając niemiecką dokładność i skrupulatność, czy nie byłoby wskazane zrobić Protasiewiczowi alkotestu, żeby wpisać w notatce ile miał alkoholu we krwi? Tak po prostu, żeby był porządek w papierach?

Mamy więc do czynienia z bardzo „oryginalną” interwencją policji. Funkcjonariusze publiczni skuwają w kajdanki - ich zdaniem - pijanego i awanturującego się człowieka. Następnie przewożą go na komisariat, gdzie dokonują na nim rewizji osobistej. I nie przychodzi im na myśl, aby sprawdzić poziom stanu upojenia alkoholowego osoby aresztowanej?  

W sprawie Jacka Protasiewicza wiemy tylko tyle, że nic nie wiemy. Albowiem strony tego incydentu nie przedstawiły żadnych rozstrzygających dowodów. Co prawda europoseł przedstawił film nagrany przez siebie telefonem komórkowym, jednak jakość tego nagrania pozostawia wiele do życzenia (co więcej, owe nagranie nie jest rejestracją całości wydarzeń). Z kolei strona niemiecka, czyli niemieccy funkcjonariusze publiczni i niemiecki wymiar sprawiedliwości nie przedstawili absolutnie żadnych dowodów mogących świadczyć o wiarygodności ich wersji wydarzeń.

Pomimo tego polskie massmedia i środowiska opiniotwórcze już mają swoją wersję wydarzeń: pijany europoseł awanturował się na niemieckim lotnisku, przynosząc wstyd Polsce i Polakom. Być może taka wersja jest wygodna dla ośrodków medialnych, ponieważ napędza oglądalność, liczbę czytelników i – nade wszystko - budzi zainteresowanie i zapewnia emocjonującą debatę. Jednak w tym momencie mamy do czynienia z dwiema sprzecznymi ze sobą relacjami z tych wydarzeń: autorem pierwszej jest strona niemiecka, a drugiej - sam Jacek Protasiewicz. Tak więc do wyjaśnienia tego incydentu droga jest daleka.

Rodzime massmedia i polscy politycy nie byli zainteresowani podjęciem tematu pogwałcenia przez niemieckich funkcjonariuszy publicznych immunitetu europosła i immunitetu dyplomatycznego. Przypomnę, iż Jacek Protasiewicz twierdzi, że jego paszport dyplomatyczny został wręcz zignorowany przez niemieckich policjantów. A więc czy nie mamy do czynienia z bardzo poważnym incydentem międzynarodowym? Można odnieść wrażenie, że o tym polscy politycy nawet nie chcą słyszeć, zaś najbardziej nie chcą o tym słyszeć przedstawiciele i liderzy Platformy Obywatelskiej, do której Jacek Protasiewicz przecież nadal należy. Wszak można było spodziewać się, iż jego partia (z przewodniczącym na czele) będzie chciała wyjaśnić, co tak naprawdę wydarzyło się tamtego dnia na lotnisku we Frankfurcie.

Jednak tak się nie stało i trudno oprzeć się wrażeniu, że zarówno urzędujący w Polsce premier, jak również jego partia chcą tej sprawie ukręcić łeb i zamieść ją pod dywan. Dlaczego? Można domniemywać, iż Platforma Obywatelska nie chce drażnić swoich politycznych partnerów z Niemiec i z Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), i to w momencie, kiedy nadchodzą eurowybory. Być może Platforma Obywatelska, jej liderzy i jej przewodniczący uznali, że prościej będzie poświęcić Jacka Protasiewicza, niż wyjaśniać ten incydent, bowiem mogłoby to doprowadzić do pogorszenia polsko-niemieckich stosunków wewnątrz Europejskiej Partii Ludowej. Albo wręcz pogorszyć kontakty na linii Warszawa-Berlin.

Czy właśnie dlatego nawet nie próbuje się ustalić czy tego dnia doszło do poważnego incydentu dyplomatycznego, którego sprawcami byli niemieccy funkcjonariusze publiczni?

W końcu sposób i tempo w jaki massmedia ukrzyżowały Jacka Protasiewicza, a opinia publiczna go ukamienowała ujawnia polski kompleks niższości i rodzime poczucie bycia w Europie tym „gorszym”. Massmedia, głosząc tezę o pijanym europośle awanturującym się na lotnisku, nie kryły swojego oburzenia. Niektórzy przedstawiciele środowisk opiniotwórczych i politycznych mówili wręcz o zażenowaniu i o wstydzie związanym z niestosownym zachowaniem europosła. Z kolei opinia publiczna nie szczędziła Protasiewiczowi szyderstw i brutalnej krytyki. W tym samym czasie, po raz kolejny, w polskiej przestrzeni publicznej była głoszona teza o „polskim obciachu”: polski europoseł po pijanemu awanturował się na lotnisku i narobił nam wszystkim wstydu.

Czy przypadkiem Polacy nie za szybko i nie nazbyt pochopnie wstydzą się, kiedy to ktoś wspomni o jakiejś niechlubnej sytuacji z udziałem polskiego obywatela? Czy Polacy nie nazbyt często (i nierzadko bez powodu) przepraszają i to bez żadnej refleksji?

W sprawie Protasiewicza nie zostały jeszcze przedstawione żadne rozstrzygające (czy choćby wiarygodne) dowody jego winy. Sprawa ta jest bardzo daleka od wyjaśnienia, podobnie daleko jest do wyjaśnienia roli w tym incydencje zarówno Jacka Protasiewicza, jak i pozostałych uczestników tego zajścia. Nie czekając jednak na wyjaśnienie tej sprawy, za europosła wstydzi się już niemal cała Polska i przeprasza za jego zachowanie. Czy nie świadczy to o tym, iż w Polsce wciąż istnieje poczucie niższości wobec innych narodów Unii Europejskiej? Czy sprawa ta nie ujawnia polskich kompleksów? Jak zachowałyby się massmedia, politycy i opinia publiczna jakiegoś państwa zachodniej Europy, jeśli polityk z tego państwa byłby uczestnikiem incydentu na polskim lotnisku; incydentu o charakterze takim samym, jak incydent, w którym brał udział Jacek Protasiewicz?

Jak łatwo ukrzyżować człowieka! Jak łatwo człowieka ukamienować! Sprawa Jacka Protasiewicza jest tego najlepszym dowodem!

* * *

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (38)

Inne tematy w dziale Polityka