Nie widać końca kryzysu ukraińskiego. Co więcej, obserwując bieżące wydarzenia na Ukrainie i pasywność świata zachodniego wobec kolejnych agresywnych kroków Władimira Putina, można odnieść wrażenie, że ów kryzys pogłębia się z każdym dniem.
Na zamkniętym posiedzeniu deputowani krymskiego parlamentu zdecydowali o ogłoszeniu niepodległości Krymu i wystosowaniu prośby do władz rosyjskich, aby ich terytorium zostało włączone do Federacji Rosyjskiej. Krymscy deputowani, którzy podjęli tę decyzję, łaskawie - zanim oficjalnie ogłoszą niepodległość i stwierdzą, że Krym to Rosja - zamierzają jednak poczekać na wynik „referendum”. Ale krymska przestrzeń powietrzna jest zamknięta już teraz. Z kolei rosyjscy żołnierze (przebrani za nie wiadomo kogo), którzy „kupili sobie wyposażenie w pierwszym z brzegu sklepie z wojskowym demobilem“ w pełni kontrolują wszystko, co dzieje się na Krymie. A tak zwana „krymska samoobrona”, jak i sam Władimir Putin, dają jasno do zrozumienia, że goście z Zachodu i „inni prowokatorzy“ (czytaj: obserwatorzy OBWE albo zachodni dziennikarze) nie są mile widziani na Krymie.
Ukraiński rząd Arsenija Jaceniuka, próbując stawić czoła sytuacji na Krymie i rosyjskiej agresji, usiłuje powołać gwardię narodową i zmobilizować do oporu ukraińską armię i obywateli Ukrainy. Krym nie jest jednak jedynym zmartwieniem nowego rządu ukraińskiego. Władają oni bowiem krajem, który jest w stanie – co prawda nie formalnego, ale jednak faktycznego - bankructwa finansowego i gospodarczego. Jaceniuk liczy więc na pomoc Zachodu. Przecież Zachód sam taką pomoc obiecał. Unia Europejska ma wesprzeć Ukrainę kwotą jedenastu miliardów euro, a Stany Zjednoczone obiecały dołożyć się do tej pomocy kwotą miliarda dolarów. Jednak Zachód czeka z przelewem i nie udziela pomocy finansowej Ukrainie. Na co czeka Zachód? Nie wiadomo, albowiem kiedy Władimir Putin przyjmuje coraz bardziej agresywną postawę wobec Ukrainy i przejmuje kontrolę nad Krymem, Komisja Europejska ogłasza, że przygotowuje się do wprowadzenia sankcji wobec Rosji. Kiedy owe sankcje miałyby zostać wprowadzone? Tego również nie wiadomo. Stany Zjednoczone też tak jakby ociągają się z wprowadzeniem sankcji wobec Rosji.
Postawa Zachodu może dziwić, a nawet - wprowadzać w osłupienie. Wszak Władimir Putin znalazł się w sytuacji całkowitej izolacji. Żadne mocarstwo liczące się w świecie nie poparło Rosji Putina. Poparcia odmówiły przywódcy Rosji nawet Chiny, które opowiedziały się za integralnością terytorialną Ukrainy. Tak więc, skoro Putin jest w świecie totalnie osamotniony to dlaczego Zachód nie przechodzi do politycznej i dyplomatycznej ofensywy? Odpowiedź brzmi: tak się nie dzieje, ponieważ zachodnia strategia wobec Ukrainy znalazła się w całkowitym impasie.
Jeszcze kilka tygodni temu (tzn. do rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Krym) świat zachodni żył w przekonaniu, że ma duży wpływ na Władimira Putina. W takim przekonaniu Zachód utwierdził się sześć lat temu, podczas inwazji rosyjskiej na Gruzję. Ówczesny prezydent Francji Nicolas Sarkozy był wówczas przekonany, że zapobiegł całkowitej rosyjskiej aneksji tego kraju; no i jednocześnie uratował życie Saakaszwiliemu (czyli ówczesnemu prezydentowi Gruzji, którego Władimir Putin - jak sam powiedział - zamierzał „powiesić za jaja”). W oczach całego świata zachodniego Sarkozy uchodził w tym czasie za tego, który wpłynął na Putina i skłonił go do nieco mniej drastycznego rozwiązania kwestii Gruzji, niż pierwotnie planował ówczesny premier Rosji. Zachód dał się po prostu oszukać Putinowi, który w konflikcie gruzińskim osiągnął swoje wszystkie cele. Jednak, żeby zrobić dobre wrażenie, przyjął postawę umiarkowanego i niezbyt pazernego przywódcy, który - choć na początku rosyjsko-gruzińskiego konfliktu być może dał ponieść się emocjom - w końcu poszedł po rozum do głowy. A stało się tak za sprawą Zachodu, który go do tego przekonał. Taki komunikat przesłał Władimir Putin. A ów komunikat okazał się bardzo skuteczny, albowiem Zachód kupił go w całości i z opakowaniem! Skutki ówczesnej naiwności świata zachodniego, zarówno wobec Putina, jak i jego agresywnych zamiarów, dają się we znaki w bieżącej strategii Zachodu wobec kryzysu ukraińskiego. Świat zachodni (Stany Zjednoczone Ameryki Północnej i Unia Europejska) został kompletnie zaskoczony swoim brakiem wpływu na Putina i jego decyzje dotyczące inwazji na Krym. To dla Zachodu nowy stan świadomości, w którym bardzo trudno odnaleźć się zarówno przywódcom Unii Europejskiej i jej państwom członkowskim, jak również amerykańskiemu prezydentowi Barackowi Obamie. To zaskoczenie stanowi jedną z głównych cech impasu, w którym znajduje się zachodnia strategia wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę. Zachód był przekonany, że wystarczy Putina ładnie poprosić, jak zrobił to wówczas Sarkozy w sprawie gruzińskiej. W razie potrzeby pogrożenie palcem (czyli groźba pogorszenia gospodarczych stosunków z Zachodem) wystarczy, aby odwieść Putina od jego agresywnych zamiarów wobec Krymu i całej Ukrainy.
Jednak ta strategia okazała się naiwna, złudna, ale także – nade wszystko - całkowicie nieskuteczna. Kompletnie zaskoczony tym faktem Zachód znajduje się obecnie w sytuacji, w której nie wie co zrobić i nie wie, jak z Putinem rozmawiać. Wszak pomimo tego, że świat zachodni zrozumiał, iż jego długoletnia strategia wobec Rosji Putina zbankrutowała, to nadal trwa w przekonaniu, że można rosyjskiego pretendenta do tytułu cara skłonić do odejścia od inwazji na Krym i agresywnej postawy wobec Ukrainy za pomocą dialogu Zachód - Rosja.
Wobec pogrążanej w kryzysie i zagrożonej wojną Ukrainy, na Zachodzie (a w szczególności w zachodnich państwach Unii Europejskiej) występują dwie całkowicie ze sobą sprzeczne postawy. Z jednej strony zachodni przywódcy chcą pomóc Ukrainie i jej obywatelom (w mojej opinii jest to szczera intencja pomocy). Jednak z drugiej strony, zachodni przywódcy chcą znaleźć dla Ukraińców taką formę pomocy, która w żaden sposób nie wpłynie negatywnie na ich stan gospodarczy i nie skłóci ich trwale z Rosją. Wszak można odnieść wrażenie, iż - pomimo ostrej retoryki - świat zachodni nie chce, a być może wręcz obawia się powrotu okresu zimnej wojny z Rosją. Ów czas jeszcze do niedawna (w mniemaniu zachodnich przywódców) jednoznacznie należał do kategorii epok minionych.
Warto również zauważyć, iż postawa przywódców państw zachodnich zdaje się niemal idealnie odzwierciedlać społeczny pogląd na szeroko rozumianą sprawę ukraińską w ich krajach. Według badań opinii społecznej, przeprowadzanych między innymi w Niemczech wynika, iż zdecydowana większość zachodniej opinii społecznej chce wesprzeć zarówno Ukrainę i jej obywateli na drodze demokratyzacji, jak również ukraińskie dążenia do pełnej suwerenności. Jednak w tym samym czasie zdecydowana większość zachodniej opinii społecznej kategorycznie nie chce, aby udzielone wsparcie Ukrainie odbywało się kosztem problemów gospodarczych ich kraju, czy też ich samych. A więc zachodnia opinia publiczna chętnie wesprze Ukrainę, ale jedynie w taki sposób, żeby to nic nie bolało!
Oto kolejna cecha impasu zachodniej strategii wobec ukraińskiego kryzysu. Przywódcy państw zachodnich chcą pomóc Ukrainie, ale obawiają się konsekwencji tej pomocy. Nie chodzi tylko o sprawy gospodarcze. Przecież za chwilę odbędą się w całej Unii Europejskiej wybory do europarlamentu. A owe wybory zdecydują o tym, jaki będzie układ sił w nowo wybranym Parlamencie Europejskim, ale również o tym, która partia europejska (europejscy socjaliści czy europejscy chadecy) będzie miała swojego przewodniczącego Komisji Europejskiej. Kiedy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze - to fakt. Ale kiedy nie wiadomo o co chodzi i nie chodzi o pieniądze, to wtedy chodzi o wyborcę. Kanclerz Niemiec Angela Merkel nie zaryzykuje utraty władzy w Unii Europejskiej przez ugrupowanie, do której należy jej rodzima partia, czyli Europejska Partia Ludowa. Prezydent Francji François Hollande nie zaryzykuje utraty możliwości wygrania eurowyborów przez europejską lewicę i przejęcia władzy w Komisji Europejskiej przez Partię Europejskich Socjalistów (PES). W końcu premier Anglii David Cameron nie zaryzykuje złego wyniku wyborczego europejskiej partii, która jest jego oczkiem w głowie, czyli ugrupowania Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECRG).
Przywódcy świata zachodniego chcą wesprzeć Ukrainę wobec rosyjskiej agresji i zbliżyć to państwo do szeroko rozumianego Zachodu. Jednak o ile na Zachodzie istnieje wola wsparcia Ukrainy, to trudno nie zauważyć, iż zarówno przedstawiciele Unii Europejskiej, jak i Stanów Zjednoczonych nie mają - mówiąc kolokwialnie - żadnego pomysłu na Ukrainę. Unia Europejska wspiera Ukrainę. Jednak czyni to w tym momencie jedynie słownie, albowiem nie zamierza w najbliższym czasie zapraszać Ukrainy do członkostwa w europejskiej wspólnocie. Tak więc wsparcie - tak, bliżej nieokreślona forma pomocy - tak, ale integracja Ukrainy z Unią Europejską w najbliższym czasie - nie, (a być może na zawsze – nie).
Stany Zjednoczone również słownie wspierają Ukrainę. Jednak to wsparcie należy raczej rozpatrywać w kontekście woli powstrzymywania rosyjskiej ekspansji na świecie, niż realnej woli zbliżenia Ukrainy z zachodnimi strukturami politycznymi, gospodarczymi i militarnymi. Tak więc wsparcie - tak. Być może pomoc finansowa - tak. Ale wejście do NATO w tym momencie - nie (i - być może – w ogóle nie). Z podjętych przez administrację Baracka Obamy kroków dyplomatycznych i politycznych można co prawda odczytać jasną wolę postawienia kontry Władimirowi Putinowi i jego agresywnym zamiarom, jednak z pewnością amerykański prezydent nie zamierza trwale i na całej linii skłócić się z Rosją. Przyjęcie Ukrainy do paktu militarnego NATO stanowiłoby przedmiot amerykańsko-rosyjskiej niezgody i to na wiele lat. Z pewnością Barack Obama tego nie chce i nie zamierza kończyć swojej prezydentury, jako ten laureat Pokojowej Nagrody Nobla, który jest współodpowiedzialny za rozpoczęcie nowej zimnej wojny USA-Rosja.
A więc Zachód nie ma pomysłu na Ukrainę i na jej miejsce w świecie. Co więcej, można odnieść wrażenie, że z wielkim trudem przychodzi światu zachodniemu wyobrażenie sobie Ukrainy w NATO, a tym bardziej w Unii Europejskiej. Czyli pomoc dla Ukrainy tak, ale taka pomoc, która nie zakwestionuje, czy też nie rozbije aktualnie panującego porządku geopolitycznego na świecie. To kolejny aspekt zachodniego poglądu na ukraińska sprawę, który stanowi istotną cechę impasu, w którym znajduje się bieżąca zachodnia strategia wobec Ukrainy.
Przedstawiciele Parlamentu Europejskiego poinformowali, że już za kilka dni Unia Europejska podpisze polityczną część umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą. Miałoby to stać się podczas europejskiego szczytu, który miałby rozpocząć się 20 marca bieżącego roku.
Jednak podpisanie z Ukrainą politycznej części umowy stowarzyszającej ją z Unią Europejską to tylko kolejny gest, który nie ma żadnego faktycznego przełożenia na bieżącą sytuację, w której znajduje się Ukraina. Polityczna część umowy stowarzyszeniowej Unia Europejska - Ukraina to de facto jedynie deklaracja, która wyraża wolę wzajemnej współpracy. Jednak wszystkie aspekty i warunki tej współpracy, które będą obowiązywały obie strony są zawarte w kolejnych częściach umowy stowarzyszeniowej, których podpisania w tym momencie Unia Europejska rządowi Arsenija Jaceniuka nie proponuje.
Ukraina od zaraz potrzebuje politycznego, finansowego i gospodarczego wsparcia. Jednak najwyraźniej świat zachodni jest jedynie w stanie zaofiarować jej wsparcie moralne i słowne. Aby zatrzymać rosyjską agresję na Krym są potrzebne konkretne sankcje gospodarcze Zachodu wobec Rosji. Jednak w tej chwili Zachód jest jedynie gotowy na wystosowanie kolejnych gróźb wobec Rosji i zapowiedzi ewentualnych sankcji, czy też zawieszenia rozmów z Putinem w sprawie ułatwień wizowych lub nowej umowy o partnerstwie i współpracy Unii Europejskiej z Rosją. Ukraina potrzebuje zachodnich gwarancji dotyczących jej suwerenności i pomocy w zapobieganiu rosyjskiej ingerencji w jej wewnętrzne sprawy. A Zachód ofiarowuje jej dobre słowo, moralne wsparcie i kolejne obietnice wsparcia i pomocy. Dzieje się tak, ponieważ świat zachodni tak naprawdę nie wie, jak ma się zachować wobec ukraińskiego kryzysu. Tak się dzieje, ponieważ Zachód nie ma żadnego pomysłu na samą Ukrainę, jak również jej miejsce w świecie w przyszłości. Na tym właśnie polega impas, w którym znalazła się zachodnia strategia wobec ukraińskiego kryzysu.
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)