zbigniewstefanik zbigniewstefanik
3265
BLOG

Putin to drapieżnik? A co nowego?Lech Kaczyński nie miał złudzeń

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 10

W Europie Zachodniej, Środkowej oraz w Stanach Zjednoczonych Władimir Putin - od momentu rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Krym - jest obrzucany wszelkimi możliwymi epitetami. Nie brakuje również porównań osoby Władimira Władimirowicza do najgorszych zbrodniarzy w historii ludzkości: „Putin to drapieżnik i zbrodniarz”; „Putin to Stalin XXI wieku”; „Putin to Hitler” - z takimi stwierdzeniami można spotkać się coraz częściej w przestrzeni publicznej i politycznej zachodniego świata.

Warto jednak odnotować jedno, bardzo ciekawe zjawisko. Otóż istotna część środowisk politycznych i opiniotwórczych, zarówno w Polsce, jak i na Zachodzie intensywnie usiłuje stworzyć obraz postaci Putina, jako demokratycznego polityka w przeszłości, któremu teraz coś się pomieszało, któremu teraz- mówiąc kolokwialnie - jakby coś odbiło. Wyżej wymienione środowiska próbują stworzyć wrażenie, iż Putin dopiero teraz zaczął prowadzić agresywną politykę wobec swoich sąsiadów i stosować niedemokratyczne metody.  Tak jakby miało to miejsce dopiero od początku kryzysu ukraińskiego. A przecież agresywne oblicze Putina to nic nowego!

Można również odnieść wrażenie, że są i tacy (w Polsce i na Zachodzie), którzy jakby czują się oszukani przez Władimira Władimirowicza. Jak to możliwe, wszak to demokratycznie wybrany (aż 3 razy!) prezydent Rosji, nasz polityczny i gospodarczy partner, przecież to poważny człowiek. A teraz, co on wyprawia? Z takim podejściem (choć dzisiaj nieco dyskretnym, ponieważ jest niepopularne i nie trendy) można nierzadko spotkać się w Polsce, w pozostałych państwach Unii Europejskiej, a w szczególności w zachodniej części europejskiej Wspólnoty.

Władimira Putina można oskarżyć o wiele rzeczy. Jednak z pewnością nie o to, że kiedykolwiek ukrywał swoje zamiary, swoje polityczne, imperialne i pełne agresji intencje. Nie świadczą o tym deklaracje i wypowiedzi Putina, ale jego czyny, i to od samego początku jego panowania w Rosji.

Przypomnę tym, którzy tego nie pamiętają, pamiętać nie chcą, czy – po prostu - nie chcieli przyjąć tego do wiadomości, kiedy owe wydarzenia miały miejsce. Władimir Putin, jeszcze jako premier, prowadził bezwzględną wojnę w Czeczenii. Jego podwładni dopuścili się wielu zbrodni wojennych. Warto byłoby zbadać, czy zbrodnie w Czeczenii popełnione przez wojska rosyjskie i rosyjskie służby specjalne nie miały charakteru ludobójstwa.

Władimir Władimirowicz pozbył się swoich wszystkich politycznych wrogów. Po prostu się z nimi rozprawił... definitywnie. Większość z nich, tak jak choćby Borys Berezowski, po prostu nie żyje. Inni spędzili wiele lat w więzieniu, a niektórzy - wciąż tam siedzą!

Władimir Putin odpowiada za odtworzenie systemu sowieckich gułagów. Dziś nazywa się te ciężkie obozy koloniami karnymi. Era Putina to okres, w którym ciężkie więzienie w Mordowii znowu stało się sławne, przez wzgląd na stosowane tam metody i na ilość osadzonych tam więźniów politycznych. Więzienie było „oczkiem w głowie”, „perłą w koronie” sowieckiego NKWD i samego Jozefa Stalina. Władimir Putin z Mordowii też bardzo chętnie robi użytek... Na jednej ze swoich konferencji prasowych Putin bardzo się obruszył, kiedy jeden z dziennikarzy miał „czelność” zapytać o metody stosowane w wiezieniu w Mordowii i wprost powiedzieć do Putina: Panie Prezydencie, czy nie odnosi Pan wrażenia, że Rosja weszła na drogę powrotu do stalinizmu? Oburzony, wręcz zbulwersowany Putin, odpowiadając dziennikarzowi, stanowczo odciął się od Stalina. Jednakże stwierdził kilka chwil później, że porządek w Rosji musi być.

Putin potrafi zadbać o ten porządek, albowiem ktokolwiek mu się sprzeciwi, ponosi tego konsekwencje. Swego czasu Putin obiecał, że „czeczeńskich bojowników będzie ścigał nawet w kiblach“. Swoich przeciwników albo tych, których Putin uznaje za przeciwników, rosyjski prezydent ściga po całym świecie. Zaś jego podwładni przeciwnikom Putina zamykają oczy i usta... na zawsze!

Inwazja na Krym to nie pierwsza agresja, której dopuścił się Putin. Warto wspomnieć o agresji na Gruzję w sierpniu 2008 roku. Putin po prostu napadł na ten kraj. Ale w swojej łaskawości nie przejął całej Gruzji tylko dwie prowincje. No i nawet odszedł od swojego zamiaru i nie „powiesił Saakaszwiliego za jaja”, jak zapowiadał w rozmowie z ówczesnym prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym. Wówczas Zachód ucieszył sie, że udało mu się odwieść Putina od zajęcia całej Gruzji i powieszenia Saakaszwiliego „za jaja“. Jednak w Gruzji Władimir Władimirowicz osiągnął swoje wszystkie cele i bardzo skutecznie oszukał Zachód (że niby pod wpływem zachodnich polityków stał się rozsądny).

Czy to wina Putina, że od piętnastu lat świat zachodni wykazuje się wobec niego bezmyślną naiwnością? Rosyjski prezydent po prostu z tego korzysta. Władimir Władimirowicz potrafi wykorzystać każdą, nawet najmniejszą słabość, każdą słabą stronę swoich przeciwników, zresztą każdego, kto wchodzi mu w drogę albo którego droga krzyżuje się z jego drogą. Przecież rosyjski prezydent był szkolony przez sowieckie służby specjalne. Podpułkownik Putin nigdy nie szczędził wysiłku dla swojej sowieckiej ojczyzny, krew wrogów sowieckiego „internacjonalizmu”, a później rosyjskiego imperializmu, rozlewał bez umiaru.

Od momentu gdy Władimir Putin został prezydentem Federacji Rosyjskiej do chwili obecnej w Polsce i w całym świecie zachodnim można spotkać się z opiniami, że Władimir Władimirowicz ma kilka twarzy. To nieprawda. Władimir Putin ma tylko jedną twarz. A twarz Putina to twarz wyrachowanego KGB-owca, bezwzględnego drapieżnika i wyzbytego wszelkich skrupułów oprawcy.

Władimir Putin to drapieżnik. Władimir Putin to oprawca. Władimir Putin to zbrodniarz. To wszystko prawda. Jednak nie jest on drapieżnikiem od momentu inwazji na Krym. Nie jest on oprawcą od momentu przyjęcia agresywnego kursu wobec Ukrainy. Nie jest on zbrodniarzem od momentu otworzenia przez Berkut ognia do manifestantów na kijowskim Majdanie. Władimir Putin był zbrodniarzem już piętnaście lat temu, kiedy na jego rozkaz podwładni dokonywali zbrodni wojennych w Czeczeni. Władimir Putin był oprawcą dziesięć i dwanaście lat temu, kiedy zaczął rozprawiać się ze swoimi osobistymi i politycznymi wrogami. Władimir Putin był drapieżnikiem już sześć lat temu, kiedy dokonywał agresji na Gruzję. Inwazja Władimira Putina na Krym w żaden sposób nie ujawnia nowej twarzy Władimira Władimirowicza, tylko potwierdza starą twarz człowieka pretendującego do statusu cara. Twarz Putina, jako drapieżnika, oprawcy i zbrodniarza dla wielu w Polsce i na Zachodzie nie była żadną tajemnicą. Jednak było jeszcze więcej takich (w Polsce, w Niemczech, we Francji i w innych krajach), którzy przez niemal piętnaście lat nie przyjmowali (czy też przyjąć nie chcieli) do wiadomości prawdziwego oblicza Władimira Putina. Przez piętnaście lat znacząca część środowisk politycznych i opiniotwórczych w Polsce i na Zachodzie nie rozumiała, a być może nie chciała zrozumieć, kim tak naprawdę jest Władimir Putin. Teraz mamy tego konsekwencje. Zaś najwyższa cenę za ten brak zrozumienia, za tę naiwność, za tę głupotę płaci Ukraina i jej obywatele!

Chwała tym, którzy - tak jak prezydent Lech Kaczyński - zawsze rozumieli i nigdy nie mieli żadnych wątpliwości czy złudzeń,  co do tego, kim jest Władimir Putin. Zaś tym, którzy niegdyś mieli Putina za demokratę, politycznego i gospodarczego partnera, a teraz wyrażają swoje oburzenie postawą Putina wobec demokratyzacji Ukrainy i jego agresji na Krym, można powiedzieć tylko jedno. Szanowni Państwo, skompromitowaliście się swoją naiwnością, niewiedzą, a – być może - wręcz ignorancją. Przyjmijcie życzliwą radę: czasami warto nie tracić okazji, żeby milczeć!

 

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka