zbigniewstefanik zbigniewstefanik
3554
BLOG

Po co Platformie Michał Kamiński? Bilans zysków i strat

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 49

Michał Kamiński ma ponownie ubiegać się o mandat europoselski. Tym razem - z pierwszego miejsca listy Platformy Obywatelskiej na Lubelszczyźnie. Kamiński, były czołowy współpracownik prezydenta Lecha Kaczyńskiego, długoletni spin doktor Prawa i Sprawiedliwości i - do niedawna - ostry krytyk Platformy Obywatelskiej (a także Donalda Tuska) ma reprezentować partię rządzącą w okręgu, z którym nigdy nie był związany.

W polskiej przestrzeni publicznej perspektywa startu Kamińskiego do europarlamentu z listy wyborczej Platformy Obywatelskiej wywołała duże poruszenie. I niemałe zdziwienie; nawet niektórzy liderzy Platformy Obywatelskiej dawali do zrozumienia, że jest to « odważna », wręcz oryginalna decyzja. Można było odnieść wrażenie, że nawet czołowi politycy partii rządzącej nie potrafią zrozumieć, ani wytłumaczyć sensu startu Kamińskiego z ich list wyborczych. Warto więc zastanowić się nad tym czyja to była decyzja, skoro wielu liderów Platformy nie odnosi się z entuzjazmem do perspektywy współpracy Kamińskiego z ich partią.

Odnoszę wrażenie, iż nie warto poświęcać zbyt wiele czasu na komentowanie, czy choćby próbę zrozumienia motywacji Michała Kamińskiego, który przyjął propozycję startu do europarlamentu z - mówiąc kolokwialnie - platformerskiej jedynki na Lubelszczyźnie. Jego motywacje zdają się być oczywiste. Pan europoseł po prostu europosłem chce pozostać, nawet za cenę utraty swojej wiarygodności.

Jednak warto zastanowić się nad motywami, które skłoniły Platformę Obywatelską do złożenia Kamińskiemu takiej propozycji. Proponuję rozważyć ten element strategii wyborczej partii rządzącej na podstawie bilansu zysków i strat.

Platforma Obywatelska zaczyna cierpieć na braki kadrowe. Po pierwsze, partia rządząca wypchnęła Jacka Protasiewicza z kampanii wyborczej do europarlamentu. Po drugie, Donald Tusk i jego otoczenie zmarginalizowali Grzegorza Schetynę, który przez długie lata pełnił w Platformie rolę organizatora, odpowiedzialnego za wiele spraw. Tymczasem Michał Kamiński jest doświadczonym politykiem i - nade wszystko - doświadczonym politycznym marketingowcem. W przeszłości - jako twórca kampanii wyborczych, kiedy był jednym ze spin doktorów PiS-u - odnosił niewątpliwe sukcesy.

Być może został zaproszony przez Platformę do współpracy ze względu na swoje kompetencje jako marketingowiec polityczny? Jednak jeśli taka motywacja kierowała Platformą Obywatelską to dopiero wynik uzyskany przez partię rządzącą w eurowyborach pokaże, czy spin doktor Kamiński potrafił nadać kampanii wyborczej partii Donalda Tuska prawdziwego rozmachu. W tym momencie Kamiński nadał kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej prawdziwą oryginalność. Wszak tak głośny i kontrowersyjny transfer nie mógł pozostać bez echa i nie wywołać licznych komentarzy. Jednak można powątpiewać, czy owa oryginalność kampanii wyborczej okaże się dla Platformy korzystna.

Z pewnością Platforma Obywatelska chciała wystawić w regionie, który znany jest z wyborców o konserwatywnych preferencjach, wyrazistego kandydata o wyrazistych poglądach konserwatywnych. Jednak można poddać pod wątpliwość skuteczność tej strategii. Na Lubelszczyźnie dwoma dominującymi siłami politycznymi są Polskie Stronnictwo Ludowe oraz Prawo i Sprawiedliwość. Dodatkowo należy zauważyć, iż Michał Kamiński nie jest związany z Lubelszczyzną. Można go wręcz określić mianem politycznego spadochroniarza. Dlaczego mieszkańcy Lubelszczyzny, którzy mają możliwość zagłosowania na dobrze przez siebie znanych lubelskich kandydatów z Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz z Prawa i Sprawiedliwości mieliby raptem zagłosować na niezwiązanego z ich regionem kandydata z Platformy Michała Kamińskiego? Trudno sobie wyobrazić, aby Michał Kamiński uzyskał dobry wynik wyborczy na Lubelszczyźnie i - co za tym idzie - mandat europosła. Dlatego start Kamińskiego z list Platformy trudno zaliczać do kategorii zysków w wyżej wymienionym bilansie.

Podjęcie współpracy z Michałem Kamińskim, a tym bardziej zaproponowanie mu startu z list Platformy, nasuwa pytanie o tożsamość partii rządzącej. Koronnym argumentem, stale podnoszonym przez przedstawicieli Platformy jest ciągłe powtarzanie, iż we wszystkich dużych partiach politycznych istnieją frakcje i skrzydła. Jednak rozbieżność pomiędzy skrzydłami Platformy Obywatelskiej zapiera dech w piersiach. Ta rozbieżność jest do tego stopnia rozległa, iż okazało się, że na listach wyborczych jednej partii mogą pomieścić się i kojarzony z lewicą Dariusz Rosati, i kojarzony z twardą prawicą Michał Kamiński.

Warto więc zastanowić się nad polityczną tożsamością Platformy Obywatelskiej. Do jakiej rodziny politycznej należy PO? Czy partia Donalda Tuska w ogóle należy do jakieś politycznej rodziny? Te pytania warto postawić, skoro w jednej partii znajdują się przedstawiciele lewicy, centrolewicy, centrum, centroprawicy, konserwatywnej prawicy i niemal prawicy narodowej. W wyżej wymienionym bilansie, z punktu widzenia politycznej tożsamości Platformy Obywatelskiej, start Kamińskiego do europarlamentu z jej list można potraktować jedynie w kategorii strat. Albowiem ów start może skłonić do postrzegania Platformy Obywatelskiej jako partii bezideowej, która nie posiada żadnej tożsamości politycznej i w związku z tym do żadnej politycznej rodziny nie należy. Co z kolei nasuwa kolejne pytanie, tym razem o perspektywy przetrwania Platformy w przypadku utraty przez to ugrupowanie władzy w Polsce. Skoro nic, oprócz wspólnego sprawowania władzy nie trzyma razem jej członków, to co się stanie z Platformą, kiedy to partia Donalda Tuska tę władzę utraci?

Michał Kamiński, jako kandydat Platformy do europarlamentu, odbiera partii rządzącej jej główny atut wyborczy, a mianowicie możliwość przedstawiania się jako antyteza Prawa i Sprawiedliwości. Wszak Michał Kamiński był w przeszłości czołowym politykiem Prawa i Sprawiedliwości. To fakt niezaprzeczalny, którego Platformie nie uda się zakwestionować. Michał Kamiński był twarzą PiS-u, czyli tego ugrupowania, którego Platforma chce być antytezą. Ale skoro Platforma Obywatelska ma być antytezą Prawa i Sprawiedliwości to jak jej przedstawiciele wytłumaczą wyborcom, że z ich list wyborczych do europarlamentu (i to z pierwszego miejsca) startuje człowiek, który przez długie lata był twarzą Prawa i Sprawiedliwości i jednym z głównych twórców politycznej koncepcji medialnej i politycznej walki z Platformą i z samym Donaldem Tuskiem?

Być może startując z listy Platformy do europarlamentu, Michał Kamiński odbierze partii rządzącej możliwość przedstawianie się jako antyteza PiS-u. Biorąc pod uwagę fakt, iż tego rodzaju strategia była - i nadal pozostaje - głównym argumentem, który stosuje Platforma, aby zmobilizować swoich wyborców i znaczącą część elektoratu niezdecydowanych, to utrata tego argumentu może doprowadzić do wyborczej klęski partii Donalda Tuska. I to zarówno w wyborach do europarlamentu, jak również do Sejmu.

Trudno dopatrzeć się w tym momencie jakiś namacalnych, jakiś oczywistych zysków dla Platformy Obywatelskiej, które są związane z planowanym startem Michała Kamińskiego z jej list wyborczych. Natomiast bez wątpienia ów start naraża partię Donalda Tuska na duże, wręcz bardzo duże straty, i to na wielu frontach. Owe straty mogą okazać się dla Platformy stratami nieodwracalnymi i nie do odrobienia. Tak więc w tym kontekście można postawić istotne pytanie o następującej treści: po co Platformie Michał Kamiński?

 

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (49)

Inne tematy w dziale Polityka