Michał Kamiński ma ponownie ubiegać się o mandat europoselski. Tym razem - z pierwszego miejsca listy Platformy Obywatelskiej na Lubelszczyźnie. Kamiński, były czołowy współpracownik prezydenta Lecha Kaczyńskiego, długoletni spin doktor Prawa i Sprawiedliwości i - do niedawna - ostry krytyk Platformy Obywatelskiej (a także Donalda Tuska) ma reprezentować partię rządzącą w okręgu, z którym nigdy nie był związany.
W polskiej przestrzeni publicznej perspektywa startu Kamińskiego do europarlamentu z listy wyborczej Platformy Obywatelskiej wywołała duże poruszenie. I niemałe zdziwienie; nawet niektórzy liderzy Platformy Obywatelskiej dawali do zrozumienia, że jest to « odważna », wręcz oryginalna decyzja. Można było odnieść wrażenie, że nawet czołowi politycy partii rządzącej nie potrafią zrozumieć, ani wytłumaczyć sensu startu Kamińskiego z ich list wyborczych. Warto więc zastanowić się nad tym czyja to była decyzja, skoro wielu liderów Platformy nie odnosi się z entuzjazmem do perspektywy współpracy Kamińskiego z ich partią.
Odnoszę wrażenie, iż nie warto poświęcać zbyt wiele czasu na komentowanie, czy choćby próbę zrozumienia motywacji Michała Kamińskiego, który przyjął propozycję startu do europarlamentu z - mówiąc kolokwialnie - platformerskiej jedynki na Lubelszczyźnie. Jego motywacje zdają się być oczywiste. Pan europoseł po prostu europosłem chce pozostać, nawet za cenę utraty swojej wiarygodności.
Jednak warto zastanowić się nad motywami, które skłoniły Platformę Obywatelską do złożenia Kamińskiemu takiej propozycji. Proponuję rozważyć ten element strategii wyborczej partii rządzącej na podstawie bilansu zysków i strat.
Platforma Obywatelska zaczyna cierpieć na braki kadrowe. Po pierwsze, partia rządząca wypchnęła Jacka Protasiewicza z kampanii wyborczej do europarlamentu. Po drugie, Donald Tusk i jego otoczenie zmarginalizowali Grzegorza Schetynę, który przez długie lata pełnił w Platformie rolę organizatora, odpowiedzialnego za wiele spraw. Tymczasem Michał Kamiński jest doświadczonym politykiem i - nade wszystko - doświadczonym politycznym marketingowcem. W przeszłości - jako twórca kampanii wyborczych, kiedy był jednym ze spin doktorów PiS-u - odnosił niewątpliwe sukcesy.
Być może został zaproszony przez Platformę do współpracy ze względu na swoje kompetencje jako marketingowiec polityczny? Jednak jeśli taka motywacja kierowała Platformą Obywatelską to dopiero wynik uzyskany przez partię rządzącą w eurowyborach pokaże, czy spin doktor Kamiński potrafił nadać kampanii wyborczej partii Donalda Tuska prawdziwego rozmachu. W tym momencie Kamiński nadał kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej prawdziwą oryginalność. Wszak tak głośny i kontrowersyjny transfer nie mógł pozostać bez echa i nie wywołać licznych komentarzy. Jednak można powątpiewać, czy owa oryginalność kampanii wyborczej okaże się dla Platformy korzystna.
Z pewnością Platforma Obywatelska chciała wystawić w regionie, który znany jest z wyborców o konserwatywnych preferencjach, wyrazistego kandydata o wyrazistych poglądach konserwatywnych. Jednak można poddać pod wątpliwość skuteczność tej strategii. Na Lubelszczyźnie dwoma dominującymi siłami politycznymi są Polskie Stronnictwo Ludowe oraz Prawo i Sprawiedliwość. Dodatkowo należy zauważyć, iż Michał Kamiński nie jest związany z Lubelszczyzną. Można go wręcz określić mianem politycznego spadochroniarza. Dlaczego mieszkańcy Lubelszczyzny, którzy mają możliwość zagłosowania na dobrze przez siebie znanych lubelskich kandydatów z Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz z Prawa i Sprawiedliwości mieliby raptem zagłosować na niezwiązanego z ich regionem kandydata z Platformy Michała Kamińskiego? Trudno sobie wyobrazić, aby Michał Kamiński uzyskał dobry wynik wyborczy na Lubelszczyźnie i - co za tym idzie - mandat europosła. Dlatego start Kamińskiego z list Platformy trudno zaliczać do kategorii zysków w wyżej wymienionym bilansie.
Podjęcie współpracy z Michałem Kamińskim, a tym bardziej zaproponowanie mu startu z list Platformy, nasuwa pytanie o tożsamość partii rządzącej. Koronnym argumentem, stale podnoszonym przez przedstawicieli Platformy jest ciągłe powtarzanie, iż we wszystkich dużych partiach politycznych istnieją frakcje i skrzydła. Jednak rozbieżność pomiędzy skrzydłami Platformy Obywatelskiej zapiera dech w piersiach. Ta rozbieżność jest do tego stopnia rozległa, iż okazało się, że na listach wyborczych jednej partii mogą pomieścić się i kojarzony z lewicą Dariusz Rosati, i kojarzony z twardą prawicą Michał Kamiński.
Warto więc zastanowić się nad polityczną tożsamością Platformy Obywatelskiej. Do jakiej rodziny politycznej należy PO? Czy partia Donalda Tuska w ogóle należy do jakieś politycznej rodziny? Te pytania warto postawić, skoro w jednej partii znajdują się przedstawiciele lewicy, centrolewicy, centrum, centroprawicy, konserwatywnej prawicy i niemal prawicy narodowej. W wyżej wymienionym bilansie, z punktu widzenia politycznej tożsamości Platformy Obywatelskiej, start Kamińskiego do europarlamentu z jej list można potraktować jedynie w kategorii strat. Albowiem ów start może skłonić do postrzegania Platformy Obywatelskiej jako partii bezideowej, która nie posiada żadnej tożsamości politycznej i w związku z tym do żadnej politycznej rodziny nie należy. Co z kolei nasuwa kolejne pytanie, tym razem o perspektywy przetrwania Platformy w przypadku utraty przez to ugrupowanie władzy w Polsce. Skoro nic, oprócz wspólnego sprawowania władzy nie trzyma razem jej członków, to co się stanie z Platformą, kiedy to partia Donalda Tuska tę władzę utraci?
Michał Kamiński, jako kandydat Platformy do europarlamentu, odbiera partii rządzącej jej główny atut wyborczy, a mianowicie możliwość przedstawiania się jako antyteza Prawa i Sprawiedliwości. Wszak Michał Kamiński był w przeszłości czołowym politykiem Prawa i Sprawiedliwości. To fakt niezaprzeczalny, którego Platformie nie uda się zakwestionować. Michał Kamiński był twarzą PiS-u, czyli tego ugrupowania, którego Platforma chce być antytezą. Ale skoro Platforma Obywatelska ma być antytezą Prawa i Sprawiedliwości to jak jej przedstawiciele wytłumaczą wyborcom, że z ich list wyborczych do europarlamentu (i to z pierwszego miejsca) startuje człowiek, który przez długie lata był twarzą Prawa i Sprawiedliwości i jednym z głównych twórców politycznej koncepcji medialnej i politycznej walki z Platformą i z samym Donaldem Tuskiem?
Być może startując z listy Platformy do europarlamentu, Michał Kamiński odbierze partii rządzącej możliwość przedstawianie się jako antyteza PiS-u. Biorąc pod uwagę fakt, iż tego rodzaju strategia była - i nadal pozostaje - głównym argumentem, który stosuje Platforma, aby zmobilizować swoich wyborców i znaczącą część elektoratu niezdecydowanych, to utrata tego argumentu może doprowadzić do wyborczej klęski partii Donalda Tuska. I to zarówno w wyborach do europarlamentu, jak również do Sejmu.
Trudno dopatrzeć się w tym momencie jakiś namacalnych, jakiś oczywistych zysków dla Platformy Obywatelskiej, które są związane z planowanym startem Michała Kamińskiego z jej list wyborczych. Natomiast bez wątpienia ów start naraża partię Donalda Tuska na duże, wręcz bardzo duże straty, i to na wielu frontach. Owe straty mogą okazać się dla Platformy stratami nieodwracalnymi i nie do odrobienia. Tak więc w tym kontekście można postawić istotne pytanie o następującej treści: po co Platformie Michał Kamiński?
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (49)