zbigniewstefanik zbigniewstefanik
412
BLOG

Unia Europejska a Ukraina. (S)pokój za wszelką cenę?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 1

Po zwycięstwie kijowskiego Majdanu i ucieczce Wiktora Janukowycza - który najpierw zbiegł do Charkowa, potem do Doniecka, a następnie do Rosji - było oczywiste, że Władimir Putin tak łatwo Ukrainy nie odpuści. Władimir Władimirowicz nie kazał długo czekać na swoją reakcję. W chwilę po ukonstytuowaniu nowego ukraińskiego rządu, na którego czele stanął Arsenij Jaceniuk, rozpoczęła się rosyjska inwazja na Krym. Tak zwana „krymska samoobrona”, czyli rosyjskie wojska przebrane za nie wiadomo kogo, przejęły kontrolę nad całym Krymem i wszystkimi strategicznymi elementami tamtejszej infrastruktury, niezbędnymi dla funkcjonowania Półwyspu.

Co zrobiła Unia Europejska, żeby zapobiec rosyjskiej inwazji na Krym? Naturalnie nic! Co prawda kanclerz Niemiec Angela Merkel pogroziła palcem Putinowi i nawet trochę na niego nakrzyczała, ale działała w taki sposób, żeby wspieranie ukraińskiej niepodległości i ruganie Putina za jego agresywną postawę wobec Ukrainy nie odbywało się kosztem niemieckiej gospodarki.

Francuski prezydent François Hollande również skrytykował Władimira Władimirowicza za jego agresywny stosunek do Ukrainy i rosyjską inwazję na Krym. Jednak nie wpłynęło to jakoś znacząco na realizację rosyjsko-francuskich umów dotyczących dostaw okrętów, produkowanych we Francji dla rosyjskiej marynarki wojennej. Premier Anglii David Camerone także przyłączył się do krytyki Putina i potępił rosyjskiego prezydenta za jego agresję na Krym. Ale w chwile później brytyjskie media poinformowały, iż jaskółki donoszą o niechęci brytyjskiego premiera co do ewentualnego wprowadzania twardych sankcji, także gospodarczych, wobec Rosji.

Pod dyktando Putina władze Krymu przeprowadziły tak zwane „referendum”, w którym „okazało się”, że ponad 96% „głosujących” chce przyłączenia Półwyspu do Rosji. Po ogłoszeniu wyniku tak zwanego „referendum”, krymski parlament poprosił Moskwę o włączenie Krymu do Federacji Rosyjskiej. Oczywiście, Władimir Putin odpowiednim dekretem uznał niepodległość Krymu. W orędziu wygłoszonym w rosyjskim parlamencie Władimir Władimirowicz poprosił Dumę o wyrażenie zgody na przyjęcie Krymu (wraz z Sewastopolem) do Federacji Rosyjskiej. Jak można się było spodziewac, rosyjski parlament zaakceptował „prośbę” Putina i niemal natychmiast z krymskimi władzami zostały podpisane dokumenty, na podstawie których Krym i Sewastopol mają wejść w skład Federacji Rosyjskiej.

Co zrobiła Unia Europejska, aby przeszkodzić Putinowi w łamaniu prawa międzynarodowego? Co zrobiła UE, aby powstrzymać odrąbywanie Krymu od Ukrainy rosyjską ręką? Naturalnie nic.

To prawda, Rosja została zawieszona w prawach członka grupy G8. Jednak nie jest to tylko decyzja państw Unii Europejskiej. Wszak w grupie G8 (a teraz G7) jeden z rozstrzygających, a być może również najbardziej znaczących głosów, należy do Stanów Zjednoczonych. Z tego względu nie można uznać decyzji o zawieszeniu Rosji w prawach członka tej grupy, za skutek działań UE.

To prawda, Unia Europejska nie uznała wyniku tak zwanego krymskiego „referendum”, ani niepodległości Półwyspu Krymskiego. To prawda, po długim namyśle ministrów spraw zagranicznych jej państw członkowskich, Unia Europejska postanowiła wprowadzić sankcje wizowe wymierzone w dwadzieścia jeden rosyjskich i ukraińskich dygnitarzy średniego szczebla i zablokować ich aktywa finansowe zdeponowane w państwach UE. Jednak osobiście czuję niedosyt, albowiem spodziewałem się, że Unia Europejska wprowadzi również sankcje wizowe i że zablokuje konta podoficerów i szeregowych rosyjskich żołnierzy, należących do tak zwanej „krymskiej samoobrony”, przebranych za nikogo. Spodziewałem się, że Unia Europejska zablokuje konta i zakaże wjazdu na swoje terytorium kucharzom, którzy gotowali dla tak zwanej „rosyjskiej samoobrony” i sprzątaczkom, które porządkowały krymski parlament. Jednak tak się nie stało…

Co zrobi Unia Europejska, aby ratować integralność terytorialną Ukrainy? Naturalnie nic! Co zrobi Unia Europejska, aby ratować suwerenność i niepodległość Ukrainy? Naturalnie nic! Co zrobi Unia Europejska, aby ratować Ukrainę przed Putinem? Naturalnie nic! Dlaczego?

Ponieważ od momentu wyjścia na prostą, po pięcioletnim kryzysie gospodarczym, największym priorytetem Unii Europejskiej jest spokój. Tak, Unia chce mieć święty spokój i nie zamierza na trwałe skłócić się z Rosją, co miałoby zarówno dla Federacji Rosyjskiej, jak i dla państw członkowskich UE, poważne konsekwencje gospodarcze.

Po konferencji monachijskiej, która odbyła się we wrześniu 1938 roku, w zachodnich demokracjach, których przedstawiciele uczestniczyli w tej konferencji, zapanowało hasło „pokój za wszelką cenę”. Dzisiaj można odnieść wrażenie, że w Unii Europejskiej - a szczególnie w jej zachodniej części - dominuje hasło: „święty spokój, za wszelką cenę”.

„Święty spokój za wszelką cenę” - tego właśnie chce Unia Europejska! Spokoju za wszelką cenę! Spokoju za cenę Ukrainy, jej niepodległości, suwerenności i jej integralności terytorialnej.

Dobry Boże, miej w opiece Ukrainę. Boże wszechmogący, chroń Ukrainę i jej obywateli. W Tobie dla Ukrainy jedyna nadzieja. Albowiem trudno nie odnieść wrażenia, iż Unia Europejska pozostawiła Ukrainę na łasce i niełasce Władimira Putina. Trudno nie zauważyć, że Unia Europejska zostawiła Ukrainę na pastwę władcy Kremla pretendującego do pozycji cara, ale – nade wszystko – na pastwę kremlowskiego drapieżnika!

Od pierwszych chwil ukraińskiego kryzysu, od pierwszych dni rosyjskiej inwazji na Krym, w całej Unii Europejskiej bardzo często można spotkać się z opinią, jakoby demokracje działały powoli. Rozwinięciem tej tezy jest pogląd, iż wobec ukraińskiego kryzysu i rosyjskiej agresji na ten kraj demokratyczne państwa Unii Europejskiej działają zaskakująco szybko, wręcz błyskawicznie. Być może…

Ale skoro tak jest to dlaczego nie widać żadnych konkretnych efektów tych działań?

 

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka