Po zwycięstwie kijowskiego Majdanu i ucieczce Wiktora Janukowycza - który najpierw zbiegł do Charkowa, potem do Doniecka, a następnie do Rosji - było oczywiste, że Władimir Putin tak łatwo Ukrainy nie odpuści. Władimir Władimirowicz nie kazał długo czekać na swoją reakcję. W chwilę po ukonstytuowaniu nowego ukraińskiego rządu, na którego czele stanął Arsenij Jaceniuk, rozpoczęła się rosyjska inwazja na Krym. Tak zwana „krymska samoobrona”, czyli rosyjskie wojska przebrane za nie wiadomo kogo, przejęły kontrolę nad całym Krymem i wszystkimi strategicznymi elementami tamtejszej infrastruktury, niezbędnymi dla funkcjonowania Półwyspu.
Co zrobiła Unia Europejska, żeby zapobiec rosyjskiej inwazji na Krym? Naturalnie nic! Co prawda kanclerz Niemiec Angela Merkel pogroziła palcem Putinowi i nawet trochę na niego nakrzyczała, ale działała w taki sposób, żeby wspieranie ukraińskiej niepodległości i ruganie Putina za jego agresywną postawę wobec Ukrainy nie odbywało się kosztem niemieckiej gospodarki.
Francuski prezydent François Hollande również skrytykował Władimira Władimirowicza za jego agresywny stosunek do Ukrainy i rosyjską inwazję na Krym. Jednak nie wpłynęło to jakoś znacząco na realizację rosyjsko-francuskich umów dotyczących dostaw okrętów, produkowanych we Francji dla rosyjskiej marynarki wojennej. Premier Anglii David Camerone także przyłączył się do krytyki Putina i potępił rosyjskiego prezydenta za jego agresję na Krym. Ale w chwile później brytyjskie media poinformowały, iż jaskółki donoszą o niechęci brytyjskiego premiera co do ewentualnego wprowadzania twardych sankcji, także gospodarczych, wobec Rosji.
Pod dyktando Putina władze Krymu przeprowadziły tak zwane „referendum”, w którym „okazało się”, że ponad 96% „głosujących” chce przyłączenia Półwyspu do Rosji. Po ogłoszeniu wyniku tak zwanego „referendum”, krymski parlament poprosił Moskwę o włączenie Krymu do Federacji Rosyjskiej. Oczywiście, Władimir Putin odpowiednim dekretem uznał niepodległość Krymu. W orędziu wygłoszonym w rosyjskim parlamencie Władimir Władimirowicz poprosił Dumę o wyrażenie zgody na przyjęcie Krymu (wraz z Sewastopolem) do Federacji Rosyjskiej. Jak można się było spodziewac, rosyjski parlament zaakceptował „prośbę” Putina i niemal natychmiast z krymskimi władzami zostały podpisane dokumenty, na podstawie których Krym i Sewastopol mają wejść w skład Federacji Rosyjskiej.
Co zrobiła Unia Europejska, aby przeszkodzić Putinowi w łamaniu prawa międzynarodowego? Co zrobiła UE, aby powstrzymać odrąbywanie Krymu od Ukrainy rosyjską ręką? Naturalnie nic.
To prawda, Rosja została zawieszona w prawach członka grupy G8. Jednak nie jest to tylko decyzja państw Unii Europejskiej. Wszak w grupie G8 (a teraz G7) jeden z rozstrzygających, a być może również najbardziej znaczących głosów, należy do Stanów Zjednoczonych. Z tego względu nie można uznać decyzji o zawieszeniu Rosji w prawach członka tej grupy, za skutek działań UE.
To prawda, Unia Europejska nie uznała wyniku tak zwanego krymskiego „referendum”, ani niepodległości Półwyspu Krymskiego. To prawda, po długim namyśle ministrów spraw zagranicznych jej państw członkowskich, Unia Europejska postanowiła wprowadzić sankcje wizowe wymierzone w dwadzieścia jeden rosyjskich i ukraińskich dygnitarzy średniego szczebla i zablokować ich aktywa finansowe zdeponowane w państwach UE. Jednak osobiście czuję niedosyt, albowiem spodziewałem się, że Unia Europejska wprowadzi również sankcje wizowe i że zablokuje konta podoficerów i szeregowych rosyjskich żołnierzy, należących do tak zwanej „krymskiej samoobrony”, przebranych za nikogo. Spodziewałem się, że Unia Europejska zablokuje konta i zakaże wjazdu na swoje terytorium kucharzom, którzy gotowali dla tak zwanej „rosyjskiej samoobrony” i sprzątaczkom, które porządkowały krymski parlament. Jednak tak się nie stało…
Co zrobi Unia Europejska, aby ratować integralność terytorialną Ukrainy? Naturalnie nic! Co zrobi Unia Europejska, aby ratować suwerenność i niepodległość Ukrainy? Naturalnie nic! Co zrobi Unia Europejska, aby ratować Ukrainę przed Putinem? Naturalnie nic! Dlaczego?
Ponieważ od momentu wyjścia na prostą, po pięcioletnim kryzysie gospodarczym, największym priorytetem Unii Europejskiej jest spokój. Tak, Unia chce mieć święty spokój i nie zamierza na trwałe skłócić się z Rosją, co miałoby zarówno dla Federacji Rosyjskiej, jak i dla państw członkowskich UE, poważne konsekwencje gospodarcze.
Po konferencji monachijskiej, która odbyła się we wrześniu 1938 roku, w zachodnich demokracjach, których przedstawiciele uczestniczyli w tej konferencji, zapanowało hasło „pokój za wszelką cenę”. Dzisiaj można odnieść wrażenie, że w Unii Europejskiej - a szczególnie w jej zachodniej części - dominuje hasło: „święty spokój, za wszelką cenę”.
„Święty spokój za wszelką cenę” - tego właśnie chce Unia Europejska! Spokoju za wszelką cenę! Spokoju za cenę Ukrainy, jej niepodległości, suwerenności i jej integralności terytorialnej.
Dobry Boże, miej w opiece Ukrainę. Boże wszechmogący, chroń Ukrainę i jej obywateli. W Tobie dla Ukrainy jedyna nadzieja. Albowiem trudno nie odnieść wrażenia, iż Unia Europejska pozostawiła Ukrainę na łasce i niełasce Władimira Putina. Trudno nie zauważyć, że Unia Europejska zostawiła Ukrainę na pastwę władcy Kremla pretendującego do pozycji cara, ale – nade wszystko – na pastwę kremlowskiego drapieżnika!
Od pierwszych chwil ukraińskiego kryzysu, od pierwszych dni rosyjskiej inwazji na Krym, w całej Unii Europejskiej bardzo często można spotkać się z opinią, jakoby demokracje działały powoli. Rozwinięciem tej tezy jest pogląd, iż wobec ukraińskiego kryzysu i rosyjskiej agresji na ten kraj demokratyczne państwa Unii Europejskiej działają zaskakująco szybko, wręcz błyskawicznie. Być może…
Ale skoro tak jest to dlaczego nie widać żadnych konkretnych efektów tych działań?
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)