zbigniewstefanik zbigniewstefanik
537
BLOG

Obywatelska interpelacja do senatora Jana Filipa Libickiego

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 4

Szanowny Panie Senatorze,

aby uniknąć wszelkich nieporozumień informuję na wstępie, że nie jestem ani członkiem partii Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro, ani współpracownikiem środowiska politycznego „Ziobrystów”. Nie walczę też o poparcie społeczne kilku setnych procentowych, albowiem nie reprezentuję żadnej partii politycznej. Jestem osobą niewidomą, a więc – podobnie jak Pan - osobą niepełnosprawną.

Pana postawa wobec protestu rodziców dzieci niepełnosprawnych okupujących Sejm wprawiła mnie w osłupienie, jednocześnie zszokowała i oburzyła, stąd niniejsza interpelacja obywatelska, którą do Pana kieruję.

Popieram protest rodziców dzieci niepełnosprawnych, o czym Pan Senator może przeczytać, korzystając z poniższego linku:

 

http://zbigniewstefanik.salon24.pl/575014,protest-rodzicow-niepełnosprawnych-dzieci-czy-chca-zbyt-wiele

 

Zachęcam Pana do zapoznania się z moim artykułem na ten temat.

Jestem przekonany, że rodzice dzieci niepełnosprawnych powinni mieć godne warunki logistyczne i finansowe, aby możliwie jak najlepiej zajmować się swoimi pociechami. Ich ciężka, całodobowa praca powinna być uznana za zawód. Zaś rodzice, którzy zrezygnowali ze swojego życia zawodowego, aby zająć się swoimi niepełnosprawnymi dziećmi, powinni mieć prawo do godnej emerytury.

Czy uważa Pan inaczej? Czy jest Pan innego zdania?

W Pana wypowiedziach publicznych często pojawia się zarzut, iż protestujący wpisują się w polityczną strategię - jak Pan sam stwierdził – „Ziobrystów”, którzy - Pana zdaniem - walczą o poprawienie swoich notowań w poparciu społecznym. W mojej opinii ów zarzut jest niesłuszny.

Czy w Pana opinii protestujący rodzice niepełnosprawnych dzieci zasługiwaliby na więcej uwagi, jeśli zostaliby zaproszeni do Sejmu RP przez parlamentarzystów innej partii, niż Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro? Czy w tej sprawie ma to w ogóle jakiekolwiek znaczenie, kto zaprosił protestujących do Sejmu?

Problem niewystarczającego wsparcia ze strony państwa dla niepełnosprawnych i ich rodziców istnieje. Ten problem jest realny i nie należy chować głowy w piasek, twierdząc jednocześnie, że nic się nie dzieje.

Czy osoba niepełnosprawna może lekceważyć problemy innych osób niepełnosprawnych, będąc całkowicie świadomą, iż codzienność niepełnosprawnego człowieka w Polsce nie jest usłana różami? Czy osoba niepełnosprawna powinna odnosić się w sposób lekceważący, być może wręcz wrogi, do protestujących rodziców niepełnosprawnych dzieci?  

Przypominam, iż chodzi tutaj o rodziców, którzy całe życie poświęcają swoim podopiecznym i zwracają uwagę polskich władz (wywodzących się z partii politycznej, którą reprezentuje Pan w Senacie) na brak środków logistycznych i finansowych do wykonywania ich ciężkiej pracy. Warto również zauważyć, Panie Senatorze, iż protestujący rodzice niepełnosprawnych dzieci w żaden sposób nie blokują pracy Sejmu; nikomu w niczym nie przeszkadzają.

Czy nie zasługują oni na to, aby potraktowano ich poważnie? Czy nie zasługują oni na to, aby został nawiązany z nimi dialog? Czy nie zasługują oni na to, aby ich racje zostały – po prostu - wysłuchane, bez żadnych uprzedzeń i podejrzeń, że są wykonawcami czyjegoś planu politycznego?

Szanowny Panie Senatorze, nie wyrzucam Panu, że pobiera Pan parlamentarne uposażenie w wysokości sześciu tysięcy złotych miesięcznie; kwotę wypłacaną Panu na dodatkowe wydatki, jakie niepełnosprawny parlamentarzysta ponosi w związku ze sprawowanym przez siebie mandatem. Wysokość tej kwoty została ustanowiona przez polskie prawo, identyczna suma jest wypłacana każdemu niepełnosprawnemu parlamentarzyście. Dlatego też nie powinno się sugerować, iż jest Pan beneficjentem jakiegoś specjalnego, czy indywidualnego przywileju. Jednak powiedzenie wprost, że jeśli ktoś chce mieć podobne uposażenie, to powinien stać się osobą publiczną jest co najmniej nie na miejscu. Chciałem zwrócić Pana uwagę na działalność pozaparlamentarną wielu stowarzyszeń, fundacji i innych organizacji oraz pojedynczych osób, które również zabierają głos w debacie publicznej i – tym samym - stają się one osobami publicznymi. Niekoniecznie więc trzeba być parlamentarzystą, aby stać się osobą publiczną. Zaś sugerowanie, iż można stać się osobą publiczną i trudnić się działalnością polityczną dla osobistych profitów jest co najmniej nieeleganckie. Zapewniam Pana, iż można funkcjonować w przestrzeni publicznej i stać się publiczną personą całkowicie bezinteresownie.

Pana Postawa wobec protestujących rodziców dzieci niepełnosprawnych skłania mnie do następujących pytań: kogo Pan reprezentuje? Czy reprezentuje Pan partię polityczną, z list której dostał się Pan do Senatu, czy osoby niepełnosprawne, czyli grupę, do której Pan należy?

Pana stosunek do tego protestu, jak i samych protestujących skłania mnie do refleksji nad istotą Pana zaangażowania politycznego. Osobiście rozumiem pojęcie sprawowania mandatu parlamentarzysty, jako służbę, reprezentowaniei działalność na rzecz poprawy warunków bytowych obywateli. Parlamentarzysta nie powinien ignorować społecznych problemów. Tym bardziej nie powinien on ignorować tych, którzy na owe problemy zwracają uwagę. Panie Senatorze, czy nie odnosi Pan wrażenia, iż zabrakło Panu wrażliwości wobec protestujących rodziców dzieci niepełnosprawnych oraz problemów, o których chcieli porozmawiać i dlatego przyjechali do Sejmu?

Szanowny Panie Senatorze, zapytam Pana wprost: czy Pana lojalność wobec Pana partii politycznej jest dla Pana ważniejsza od poważnej debaty dotyczącej ciężkich warunków bytowych osób niepełnosprawnych w Polsce oraz tych, którzy - nierzadko poświęcając wszystko, łącznie ze swoim życiem zawodowym i osobistym - nimi się zajmują? Czy Pana zdaniem warunkiem wstąpienia do partii politycznej jest wyzbycie się poczucia elementarnej sprawiedliwości? Czy Pana zdaniem można zamienić zdrowy rozsadek na legitymację partyjną? Czy Pana zdaniem partyjny przekaz dnia powinien brać górę nad głosem własnego sumienia?

Mam nadzieje, że znajdzie Pan czas i sposobność, aby odnieść się do tych kilku słów i kilku pytań, zawartych w niniejszej Interpelacji, która do Pana kieruje.

Łączę wyrazy szacunku,

Zbigniew Stefanik

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka