26 marca bieżącego roku odbyła się doroczna odprawa polskich sił zbrojnych. W Sztabie Generalnym, na zamkniętym posiedzeniu, prezydent RP, premier, minister obrony, kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej i sił zbrojnych rozmawiali o polskim bezpieczeństwie oraz o kryzysie ukraińskim. Podczas przerwy w tym spotkaniu prezydent Bronisław Komorowski oświadczył, iż Unia Europejska i NATO są ramami polskiego bezpieczeństwa.
W tym samym czasie Rosja Putina przeprowadza ćwiczenia wojskowe w obwodzie kaliningradzkim. Strona rosyjska poinformowała, że ćwiczenia te mają na celu sprawdzenie gotowości obronnych wojsk rosyjskich, które stacjonują w Kaliningradzie, na wypadek ataku z użyciem broni chemicznej lub biologicznej.
Prezydent RP - i jednocześnie zwierzchnik polskich sił zbrojnych - uważa, że członkostwo Polski w Unii Europejskiej i w strukturach militarnych NATO dają Polsce gwarancje bezpieczeństwa, czyli gwarancje terytorialnej integralności i nienaruszalności granic Rzeczpospolitej. Zgodnie z tym tokiem myślenia, Zachód miałby być gwarantem polskiego bezpieczeństwa, co miałoby niemal do zera zminimalizować możliwość zewnętrznej agresji na terytorium polskie. A więc, skoro Unia Europejska i pakt militarny NATO jest gwarancją polskiego bezpieczeństwa, to czy Polska i jej Obywatele mają jeszcze w ogóle jakieś powody, aby obawiać się zagrożenia zewnętrznego?
Władimir Putin dokonał agresji na Krym, będący integralną częścią terytorium Ukrainy. Tymczasem kiedy to się stało, zarówno Unia Europejska, jak również Stany Zjednoczone podjęły co najwyżej symboliczne działania wobec rosyjskiej agresji dokonanej na Ukrainę. Owe działania składały się z protestów, ostrzeżeń i gróźb pod adresem Władimira Putina, który sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie słyszał i nie zauważał zachodniej dezaprobaty. Rosja Putina doprowadziła do tak zwanego „referendum na Krymie”, w wyniku którego mieszkańcy Półwyspu mieli postanowić o tym, czy Krym ma pozostać ukraiński, czy też stać się rosyjski. W tym czasie świat zachodni nadal protestował, a zachodni przywódcy potępiali Putina i jego agresywną politykę wobec Ukrainy; zauważając jednocześnie, że Rosja gwałci wszelkie normy prawa międzynarodowego. Po uznaniu wyniku tak zwanego „referendum krymskiego”, w którym mieszkańcy Półwyspu mieli w zdecydowanej większości opowiedzieć się za Krymem rosyjskim, Półwysep Krymski (wraz z miastem Sewastopol) został włączony w skład Federacji Rosyjskiej. Zaś zachodni świat ponownie zaprotestował i przyjął wobec Rosji Putina symboliczne sankcje. Przypominam, zarówno Unia Europejska, jak również Stany Zjednoczone wprowadziły zakaz wjazdu na swoje terytorium kilku rosyjskim i ukraińskim funkcjonariuszom publicznym, którzy mieli odpowiadać za rosyjską agresję na Krym. Decyzją Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych zostały także zablokowane aktywa zdeponowane w bankach zachodnich kilku rosyjskich oligarchów.
Władimir Putin dokonał więc agresji na Ukrainę, inwazji na Krym i zaanektował Półwysep Krymski oraz miasto Sewastopol. Co zrobił Zachód, aby temu zapobiec? Prócz symbolicznych protestów i miękkich sankcji wobec Rosji Putina - nic.
A warto przypomnieć, iż Ukraina miała gwarancje państw zachodnich dotyczące nienaruszalności swych granic. W wyniku traktatu budapesztańskiego, w zamian za zagwarantowanie przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Rosję jej integralności terytorialnej (i - co za tym idzie - nienaruszalności jej granic) Ukraina dobrowolnie zrzekła się posiadania broni atomowej. Rosja, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania miały gwarantować ukraińskie bezpieczeństwo. Nieco ponad dwadzieścia lat od momentu podpisania tego traktatu, Rosja dokonała agresji na Ukrainę i okroiła jej terytorium, pozbawiając Ukraińców Krymu. Zaś Stany Zjednoczone i Wielka Brytania nie podjęły jakiś zdecydowanych kroków, aby temu zapobiec. Zachodnie gwarancje dotyczące ukraińskiego bezpieczeństwa nie okazały się wystarczająco wiarygodne, aby zatrzymać rosyjską agresję na ten kraj. Nie okazały się one również wystarczająco skuteczne, aby zachować integralność ukraińskiego terytorium.
Co prawda Ukraina nie jest ani członkiem Unii Europejskiej, ani członkiem NATO, jednak traktat budapesztański zobowiązywał Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię do udzielenia wsparcia Ukraińcom, w razie zagrożenia dla ich integralności terytorialnej. Trudno nie odnieść wrażenia, że tego wsparcia zabrakło. Teraz Unia Europejska i Stany Zjednoczone straszą Władimira Putina kolejnymi sankcjami, jeśli Rosja miałaby dokonywać dalszej aneksji ukraińskiego terytorium. Jednak można odnieść wrażenie, iż Zachód pogodził się już z rosyjską aneksją Półwyspu Krymskiego i Sewastopola. Albowiem nie słychać o jakiś konkretnych zachodnich przedsięwzięciach, mających prowadzić do przywrócenia Krymu Ukrainie. Zaś zapowiedzi surowszych sankcji wobec Rosji dotyczą ewentualnych kolejnych aneksji terytorialnych, których Rosja Putina mogłaby dokonać kosztem Ukrainy.
Zachód ograniczył się do protestów, gróźb i symbolicznych sankcji wobec Rosji Putina, gdyż przeważyły względy ekonomiczne. Rosja jest gospodarczym partnerem Unii Europejskiej. Rosja Putina jest również partnerem gospodarczym Stanów Zjednoczonych (choć w mniejszym stopniu, niż w przypadku gospodarczej współpracy UE - Rosja). Zaś Władimir Putin był do niedawna amerykańskim sojusznikiem w szeroko rozumianej wojnie z terroryzmem. Amerykanie potrzebują Rosji w dalszej walce z terrorystami, a przynajmniej potrzebują tego, aby Rosja jej w tej walce nie przeszkadzała.
A więc jaki interes miał Zachód, aby trwale skłócić się z Rosją i samym Władimirem Putinem? A jakie korzyści dla świata zachodniego wynikały ze wspierania Ukrainy? Niewielkie... Tak więc wniosek jest bardzo prosty i oczywisty: świat zachodni nie udzielił skutecznego wsparcia Ukrainie, ponieważ nie miał w tym wystarczającego interesu.
Dzisiaj Polska jest bezpieczna i na obecną chwilę (ale również w następnych pięciu, być może dziesięciu latach) nie będzie nam groziła rosyjska agresja. To wynika ze stanu rosyjskiej gospodarki i kondycji rosyjskiej armii, o czym obszernie pisałem w tekście „Powrót do przeszłości po rosyjsku? Czy Polsce grozi wojna?”. Z artykułem tym możecie się Państwo zapoznać, korzystając z poniższego linku:
Polska jest członkiem Unii Europejskiej i NATO, co powinno dać Polsce poczucie - być może dość wysokie poczucie - bezpieczeństwa. Jednak - i należy to podkreślić z całą stanowczością - ani polskie członkostwo w Unii Europejskiej, ani członkostwo w strukturach militarnych NATO nie daje Rzeczpospolitej absolutnych (czyli stuprocentowych) gwarancji, co do jej bezpieczeństwa, nienaruszalności granic i wsparcia Zachodu w przypadku zewnętrznego zagrożenia.
W razie zewnętrznej agresji, jeśli Zachód będzie miał w tym interes, Polska na pewno będzie mogła liczyć na jego wsparcie. Ale jak sprawić, aby - w razie zagrożenia - Zachód miał interes w udzieleniu Polsce wsparcia i pomocy? Tylko w jeden sposób: Polska musi przystąpić do strefy euro.
Stając się członkiem strefy euro, Polska jednocześnie przystąpi do Unii Europejskiej pierwszej prędkości. Ale, nade wszystko, członkostwo w strefie euro sprawi, iż Polska będzie miała zapewnione wsparcie Zachodu w razie zewnętrznego zagrożenia, albowiem wszelkie zewnętrzne perturbacje będą negatywnie wpływały na wspólną walutę europejską. Z gospodarczego punktu widzenia euro jest dla członków eurozony kluczowym czynnikiem. Wszak od tego, jak silne, czy też jak słabe jest euro zależy w dużej mierze stan gospodarczy państw eurostrefy. Dlatego państwa należące do Eurogrupy zrobią wszystko, a może jeszcze więcej, aby chronić wspólną walutę i zadbać, aby euro – mówiąc kolokwialnie - miało się jak najlepiej. Stany Zjednoczone również są (i będą również w przyszłości) zainteresowane tym, żeby euro trwało w dobrej kondycji. Unia Europejska, a zwłaszcza eurostrefa są jednymi z głównych partnerów gospodarczych i handlowych Stanów Zjednoczonych. Tak więc Amerykanie są - i będą w przyszłości - bardzo zainteresowani tym, aby Unia Europejska i eurozona były w dobrym „zdrowiu gospodarczym”. A ponieważ wysoki poziom gospodarczy nie tylko eurozony, ale również całej Unii Europejskiej w dużej mierze zależy od kondycji waluty euro, to Amerykanie - podobnie, jak państwa eurostrefy - zrobią wszystko, żeby chronić europejską walutę od zewnętrznych zagrożeń. W przypadku członkostwa Polski w eurozonie, agresja rosyjska na Rzeczypospolitą stanowiłaby poważne zagrożenie dla euro. Wówczas, zarówno państwa eurozony, jak również Stany Zjednoczone musiałyby Polsce udzielić wsparcia i pomocy, ponieważ byłoby to w ich własnym interesie. Nic przecież nie przemawia do świata zachodniego tak skutecznie, jak jego gospodarcze interesy i względy ekonomiczne, o czym przekonał się zarówno Władimir Putin, jak i ukraińskie władze w Kijowie.
Polska jest członkiem Unii Europejskiej i paktu militarnego NATO. Ale to nie wystarczy. Członkostwo w Unii Europejskiej i w NATO są ramami polskiego bezpieczeństwa - to prawda. Jednak to stwierdzenie ma swoje faktyczne uzasadnienie zarówno dzisiaj, jak i za pięć, a być może także za dziesięć lat. Dlaczego? Albowiem w tym czasie nie grozi Polsce rosyjska agresja ze względu na fatalny stan gospodarki Federacji Rosyjskiej oraz jej armii.
Aby państwa zachodnie - w razie zewnętrznego zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski - zechciały udzielić nam pełnego wsparcia, to muszą mieć w tym dostateczny interes. W tym momencie Zachód nie ma - ze swojego punktu widzenia - wystarczającego interesu, aby bronić Polski przed zewnętrzną agresją. A więc potrafię sobie wyobrazić jakiś polityczny kompromis pomiędzy Zachodem, a ewentualnym agresorem Polski, który pozwoliłby Zachodowi zachować twarz, ale w wyniku którego Polska integralność terytorialna mogłaby zostać zakwestionowana. Potrafię wyobrazić sobie taki kompromis i to pomimo, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej i NATO.
Tylko członkowstwo w strefie euro zapewni Polsce pełne gwarancje bezpieczeństwa przed agresją zewnętrzną. Przystąpienie Polski do strefy euro powinno być traktowane, jako Polska racja stanu, ponieważ stawką jest zapewnienie nienaruszalności naszych granic. Dopiero wówczas, kiedy Polska będzie członkiem eurozony, Zachód będzie miał wystarczające powody i wystarczająco istotny interes, żeby nam udzielić pomocy. Wszak w takich okolicznościach, od udzielonego Polsce wsparcia, będzie zależał „stan zdrowia euro”, a od kondycji europejskiej waluty uzależnione są gospodarki świata zachodniego.
Nie członkostwo w Unii Europejskiej, nie członkostwo w NATO, ale członkostwo w Eurogrupie zapewni Polsce pełne bezpieczeństwo i zagwarantuje nienaruszalność granic Rzeczypospolitej.
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)