29 marca bieżącego roku minister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergiej Ławrow stwierdził: „Nie zamierzamy przekraczać granicy ukraińskiej ale będziemy bronili rosyjskojęzycznych mieszkańców tego kraju”.
Rosja Putina okroiła ukraińskie terytorium. Władimir Putin dokonał agresji na Krym, a następnie zaanektował Półwysep Krymski, włączając go - wraz z miastem Sewastopol - do Federacji Rosyjskiej.
Rosja umacnia swoją militarną aktywność. Jej wojska przeprowadzają manewry i - rzekomo obronne - ćwiczenia, mające sprawdzić gotowość rosyjskiej armii na wypadek zewnętrznego ataku. Od kilku tygodni trwa koncentracja wojsk Rosji na granicy z Ukrainą. Wedle różnych szacunków siły rosyjskie znajdujące się na granicy z Ukrainą mogą liczyć od 80 do 150 tysięcy żołnierzy. Ponadto zmasowane na granicy z Ukrainą rosyjskie wojska dysponują brygadami pancernymi oraz wozami lekko - i ciężko opancerzonymi.
Władimir Putin nie zmienia swojego stanowiska wobec rządu Arsenija Jaceniuka i zmian politycznych zachodzących na Ukrainie. Co prawda raz po raz słychać dyskretne głosy dochodzące z Kremla, że należałoby nawiązać kontakt z nowymi ukraińskimi władzami, jednak w tym samym czasie Władimir Putin nadal uznaje Wiktora Janukowicza za legalnego prezydenta i jedynego (w tym momencie) prawowitego przedstawiciela Ukrainy. Zaś Wiktor Janukowycz apeluje, jak „poinformowała” rosyjska agencja prasowa ITAR-TASS, aby we wszystkich regionach Ukrainy zorganizować referendum podobne do tego, które odbyło się na Krymie. W tych referendach mieszkańcy wszystkich regionów ukraińskich mieliby odpowiedzieć na pytanie czy chcą nadal pozostać w tej strukturze państwowej (czytaj: czy chcecie do Rosji, czy do Ukrainy, czy chcecie pozostać w Ukrainie w ramach federalnego państwa ukraińskiego).
Po Krymie Władimir Putin skoncentrował swoją uwagę na wschodniej i południowej Ukrainie. Jego działania propagandowe i dywersyjne najbardziej widoczne są na południowym i północnym wschodzie Ukrainy, gdzie rosyjski prezydent chce wywołać tendencje separatystyczne.
Wielu komentatorów zwraca uwagę, że jeśli Władimir Putin tak na serio myśli o oderwaniu wschodu Ukrainy i włączenia go do Federacji Rosyjskiej, to jest to dla niego dogodny moment. Dzisiejsza Ukraina znajduje się w stanie politycznej niestabilności i niepewności. Zaś do wyborów prezydenckich, które mają się odbyć 25 mają bieżącego roku, obecne ukraińskie władze w Kijowie mają charakter przejściowy. Jednak warto zauważyć, iż o ile przejęcie Krymu - z punktu widzenia strat militarnych - nie okazało się dla Putina zbyt kosztowne, to wszelkie próby przejęcia wschodniej Ukrainy mogą okazać się dla rosyjskiego prezydenta niezwykle kosztowne.
Rząd Arsenija Jaceniuka był bardzo krytykowany za brak jasnych rozkazów skierowanych do ukraińskich wojsk stacjonujących na Krymie podczas rosyjskiej agresji na Półwysep. Nowe władze ukraińskie posłuchały rad Unii Europejskiej, która nakłaniała Kijów do nieużywania siły i nie otwierania ognia do rosyjskich wojsk inwazyjnych na Krymie, aby nie dać Władimirowi Putinowi pretekstu do inwazji na całą Ukrainę. Kijów nie użył więc siły wobec rosyjskiego agresora, jednak nie doprowadziło to do zachowania integralności ukraińskiego terytorium. W końcu Rosja Putina zaanektowała Krym i miasto Sewastopol, a wobec tej aneksji Zachód ograniczył się do protestów i symbolicznych sankcji wobec Rosji. Na Ukrainie rząd Jaceniuka jest obecnie oskarżany o uległość wobec Rosji Putina i zdaje sobie sprawę, że w przypadku rosyjskiej agresji na wschodnią część terytorium kraju będzie musiał odpowiedzieć siłą; w przeciwnym razie utraci wiarygodność.
Jaceniuk i jego ministrowie zdają sobie sprawę, że ich kredyt zaufania pośród ukraińskiego społeczeństwa jest coraz bardziej ograniczony, a niewykluczone, że ów kredyt zaczyna się kończyć.
Tak więc w przypadku próby aneksji wschodniej Ukrainy, Władimir Putin będzie musiał liczyć się z konfliktem zbrojnym. Albowiem trudno sobie wyobrazić, aby rząd Jaceniuka lub ukraińskie wojsko oddali Odessę, Charków, czy Donieck bez jednego wystrzału. Pytanie więc brzmi: czy Władimir Putin jest gotów podjąć takie ryzyko, zwłaszcza w sytuacji, w której taki konflikt zbrojny byłby niekorzystny dla rosyjskiego prezydenta pod każdym względem?
Putinowi nie udało się wytworzyć silnych tendencji separatystycznych na wschodzie Ukrainy. Manifestacje zwolenników odłączenia od Ukrainy miały jedynie miejsce w sześciu miastach i były to protesty stosunkowo niewielkie i krótkotrwałe. W zdecydowanej większości mieszkańcy wschodniej i południowej Ukrainy nie chcą odłączenia od państwa ukraińskiego i przyłączenia do Federacji Rosyjskiej. Zdecydowana większość mieszkańców południowo i północno-wschodniej części kraju opowiada się za Ukrainą, a nie za Rosją. A więc w przypadku inwazji na ten obszar, Rosja Putina będzie musiała się liczyć z oporem, ze zbrojnym oporem, co może okazać się dla samej Rosji kosztowne ze względu na liczbę utraconych żołnierzy.
Mało prawdopodobny wydaje się również scenariusz przerzucenia rosyjskich żołnierzy przebranych za „nie wiadomo kogo” na wschód Ukrainy, jak miało to miejsce na Krymie. Takie działania spotkałyby się również z oporem i obroną mieszkańców, którzy najprawdopodobniej widzieliby akt rosyjskiej agresji w tego typu desancie; agresji, której niewątpliwie daliby opór. Krótko mówiąc: z militarnego punktu widzenia krymski scenariusz jest niemożliwy na wschodzie Ukrainy. Nie jest realne przejęcie przez Rosję Putina wschodniej Ukrainy bez zbrojnej konfrontacji, zarówno z ukraińskim wojskiem, jak również z mieszkańcami tych regionów.
Aby przejąć wschód Ukrainy i wcielić go do Federacji Rosyjskiej, Władimir Putin musiałby stoczyć prawdziwą wojnę, która przyniosłaby niewątpliwie straty obu stronom działań zbrojnych. To z kolei może okazać się niezwykle kosztowne dla Putina z punktu widzenia prowadzonej przez niego polityki wewnętrznej. Należy bowiem pamiętać, iż rosyjski prezydent rozpoczął agresję na Krym i konflikt z Ukrainą w dużej mierze na użytek wewnętrzny. Chodziło o to, aby skonsolidować Rosję Putina wokół pretendującego do tytułu cara w momencie, kiedy tracił on w Rosji poparcie i wiarygodność. Putinowi udało się uzyskać aprobatę rosyjskiego społeczeństwa w sprawie swoich działań na Krymie i jego popularność, jak również poparcie wzrosły w Rosji. Jednak należy pamiętać o sondażu sprzed kilku tygodni, z którego jednoznacznie wynika, iż ponad 70 procent Rosjan nie chce wojny z Ukrainą. Z punktu widzenia poniesionych ludzkich strat, inwazja na Krym okazała się dla Rosji stosunkowo mało kosztowna. Z tego, co nam wiadomo tylko jeden żołnierz „krymskiej samoobrony” stracił życie.
Jednak w przypadku agresji na wschód Ukrainy straty w ludziach okazałyby się niewątpliwie o wiele wyższe. Trudno więc wyobrazić sobie, aby rosyjskie społeczeństwo owe straty zaakceptowało tak po prostu, bez jednego słowa protestu. Zwłaszcza, że zdecydowana większość Rosjan nie chce zbrojnej konfrontacji z Ukraińcami, których uznają za bliskich sobie, zarówno kulturowo, jak i religijnie. Z pewnością Władimir Putin pamięta protesty matek sowieckich żołnierzy (mające miejsce pod koniec lat 80. ubiegłego wieku), którzy brali udział w sowieckiej interwencji w Afganistanie. Te protesty okazały się bardzo poważnym problemem dla ówczesnego sekretarza KC KPZR Michaiła Gorbaczowa. Owe protesty wpłynęły na decyzje Gorbaczowa o wycofaniu wojsk z Afganistanu, a nawet - można zaryzykować stwierdzenie - że przyśpieszyły ten proces. Władimir Putin, walczący o poparcie pośród rosyjskiego społeczeństwa, dokonując agresji na wschód Ukrainy mógłby spowodować, iż owe poparcie spadłoby drastycznie. W takiej sytuacji mogłaby urealnić się, bądź przynajmniej przybliżyć, perspektywa „rosyjskiego Majdanu”, której prezydent Federacji Rosyjskiej tak bardzo się obawia.
Warto również zauważyć, iż dzieli nas zaledwie kilka tygodni od Świąt Wielkanocnych. Dla wyznawców prawosławia są to bardzo ważne święta, jak również czas postu, który te Święta poprzedza. Dokonanie agresji na wschód Ukrainy (zamieszkały w zdecydowanej mierze przez wyznawców prawosławia) przed samymi Świętami Wielkanocnymi mogłoby okazać się wielkim błędem. Albowiem rosyjska Cerkiew nie byłaby z tego zadowolona. A warto przypomnieć, iż w Rosji - zaraz po prezydencie - to właśnie Cerkiew cieszy się największym zaufaniem społecznym. Putin przyjął to do wiadomości już kilka lat temu i stara się usilnie rosyjskiej Cerkwi nie drażnić, a nawet okazywać jej szacunek i wsparcie. Inwazja na wschód Ukrainy tuż przed Świętami Wielkanocnymi mogłaby wpłynąć negatywnie na delikatne relacje Kremla z rosyjską Cerkwią.
Rozpoczęcie działań zbrojnych na Ukrainie mogłoby doprowadzić do uaktywnienia się bojowników z północnego Kaukazu, którzy mogliby skorzystać z okazji (odwróconej uwagi Putina od Kaukazu, bowiem jest on skoncentrowany na Ukrainie), aby dać o sobie znać. 18 marca bieżącego roku pojawiło się w Internecie oświadczenie, jakoby bojownicy z północnego Kaukazu mieli wybrać nowego przywódcę. Miał nim zostać Aliaschab Kebekow, używający nazwiska Ali Abu-Muhammad. Kebekow miał zastąpić poprzedniego przywódcę Doku Umarowa, ponieważ ten miał zostać zabity. Wiele wskazuje na to, że Umarow zginął w wyniku przeprowadzonej przez rosyjskie służby specjalne zbrojnej operacji antyterrorystycznej.
Analitycy i komentatorzy sytuacji panującej na Kaukazie wskazują na pochodzenie Kebekowa. Okazuje się bowiem, że nie jest on ani weteranem wojny w Czeczenii, ani Czeczeńcem i że pochodzi on z Dagestanu, gdzie coraz bardziej przenosi się zbrojna działalność islamskiego dżihadu na Kaukazie. Nowy przywódca północnokaukaskich bojowników miał mieć problemy z uznaniem swojego zwierzchnictwa przez dżihadystów działających na terenie Federacji Rosyjskiej, w tym niektórych czeczeńskich bojowników.
Aliaschab Kebekow, aby dowieść swojej skuteczności i wiarygodności jako przywódca oraz przekonać nieprzekonanych do swojego zwierzchnictwa, mógłby wykorzystać moment rosyjskiego zaangażowania militarnego na wschodzie Ukrainy, aby dokonać jakiejś akcji zbrojnej na samym Kaukazie, czy gdziekolwiek indziej w Rosji.
Rosja Putina zaanektowała ukraiński Krym. Teraz wywiera gospodarczy nacisk na Ukrainę i kijowskie władze, aby te spełniły rosyjskie żądania. Rosja oczekuje od Ukrainy zmiany konstytucji i wprowadzenia federalnego modelu państwa. Ponadto Rosja żąda od Ukrainy, aby ta odeszła od polityki zbliżenia z Zachodem, czyli zrezygnowała ze współpracy i z umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, jak również z aspiracji wstąpienia w przyszłości do paktu militarnego NATO. Moskwa już zapowiedziała, iż zniżki na ceny gazu, przyznane Ukrainie w 2010 roku, przestaną obowiązywać od 1 kwietnia bieżącego roku. Moskwa przypomniała, iż zniżka na kupno rosyjskiego gazu została przyznana Ukrainie za możliwość stacjonowania rosyjskich wojsk na należącym do Ukrainy Krymie oraz korzystanie z bazy morskiej na Półwyspie Krymskim. Jednak zdaniem Moskwy, skoro Krym jest teraz rosyjski to umowa ta przestaje obowiązywać.
Rosja Putina wywiera również duży nacisk na ukraińskich biznesmenów i oligarchów, aby ci lobbowali w Kijowie na rzecz przyjęcia przez nowy rząd rosyjskich żądań politycznych. Rosyjscy urzędnicy zamykają konta ukraińskich biznesmenów w rosyjskich bankach i konfiskują ich finansowe aktywa. Rosyjskie służby zamykają ukraińskie firmy czy ukraińskie podmioty zajmujące się biznesem na terenie Rosji. Konfiskują ich budynki i sprzęt. Rosyjskie represje spotykają w szczególności tych biznesmenów, którzy poparli nowy rząd i polityczne zmiany na Ukrainie. Teraz Władimir Putin chce ich za to ukarać.
Rosja blokuje również ukraiński eksport przeznaczony na rosyjskie rynki. Rosyjskie służby celne i weterynaryjne blokują ukraińskie ciężarówki z mięsem i z inną żywnością na granicy ukraińsko-rosyjskiej.
Na chwilę obecną Ukraina jest poddana ogromnemu gospodarczemu naciskowi ze strony Rosji Putina, która chce udowodnić nowym ukraińskim władzom, iż za współpracę polityczną z Zachodem Ukraina zapłaci ogromną cenę. Ale czy Władimir Putin zdecyduje się pójść o krok dalej i dokona inwazji na wschodnią Ukrainę? Argumenty racjonalne przemawiają przeciwko takiej decyzji. Wszak z konfliktu zbrojnego na wschodzie Ukrainy i ze zbrojnej konfrontacji z Ukraińcami rosyjski prezydent nie będzie miał żadnych korzyści, tylko same straty. Pytanie jednak brzmi: czy działania Władimira Putina wobec Ukrainy są kierowane racjonalnymi argumentami, czy też stymulowane impulsami emocjonalnymi?
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (28)