zbigniewstefanik zbigniewstefanik
3051
BLOG

Wybuchu nie było. A kto najbardziej skorzystał na tej hipotezie?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 62

Nie było wybuchu na pokładzie prezydenckiego Tupolewa - poinformowała o tym Prokuratura Wojskowa. Z ostatecznej ekspertyzy fizykochemicznej wynika, iż biegli nie znaleźli na przebadanych próbkach śladów materiałów wybuchowych ani substancji powstających w wyniku ich degradacji.

Kilka dni wcześniej okazało się, iż można poddać w wątpliwość tezę propagowaną przez Chrisa Cieszewskiego, jakoby prezydencki Tupolew nie mógł zahaczyć o brzozę w dniu katastrofy smoleńskiej, ponieważ owe drzewo miało być ścięte już pięć dni wcześniej. Miały o tym świadczyć zdjęcia satelitarne, zrobione 5 kwietnia 2010 roku. Jednak w opinii innych ekspertów, Chris Cieszewski miał się pomylić. To nie miała być brzoza, tylko pozostałość po plocie. Czyli - sterta desek.

W ubiegłym roku teza o smoleńskim zamachu ucierpiała również w wyniku kilku wpadek jej propagatorów. Profesor Jacek Rońda przyznał na antenie Telewizji Trwam, że, kiedy twierdził, iż prezydencki Tupolew nie zszedł poniżej stu metrów w dniu katastrofy - blefował. A jeszcze wcześniej zostały również ujawnione „niezwykle kompetencje” ekspertów zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza.

Teza o zamachu w Smoleńsku traci na wiarygodności, albowiem jej założenia zdają się nie znajdować potwierdzenia w badaniach i analizach przeprowadzanych przez biegłych oraz ekspertów w zakresie lotnictwa i katastrof lotniczych.

Teza o smoleńskim zamachu traci również sojuszników. To przecież media związane ze środowiskiem Tadeusza Rydzyka podważyły opinie jednego z najbardziej rozpoznawalnych naukowców wspierających zespół parlamentarny Antoniego Macierewicza, czyli doktora Chrisa Cieszewskiego. Czy teoria o smoleńskim zamachu również straci zwolenników w bliskiej lub dalszej perspektywie czasowej?

W polskiej przestrzeni publicznej można spotkać się z opinią, jakoby teoria o zamachu w Smoleńsku stała się dobrym środkiem dla zbudowania kapitału politycznego i medialnego. W Polsce można spotkać się również z wypowiedziami, jakoby dla niektórych środowisk medialnych relacjonowanie smoleńskiego śledztwa w „zamachowym” tonie stało się dobrym sposobem na zarabianie pieniędzy. Kto, gdzie, jak i ile skorzystał na teorii o smoleńskim zamachu w Polsce to pytania drugorzędne. Albowiem korzyści, jakie ktoś mógł uzyskać w Polsce dzięki tej teorii są znikome w porównaniu do korzyści, jakie z tezy o zamachu w Smoleńsku uzyskało państwo nieprzyjazne Rzeczpospolitej, czyli Rosja Putina.

Teza o smoleńskim zamachu podzieliła Polaków i sprawiła, iż brutalny spór polityczny stał się polską codziennością. Teoria o smoleńskim zamachu obniżyła poczucie bezpieczeństwa wielu polskich obywateli. Albowiem ci, którzy w ową teorię uwierzyli, jednocześnie nie dawali wiary państwowym strukturom Rzeczypospolitej. Teza o smoleńskim zamachu obniżyła więc poziom zaufania wielu polskich obywateli do państwa polskiego i jego najwyższych przedstawicieli. To w efekcie osłabiło Polskę i wzmocniło Rosję Putina w relacjach z Rzeczypospolitą. Władimir Putin miał (i ma nadal) świadomość, iż katastrofa smoleńska dzieli Polaków. Zaś niemała część polskiego społeczeństwa wolała uwierzyć w smoleński zamach, tezę, do której skonstruowania i propagowania Rosja Putina dołożyła być może swoje trzy grosze, niż w polskie dochodzenie w tej sprawie i w ustalenia polskich instytucji.

Władimir Putin, świadomy polskiego konfliktu dotyczącego przyczyn katastrofy smoleńskiej, umiejętnie potrafi wykorzystać to na własny użytek. Rosja nadal nie oddała Polsce wraku prezydenckiego Tupolewa. Czarne skrzynki z prezydenckiego statku powietrznego nadal znajdują się w Rosji. W ten sposób Rosja Putina trzyma Polaków w niepewności i podsyca wątpliwości, co do przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Dlaczego nie chcą oddać wraku Tupolewa? Dlaczego nie chcą oddać czarnych skrzynek? Co mają do ukrycia? Kto nas oszukuje?

Te pytania zadaje sobie wiele Polaków, a Rosja Putina chce, żeby tak właśnie było. W ten sposób wPolsce tworzy się atmosferę niepewności i powoduje, że nadal obniża się poziom zaufania części polskiego społeczeństwa do państwa. Można się domyślać, że  właśnie z tego powodu Rosja nie oddała polskiej stronie ani wraku, ani czarnych skrzynek. Albowiem Kreml z pewnością chce, żeby Polacy wątpili. Niewątpliwie Władimir Putin dąży do tego, aby spotęgować obawy Polaków przed Rosją i budować polskie poczucie zagrożenia. Dlatego zależy mu na tym, aby Polacy spoglądali na Rosję, jako na kraj silny, wszechmocny, który nawet „być może nie zawahał się zamordować polskiego prezydenta” .

Dopóki będzie trwała w Polsce debata o tym czy miał miejsce w Smoleńsku zamach na prezydenckiego Tupolewa, czy nie, to nie rozpocznie się debata o rosyjskiej współodpowiedzialności za katastrofę smoleńską. Właśnie o to chodzi Rosji Putina, która z pewnością nie życzy sobie debaty o swojej współodpowiedzialności w katastrofie smoleńskiej. Kreml zdaje sobie przecież sprawę z tego, iż państwo rosyjskie jest współodpowiedzialne za tę tragedię. Lotnisko, na którym miał ładować prezydencki Tupolew jest własnością Rosji, czyli Rosja odpowiada za jego stan techniczny i jego utrzymanie. Wiemy przecież, że stan tego lotniska był po prostu dramatyczny pod każdym względem. Co więcej, rosyjscy kontrolerzy nie wykazali się profesjonalizmem, a wręcz wykazali się dość daleko idącą niechlujnością przy sprowadzaniu prezydenckiego samolotu na ziemię. To kolejny dowód na współodpowiedzialność Rosji w tej tragedii.

Dowiedzenie współodpowiedzialności rosyjskiej w katastrofie smoleńskiej oznaczałoby otwarcie drogi prawnej (również w świetle prawa międzynarodowego) do roszczeń i pozwów dotyczących odszkodowań. I tego właśnie obawia się Rosja Putina. Kiedy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Rosja Putina nie zamierza wypłacać grosza odszkodowania rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej. A rosyjskie władze są świadome, iż w przypadku ustalenia współodpowiedzialności ich państwa w katastrofie smoleńskiej, Rosja byłaby zobowiązana wypłacić rodzinom odszkodowania, być może wysokie odszkodowania.

Podział polskiego społeczeństwa. Obniżenie zaufania polskich obywateli do polskich instytucji i polskiego państwa. Możliwość tworzenia w Polsce wewnętrznego poczucia niepewności i zagrożenia. Brak dyskusji o współodpowiedzialności za katastrofę smoleńską i brak pozwów o odszkodowania finansowe. Oto jak Rosja Putina skorzystała na „propagowaniu” w Polsce tezy o smoleńskim zamachu.

Trudno nie zauważyć, iż - z punktu widzenia interesów Rosji Putina - teza o smoleńskim zamachu wykonała dla rosyjskiego prezydenta - mówiąc kolokwialnie - kawał dobrej roboty. Trudno nie zauważyć, iż propagowanie tezy o smoleńskim zamachu służyło i nadal służy interesom samego Wladimira Putina i Putinowskiej Rosji. Trudno więc nie postawić pytania: czy propagatorzy tezy o smoleńskim zamachu działali w sposób świadomy, czy też nie byli świadomi tego, kto na ich działalności najwięcej skorzysta?

Można bowiem odnieść wrażenie, iż na owej działalności najwięcej skorzystała Rosja Putina.

 

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (62)

Inne tematy w dziale Polityka