„Ja bym sobie nie życzył niemieckich wojsk na polskim terytorium, bo to musi przynajmniej siedem pokoleń minąć, żeby to było dopuszczalne“. Ta wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego z 2 kwietnia bieżącego roku wywołała poruszenie w polskiej przestrzeni publicznej. Jednak owa wypowiedź przywódcy partii Prawo i Sprawiedliwość nie zasługuje na tak wielką uwagę, jaką poświęca się jej w polskiej przestrzeni medialnej.
Aktualnie trwa kampania wyborcza do europarlamentu. Jak przy każdej kampanii wyborczej prezes PiS-u wywołuje Niemców do tablicy. W październiku 2011 roku, podczas kampanii poprzedzającej wybory parlamentarne w Polsce, od Jarosława Kaczyńskiego dostało się kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Przypominam, Jarosław Kaczyński stwierdził wówczas, iż Angela Merkel „nie stała się kanclerzem Niemiec przez przypadek”.
Zostawmy jednak tę niezręczną i niefortunną wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o jego życzeniach i niemieckich wojskach. Albowiem nie pierwsza to i nie ostatnia niezręczną i niefortunna wypowiedź lidera największej dziś partii opozycyjnej w Polsce.
Jednak skoro prezes PiS-u wywołał już Niemców do tablicy, to skorzystam z tej okazji, aby wraz z Wami, drodzy Czytelnicy, zastanowić się nad jakością bieżących stosunków polsko-niemieckich.
Donald Tusk zrobił bardzo wiele, aby doszło do politycznego zbliżenia Polski i Republiki Federalnej Niemiec. W stosunkach polsko-niemieckich miała nastąpić nowa jakość. Niemcy mieli się stać naszymi głównymi partnerami i sojusznikami w Europie. Przyjaźń polsko-niemiecka miała kwitnąć. W przeszłości niemiecka prasa nie szczędziła pochwał Donaldowi Tuskowi, jak również jego ministrom: Radosławowi Sikorskiemu i – nade wszystko - Jackowi Rostowskiemu. O byłym polskim ministrze finansów publicznych niemiecka prasa pisała wielokrotnie jako o twórcy „polskiej zielonej wyspy”. W pogrążonej w kryzysie Europie podawano Rostowskiego jako przykład do naśladowania... W polsko-niemieckich relacjach ponoć nigdy nie było tak dobrze, jak teraz.
Jestem z natury nieufny i dlatego sprawdzam.
W sprawie rosyjskiej blokady na import polskiego mięsa trudno mówić o sojuszniczym wsparciu niemieckiego „przyjaciela”. Z pewnością Republika Federalna Niemiec ma o wiele większe możliwości oddziaływania na Rosję Putina, niż Polska. Przecież Niemcy mają z Rosją Putina bardzo rozlegle i dobre relacje gospodarcze, biznesowe i handlowe. Z pewnością ich głos miałby jakieś znaczenie, jeśli wstawiliby się za Polską i domagali się od Władimira Putina zniesienia zakazu importu mięsa z Polski. Jednak tak się nie stało. Rosyjska blokada importu polskiej wieprzowiny trwa już dłuższy czas. Zaś niemiecki sojusznik przygląda się z boku i nam nie pomaga.
Na propozycję Donalda Tuska, dotyczącą stworzenia europejskiej unii energetycznej Niemcy nie mówią zdecydowanego „nie”, ale jednoznacznie dają do zrozumienia, że nie są gotowi na wypowiedzenie zdecydowanego „tak”. Polska, głosem swojego rządu, dąży do tego, aby Unia Europejska kupowała surowce w Rosji jako jeden podmiot. Na tym właśnie miałaby polegać europejska unia energetyczna. Jednak taka inicjatywa mogłaby - hipotetycznie - zaszkodzić bilateralnym (biznesowym i gospodarczym) stosunkom Rosja-Niemcy. Tego Niemcy nie chcą.
Większej militarnej obecności w środkowej Europie (w tym w Polsce i w byłych republikach nadbałtyckich) wojsk sprzymierzonych paktu militarnego NATO Niemcy mówią zdecydowanie „nie”. Na wyrażone przez Radosława Sikorskiego życzenie, dotyczące stałego stacjonowania na terytorium Polski dwóch brygad wojsk sprzymierzonych NATO, minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier odpowiedział: Nie sadzę, by minister Sikorski rzeczywiście mówił o tym, że możliwe jest w Polsce stacjonowanie oddziałów NATO, zwłaszcza w takich rozmiarach. Sadzę, że wie, że stoi to w sprzeczności z porozumieniami zawartymi pomiędzy NATO a Rosją.
Niemcy nie chcą robić niczego, co mogłoby rozdrażnić rosyjskiego niedźwiedzia, z którym przecież robią interesy. Trwałe skłócenie się z Rosją Putina mogłoby tym interesom zaszkodzić. Wtedy już nie tylko pan Gerard Schröder, ale również przedstawiciele koncernu Siemens i innych niemieckich korporacji mogliby być niezadowoleni. Zresztą nie tylko oni...
Trudno nie zauważyć, że sojusz polsko-niemiecki to sojusz jednostronny, w którym jeden korzysta i nie chce dać od siebie niczego w zamian swojemu rzekomemu sojusznikowi.
Niemcy są gotowi wspierać Ukrainę i jej polityczne przemiany, ale tak, żeby nie naraziło to na szwank dobrze prosperujących biznesowych i handlowych stosunków Moskwa - Berlin. Niemcy są gotowi pomóc Polsce nawet w razie jakiejś zewnętrznej agresji, ale są jedynie gotowi udzielić Polsce takiej pomocy, jaka nie będzie ich kosztowała jednego eurocenta.
Szanowny Panie Premierze, najwyraźniej polsko-niemiecka przyjaźń nie jest tak daleko idąca, jak mogło się Panu wydawać. Proponuję więc zrewidować Pańską politykę europejską. Tak samo, jak był Pan zmuszony zrewidować swoją politykę wobec Rosji Putina po rosyjskiej agresji na Krym. Panie Premierze, proponuje poszukać Polsce innego sojusznika w Europie. Wszak sojusz z Niemcami okazuje się - z polskiego punktu widzenia - coraz mniej korzystny.
Panie Prezesie, Pan nie musi obawiać się Niemców. Żadnego większego zgrupowania wojsk niemieckich w ramach NATO w najblizszym czasie na terytorium Polski nie będzie. Niemcy tego nie chcą. Albowiem mogłoby to popsuć ich dobrze prosperującą współpracę gospodarczą i biznesową z Rosją Putina.
Panie Prezesie, Pan się nie martwi, Niemcy nie chcą nam pomagać. Najwyraźniej, udzielanie Polsce wsparcia i pomocy, to dla Niemców niezbyt korzystny interes!
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)