zbigniewstefanik zbigniewstefanik
214
BLOG

Pan się nie martwi, Panie Prezesie. Niemcy nie chcą nam pomagać!

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 1

„Ja bym sobie nie życzył niemieckich wojsk na polskim terytorium, bo to musi przynajmniej siedem pokoleń minąć, żeby to było dopuszczalne“. Ta wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego z 2 kwietnia bieżącego roku wywołała poruszenie w polskiej przestrzeni publicznej. Jednak owa wypowiedź przywódcy partii Prawo i Sprawiedliwość nie zasługuje na tak wielką uwagę, jaką poświęca się jej w polskiej przestrzeni medialnej.

Aktualnie trwa kampania wyborcza do europarlamentu. Jak przy każdej kampanii wyborczej prezes PiS-u wywołuje Niemców do tablicy. W październiku 2011 roku, podczas kampanii poprzedzającej wybory parlamentarne w Polsce, od Jarosława Kaczyńskiego dostało się kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Przypominam, Jarosław Kaczyński stwierdził wówczas, iż Angela Merkel „nie stała się kanclerzem Niemiec przez przypadek”.

Zostawmy jednak tę niezręczną i niefortunną wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o jego życzeniach i niemieckich wojskach. Albowiem nie pierwsza to i nie ostatnia niezręczną i niefortunna wypowiedź lidera największej dziś partii opozycyjnej w Polsce.

Jednak skoro prezes PiS-u wywołał już Niemców do tablicy, to skorzystam z tej okazji, aby wraz z Wami, drodzy Czytelnicy, zastanowić się nad jakością bieżących stosunków polsko-niemieckich.

Donald Tusk zrobił bardzo wiele, aby doszło do politycznego zbliżenia Polski i Republiki Federalnej Niemiec. W stosunkach polsko-niemieckich miała nastąpić nowa jakość. Niemcy mieli się stać naszymi głównymi partnerami i sojusznikami w Europie. Przyjaźń polsko-niemiecka miała kwitnąć. W przeszłości niemiecka prasa nie szczędziła pochwał Donaldowi Tuskowi, jak również jego ministrom: Radosławowi Sikorskiemu i – nade wszystko - Jackowi Rostowskiemu. O byłym polskim ministrze finansów publicznych niemiecka prasa pisała wielokrotnie jako o twórcy „polskiej zielonej wyspy”. W pogrążonej w kryzysie Europie podawano Rostowskiego jako przykład do naśladowania... W polsko-niemieckich relacjach ponoć nigdy nie było tak dobrze, jak teraz.

Jestem z natury nieufny i dlatego sprawdzam.

W sprawie rosyjskiej blokady na import polskiego mięsa trudno mówić o sojuszniczym wsparciu niemieckiego „przyjaciela”. Z pewnością Republika Federalna Niemiec ma o wiele większe możliwości oddziaływania na Rosję Putina, niż Polska. Przecież Niemcy mają z Rosją Putina bardzo rozlegle i dobre relacje gospodarcze, biznesowe i handlowe. Z pewnością ich głos miałby jakieś znaczenie, jeśli wstawiliby się za Polską i domagali się od Władimira Putina zniesienia zakazu importu mięsa z Polski. Jednak tak się nie stało. Rosyjska blokada importu polskiej wieprzowiny trwa już dłuższy czas. Zaś niemiecki sojusznik przygląda się z boku i nam nie pomaga.

Na propozycję Donalda Tuska, dotyczącą stworzenia europejskiej unii energetycznej Niemcy nie mówią zdecydowanego „nie”, ale jednoznacznie dają do zrozumienia, że nie są gotowi na wypowiedzenie zdecydowanego „tak”. Polska, głosem swojego rządu, dąży do tego, aby Unia Europejska kupowała surowce w Rosji jako jeden podmiot. Na tym właśnie miałaby polegać europejska unia energetyczna. Jednak taka inicjatywa mogłaby - hipotetycznie - zaszkodzić bilateralnym (biznesowym i gospodarczym) stosunkom Rosja-Niemcy. Tego Niemcy nie chcą.

Większej militarnej obecności w środkowej Europie (w tym w Polsce i w byłych republikach nadbałtyckich) wojsk sprzymierzonych paktu militarnego NATO Niemcy mówią zdecydowanie „nie”. Na wyrażone przez Radosława Sikorskiego życzenie, dotyczące stałego stacjonowania na terytorium Polski dwóch brygad wojsk sprzymierzonych NATO, minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier odpowiedział: Nie sadzę, by minister Sikorski rzeczywiście mówił o tym, że możliwe jest w Polsce stacjonowanie oddziałów NATO, zwłaszcza w takich rozmiarach. Sadzę, że wie, że stoi to w sprzeczności z porozumieniami zawartymi pomiędzy NATO a Rosją.

Niemcy nie chcą robić niczego, co mogłoby rozdrażnić rosyjskiego niedźwiedzia, z którym przecież robią interesy. Trwałe skłócenie się z Rosją Putina mogłoby tym interesom zaszkodzić. Wtedy już nie tylko pan Gerard Schröder, ale również przedstawiciele koncernu Siemens i innych niemieckich korporacji mogliby być niezadowoleni. Zresztą nie tylko oni...

Trudno nie zauważyć, że sojusz polsko-niemiecki to sojusz jednostronny, w którym jeden korzysta i nie chce dać od siebie niczego w zamian swojemu rzekomemu sojusznikowi.

Niemcy są gotowi wspierać Ukrainę i jej polityczne przemiany, ale tak, żeby nie naraziło to na szwank dobrze prosperujących biznesowych i handlowych stosunków Moskwa - Berlin. Niemcy są gotowi pomóc Polsce nawet w razie jakiejś zewnętrznej agresji, ale są jedynie gotowi udzielić Polsce takiej pomocy, jaka nie będzie ich kosztowała jednego eurocenta.

Szanowny Panie Premierze, najwyraźniej polsko-niemiecka przyjaźń nie jest tak daleko idąca, jak mogło się Panu wydawać. Proponuję więc zrewidować Pańską politykę europejską. Tak samo, jak był Pan zmuszony zrewidować swoją politykę wobec Rosji Putina po rosyjskiej agresji na Krym. Panie Premierze, proponuje poszukać Polsce innego sojusznika w Europie. Wszak sojusz z Niemcami okazuje się - z polskiego punktu widzenia - coraz mniej korzystny.

Panie Prezesie, Pan nie musi obawiać się Niemców. Żadnego większego zgrupowania wojsk niemieckich w ramach NATO w najblizszym czasie na terytorium Polski nie będzie. Niemcy tego nie chcą. Albowiem mogłoby to popsuć ich dobrze prosperującą współpracę gospodarczą i biznesową z Rosją Putina.

Panie Prezesie, Pan się nie martwi, Niemcy nie chcą nam pomagać. Najwyraźniej, udzielanie Polsce wsparcia i pomocy, to dla Niemców niezbyt korzystny interes!

 

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka