zbigniewstefanik zbigniewstefanik
3919
BLOG

Były asystent posłanki Natalli-Świat o katastrofie smoleńskiej

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 14

 

 

 

Cztery lata mijają od tragedii w Smoleńsku. 10 kwietnia 2010 roku doszło do najbardziej tragicznego wydarzenia w powojennej historii Polski, na służbie zginęło wówczas 96 pasażerów prezydenckiego statku powietrznego. Jedną z ofiar tej katastrofy była posłanka na Sejm RP Aleksandra Natalli-Świat, której byłem jednym z asystentów.

Myślę, że rocznica tego tragicznego w skutkach wydarzenia to czas, w którym należy wspominać tych, którzy dokonali żywota na służbie Rzeczypospolitej. Rocznica tragedii smoleńskiej to taki moment, kiedy warto wrócić pamięcią do tego wydarzenia, jak również do zdarzeń, które miały miejsce niedługo później. Albowiem wiele z nich, a także decyzje podjęte przez osoby publiczne doprowadziły do podziału, z którym w Polsce mamy teraz do czynienia.

Katastrofa smoleńska była dla mnie strasznym wydarzeniem. Pamiętam każdą chwilę, każdy moment tego strasznego dnia. Informacja o tej tragedii zastała mnie w domu. Zadzwonił kolega i powiedział: „Zbyszek, włącz telewizor, oni wszyscy zginęli”. Nie za bardzo rozumiałem o co mu chodzi. „Jakiś głupi kawał, czy co?” - pomyślałem sobie w tym momencie. Nawet powiedziałem mu kilka słów do słuchu, że tak nie powinno się żartować. Ale on nalegał, a więc włączyłem telewizor; byłem jeszcze wtedy sceptycznie nastawiony do tego, co powiedział mi kolega. I wtedy nastąpiła chwila grozy - oni faktycznie wszyscy zginęli! Nie wiedziałem, co powiedzieć, nie wiedziałem, co robić. Tak jakoś bez zastanowienia chwyciłem za telefon i zacząłem dzwonić do pozostałych współpracowników pani Poseł. Od nich dowiedziałem sie, że to prawda. Oni wszyscy zginęli...

Jedno zdanie, bardzo często wypowiadane przez panią poseł Natalli-Świat, szczególnie zapadło mi w pamięci. Pani poseł była zwykła mówić: „Ja nikomu wróg“. I to była prawda, ona nikomu wrogiem nie była. Zawsze była wrażliwa i wyczulona na ludzką krzywdę. Zawsze starała się pomóc tym, którzy pomocy potrzebowali. Nie odpowiadała na uszczypliwe czy złośliwe uwagi pod jej adresem, których ze strony nieżyczliwych przecież nie brakowało. Posłanka na Sejm RP Aleksandra Natalli-Świat była po prostu dobrym człowiekiem, osobą niezwykle zaangażowaną w swoją działalność publiczną i w obowiązki, które z niej wynikały.

Różne są motywacje, które skłaniają ludzi do wzięcia udziału w życiu politycznym. Jedni zajmują się polityką dla pieniędzy, kolejni - dla sławy. Jeszcze inni robią to, aby znaleźć się w kręgach władzy. Istnieje jednak grupa polityków, którzy trudnią się służbą publiczną, żeby coś zmienić na lepsze i robią to bezinteresownie. Do tej właśnie grupy należała posłanka Aleksandra Natalli-Świat. Ona nie robiła tego dla pieniędzy, dla sławy czy po to, by posiadać jakąś władzę. Ona robiła to z poczucia potrzeby służenia Polsce i jej obywatelom. Pani poseł wierzyła w to, co robiła: w swoją publiczną i polityczną służbę angażowała się cała sobą i wkładała w nią całe swoje serce. Jej śmierć to ogromna strata dla polskiego życia politycznego. Albowiem brakuje w polskiej przestrzeni publicznej polityków, którzy potrafiliby wziąć udział w debacie, w ostrej dyskusji, zachowując przy tym klasę. Posłanka Aleksandra Natalli-Świat potrafiła zachować klasę w każdej sytuacji.

Katastrofa smoleńska była straszną tragedią dla naszego kraju. Jednak niewiele mniejszą tragedią było to, co miało się dopiero wydarzyć. Okazało się bowiem, iż nie potrafimy wytrzymać skupieni w żałobie i być zjednoczeni dłużej, niż trzy dni. Tak, tylko trzy dni wytrzymała zgoda polsko-polska. Albowiem czwartego dnia ktoś poczuł potrzebę, aby ją zburzyć.

Andrzej Wajda publicznie sprzeciwiał się pochówkowi prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki na Wawelu. Powstał więc list...

Bardzo szybko rosła grupa przeciwników pochowku pary prezydenckiej na Wawelu. No i rozpoczęła się awantura o to, gdzie ma zostać pochowany tragicznie zmarły prezydent.

Mam wielki żal do Andrzeja Wajdy, albowiem zakłócił on żałobę narodową i zerwał polsko-polską zgodę. Tydzień żałoby narodowej, który miał miejsce po katastrofie smoleńskiej był okresem szczególnym i należało to uszanować. Być może Andrzej Wajda i inni nie zgadzali się z tym, żeby prezydent Lech Kaczyński został pochowany na Wawelu. Jednak ze względu na wyjątkowy charakter, ze względu na tragiczny charakter tamtych dni, pan reżyser powinien tę decyzję uszanować. Andrzej Wajda powinien się z tą decyzją pogodzić w imię zgody polsko-polskiej; w imię pojednania, które nastąpiło w Polsce po katastrofie smoleńskiej i które swoimi działaniami Andrzej Wajda naraził na szwank. To nie był moment na wszczynanie awantur.

Panie Reżyserze, mam do Pana ogromny żal, albowiem tego dnia, (być może nieświadomie, ale jednak) zasiał Pan w polskiej ziemi pierwsze ziarno polsko-polskiej wojny o Smoleńsk.

Drugie ziarno polsko-polskiego konfliktu po katastrofie smoleńskiej zostało zasiane w polskiej ziemi przez urzędującego prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Decyzją Pałacu Prezydenckiego krzyż na Krakowskim Przedmieściu miał zostać usunięty.

Dlaczego? Komu ten krzyż przeszkadzał? Dlaczego tak szybko i w taki sposób? Można spotkać się z opinią, jakoby ta decyzja została podjęta w celu odwrócenia uwagi opinii publicznej od podnoszenia w tych dniach przez rząd podatku VAT z 22 do 23 procent. Być może jest to prawda, być może nie. Ja jednak uważam, iż decyzja usunięcia krzyża z Krakowskiego Przedmieścia tak szybko i właśnie w taki sposób była po prostu wyrazem myśli: zwycięzca zgarnia wszystko. I tak się właśnie stało...

Awantura o krzyż na Krakowskim Przedmieściu rozpoczęła wojnę polsko-polską o symbole, o Smoleńsk i o przyczyny katastrofy smoleńskiej. W Polsce rozpoczęło się określanie tych, którzy mieli odmienne zdanie w kategoriach, „oni” i „my”. Nastąpił rozłam, trwały rozłam, który trwa do dzisiaj. Powstały pierwsze publikacje i pierwsze filmy dokumentalne sugerujące, iż w Smoleńsku doszło do zamachu na prezydenckiego Tupolewa. A druga strona zaczęła owe publikacje i filmy dokumentalne zwalczać z nie mniejszą werwą od tej, jaką przejawiali propagatorzy teorii o smoleńskim zamachu.

Nie jestem zwolennikiem tezy o smoleńskim zamachu. Uważam, że tego dnia doszło do tragicznej katastrofy. Tak uważam, albowiem propagatorzy teorii o zamachu w Smoleńsku - w mojej opinii - nie przedstawili żadnych wiarygodnych dowodów ani wyników poważnych czy fachowych badań przeprowadzonych przez kompetentnych ekspertów; wyników czy dowodów świadczących o wiarygodności tezy o zamachu. Do mnie przemawiają tylko dowody obiektywne i jestem otwarty na wszystkie dowody w tej sprawie.

Nie jestem zwolennikiem teorii smoleńskiego zamachu. Jednak jeśli ktoś przedstawi mi obiektywne dowody (wynikające z prac i dochodzenia kompetentnych ekspertów) na to, że tego dnia doszło do zamachu na prezydenckiego Tupolewa, to przyjmę to do wiadomości; przyznam, że się pomyliłem i przeproszę. Jednak w tym momencie nikt takich dowodów mi nie przedstawił i dopóki tak się nie stanie to będę twierdził, również publicznie, że tego tragicznego dnia doszło do katastrofy lotniczej.

Debata o przyczynach katastrofy smoleńskiej będzie z pewnością toczyła się w Polsce przez kolejne lata, przez kolejnych kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Jednak warto byłoby przeprowadzić równolegle debatę o stanie polskiego państwa; debatę o jakości jego instytucji i struktur państwowych. Polskie państwo zawiodło w dniu katastrofy smoleńskiej, a jego instytucje i struktury nie wykazały się dostateczną fachowością. Polskie państwo zawiodło również po katastrofie smoleńskiej, czego dowodem jest (między innymi) obecność wraku prezydenckiego Tupolewa, który nadal znajduje się na terenie Federacji Rosyjskiej oraz niekończące się śledztwo smoleńskie.

Mam nadzieje, że z katastrofy smoleńskiej zostaną wyciągnięte wnioski na przyszłość.

Mam nadzieje, że pewnego dnia, pomimo różnic i podziałów, uda się zorganizować wspólne uroczystości upamiętniające ofiary tej tragedii. Mam nadzieję, że pewnego dnia uda się razem, nam wszystkim, oddać należytą cześć ofiarom katastrofy smoleńskiej.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka