zbigniewstefanik zbigniewstefanik
647
BLOG

Żyj i daj żyć innym. O krzyżu i „Tęczy” na Placu Zbawiciela

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 12

12 kwietnia bieżącego roku przedstawiciele Ruchu Narodowego usiłowali zablokować odbudowę instalacji „Tęcza”, która ma ponownie stanąć w Warszawie na Placu Zbawiciela. Ich zdaniem „Tęcza” jest symbolem osób homoseksualnych i środowisk LGBT.

Narodowcy nie zgadzają się na promocję homoseksualizmu, a właśnie z tym owa  „Tęcza” im się kojarzy. Tak więc skoro „Tęcza” z tym im się kojarzy, to postanowili zablokować jej odbudowę, zapewne kierując się zasadą „Wolnoć, Tomku, w swoim domku”. Być może Ruch Narodowy nie wie, że instalacja została stworzona w całkowicie innym celu, niż ten, o którym narodowcy mówią. Być może narodowcy nie wiedzą, że owa „Tęcza” nie ma nic wspólnego z promocją homoseksualizmu.

Podczas polskiej prezydencji w Unii Europejskiej instalacja znajdowała się przed Parlamentem Europejskim; do Warszawy została przeniesiona dopiero w 2012 roku, czyli już po zakończeniu polskiej prezydencji w UE. Tak więc jeśli owa „Tęcza” ma coś symbolizować, to jest to namacalna pamiątka po pierwszej polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, jest symbolem Wspólnoty Europejskiej, albo – po prostu - dowodem przywiązania naszego kraju do integracji z Unią Europejską. Albowiem „Tęcza” to przede wszystkim symbol integracji europejskiej.

Ale narodowców to nie przekonuje. Skoro nie podoba im się „Tęcza” na Placu Zbawiciela, skoro źle kojarzy im się ta instalacja, to ma ona stamtąd zniknąć i tyle.

Niemal cztery lata temu stolica polski była świadkiem, a być może zakładnikiem podobnej sytuacji. W sierpniu 2010 roku rozpoczęła się bowiem awantura o krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Wówczas krzyż przeszkadzał urzędującemu prezydentowi RP Bronisławowi Komorowskiemu i jego Kancelarii, i dlatego miał zostać usunięty. Na nic się zdały prośby. Na nic się zdały protesty. Kancelaria Prezydenta RP była w tej sprawie nieugięta.

Pod krzyżem działy się rzeczy straszne. Zaczęto rzucać puszkami po piwie i niedopałkami papierosów w protestujących przeciwko usunięciu krzyża z Krakowskiego Przedmieścia. Raptem pojawiła się grupa przeciwników obrońców krzyża. Owa grupa skonstruowała krzyż z puszek po piwie i oddawała na niego mocz. Obrońcy krzyża byli obrażani i – dosłownie - opluwani. W końcu krzyż został usunięty z Krakowskiego Przedmieścia i - powtórzę raz jeszcze - na nic zdały się prośby i protesty.

O czym świadczą dwa wyżej wymienione przykłady? O co chodzi? Chodzi o to, że w Polsce wszyscy mówią i krzyczą, ale nikt nikogo nie słucha. Każdy wykrzykuje swoje racje, ale nie słucha racji innych. Każdy broni swoich racji, każdy forsuje swoje przekonania i poglądy. Ale w Polsce zbyt rzadko zwraca się uwagę na poglądy innych.

W Polsce mamy do czynienia z ciągłymi walkami pomiędzy różnymi środowiskami politycznymi, które odbierają sobie nawzajem prawo do funkcjonowania w przestrzeni publicznej i propagowania swoich poglądów, swojej ideologii, swoich przekonań. W Polsce nie ma debaty. Jest tylko awantura, ciągła awantura wywoływana przez tych, którzy nie mają, bądź nie znają innego sposobu na zaistnienie na forum publicznym, niż za pomocą krzyku i zmierzania do konfrontacji.

Przecież na Krakowskim Przedmieściu było miejsce dla krzyża i dla tych, którzy się przy nim modlili. Przecież na Placu Zbawiciela jest miejsce dla „Tęczy”. Przecież każdy może widzieć w artystycznym dziele symbol tego, czego tylko chce i nie powinno być to powodem do usuwania obiektu, który przecież nikomu nie zawadza.

Krzyż do nienawiści nie nawoływał. A jednak był on znienawidzony przez jego przeciwników; ów krzyż stał się jednocześnie obiektem i przyczyną nienawiści. Również „Tęcza” nie nawołuje do nienawiści. A jednak okazuje się, że stała się do tego stopnia znienawidzona, że 11 listopada ubiegłego roku doszło do jej podpalenia.

Tolerancja - oto z czym współczesne polskie społeczeństwo ma poważny problem. Akceptacja innych poglądów politycznych i innych światopoglądów – oto, co zdecydowanej części polskiego społeczeństwa przychodzi z wielkim trudem. Polityczny, światopoglądowy i kulturowy kompromis jest niezbędny w każdym społeczeństwie, a w szczególności w dobie coraz większej różnorodności światopoglądowej i kulturowej.

Polska, stając się częścią Unii Europejskiej, dobrowolnie poddała się procesowi europeizacji. Światopoglądowa, polityczna i kulturowa różnorodność są głównymi cechami procesu europeizacji. Polskie społeczeństwo będzie stawało się coraz bardziej różnorodne. To skutek integracji z Unią Europejską i przynależności do Wspólnoty Europejskiej, w której są otwarte granice. A owe granice każdy obywatel Unii Europejskiej może przekroczyć, aby udać się, pracować czy osiedlić się, gdzie tylko zechce na terytorium całej europejskiej Wspólnoty

Zamiast walczyć z czymś, co oczywiste i nieuniknione, korzystniej dla Polski i polskiego społeczeństwa byłoby, aby uczestnicy życia publicznego i politycznego dążyli do dyskusji i kompromisu, a nie do dysputy i konfrontacji. Wszak wielokulturowość i światopoglądowa różnorodność są w Polsce nieuniknione. No chyba, że ci, którzy z procesem europeizacji walczą, robią to po to, aby w Polsce zostały wprowadzone standardy białoruskie, czy też putinowo-rosyjskie.

Zamiast awantur - debata. Zamiast konfrontacji - kompromis.

Żyj i daj żyć innym - tego powinny nauczyć się wszystkie środowiska polityczne w Polsce. Narodowcy, Twój Ruch Palikota i związane z nim środowiska również. Ale przecież nie tylko oni.

 

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka