12 kwietnia bieżącego roku przedstawiciele Ruchu Narodowego usiłowali zablokować odbudowę instalacji „Tęcza”, która ma ponownie stanąć w Warszawie na Placu Zbawiciela. Ich zdaniem „Tęcza” jest symbolem osób homoseksualnych i środowisk LGBT.
Narodowcy nie zgadzają się na promocję homoseksualizmu, a właśnie z tym owa „Tęcza” im się kojarzy. Tak więc skoro „Tęcza” z tym im się kojarzy, to postanowili zablokować jej odbudowę, zapewne kierując się zasadą „Wolnoć, Tomku, w swoim domku”. Być może Ruch Narodowy nie wie, że instalacja została stworzona w całkowicie innym celu, niż ten, o którym narodowcy mówią. Być może narodowcy nie wiedzą, że owa „Tęcza” nie ma nic wspólnego z promocją homoseksualizmu.
Podczas polskiej prezydencji w Unii Europejskiej instalacja znajdowała się przed Parlamentem Europejskim; do Warszawy została przeniesiona dopiero w 2012 roku, czyli już po zakończeniu polskiej prezydencji w UE. Tak więc jeśli owa „Tęcza” ma coś symbolizować, to jest to namacalna pamiątka po pierwszej polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, jest symbolem Wspólnoty Europejskiej, albo – po prostu - dowodem przywiązania naszego kraju do integracji z Unią Europejską. Albowiem „Tęcza” to przede wszystkim symbol integracji europejskiej.
Ale narodowców to nie przekonuje. Skoro nie podoba im się „Tęcza” na Placu Zbawiciela, skoro źle kojarzy im się ta instalacja, to ma ona stamtąd zniknąć i tyle.
Niemal cztery lata temu stolica polski była świadkiem, a być może zakładnikiem podobnej sytuacji. W sierpniu 2010 roku rozpoczęła się bowiem awantura o krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Wówczas krzyż przeszkadzał urzędującemu prezydentowi RP Bronisławowi Komorowskiemu i jego Kancelarii, i dlatego miał zostać usunięty. Na nic się zdały prośby. Na nic się zdały protesty. Kancelaria Prezydenta RP była w tej sprawie nieugięta.
Pod krzyżem działy się rzeczy straszne. Zaczęto rzucać puszkami po piwie i niedopałkami papierosów w protestujących przeciwko usunięciu krzyża z Krakowskiego Przedmieścia. Raptem pojawiła się grupa przeciwników obrońców krzyża. Owa grupa skonstruowała krzyż z puszek po piwie i oddawała na niego mocz. Obrońcy krzyża byli obrażani i – dosłownie - opluwani. W końcu krzyż został usunięty z Krakowskiego Przedmieścia i - powtórzę raz jeszcze - na nic zdały się prośby i protesty.
O czym świadczą dwa wyżej wymienione przykłady? O co chodzi? Chodzi o to, że w Polsce wszyscy mówią i krzyczą, ale nikt nikogo nie słucha. Każdy wykrzykuje swoje racje, ale nie słucha racji innych. Każdy broni swoich racji, każdy forsuje swoje przekonania i poglądy. Ale w Polsce zbyt rzadko zwraca się uwagę na poglądy innych.
W Polsce mamy do czynienia z ciągłymi walkami pomiędzy różnymi środowiskami politycznymi, które odbierają sobie nawzajem prawo do funkcjonowania w przestrzeni publicznej i propagowania swoich poglądów, swojej ideologii, swoich przekonań. W Polsce nie ma debaty. Jest tylko awantura, ciągła awantura wywoływana przez tych, którzy nie mają, bądź nie znają innego sposobu na zaistnienie na forum publicznym, niż za pomocą krzyku i zmierzania do konfrontacji.
Przecież na Krakowskim Przedmieściu było miejsce dla krzyża i dla tych, którzy się przy nim modlili. Przecież na Placu Zbawiciela jest miejsce dla „Tęczy”. Przecież każdy może widzieć w artystycznym dziele symbol tego, czego tylko chce i nie powinno być to powodem do usuwania obiektu, który przecież nikomu nie zawadza.
Krzyż do nienawiści nie nawoływał. A jednak był on znienawidzony przez jego przeciwników; ów krzyż stał się jednocześnie obiektem i przyczyną nienawiści. Również „Tęcza” nie nawołuje do nienawiści. A jednak okazuje się, że stała się do tego stopnia znienawidzona, że 11 listopada ubiegłego roku doszło do jej podpalenia.
Tolerancja - oto z czym współczesne polskie społeczeństwo ma poważny problem. Akceptacja innych poglądów politycznych i innych światopoglądów – oto, co zdecydowanej części polskiego społeczeństwa przychodzi z wielkim trudem. Polityczny, światopoglądowy i kulturowy kompromis jest niezbędny w każdym społeczeństwie, a w szczególności w dobie coraz większej różnorodności światopoglądowej i kulturowej.
Polska, stając się częścią Unii Europejskiej, dobrowolnie poddała się procesowi europeizacji. Światopoglądowa, polityczna i kulturowa różnorodność są głównymi cechami procesu europeizacji. Polskie społeczeństwo będzie stawało się coraz bardziej różnorodne. To skutek integracji z Unią Europejską i przynależności do Wspólnoty Europejskiej, w której są otwarte granice. A owe granice każdy obywatel Unii Europejskiej może przekroczyć, aby udać się, pracować czy osiedlić się, gdzie tylko zechce na terytorium całej europejskiej Wspólnoty
Zamiast walczyć z czymś, co oczywiste i nieuniknione, korzystniej dla Polski i polskiego społeczeństwa byłoby, aby uczestnicy życia publicznego i politycznego dążyli do dyskusji i kompromisu, a nie do dysputy i konfrontacji. Wszak wielokulturowość i światopoglądowa różnorodność są w Polsce nieuniknione. No chyba, że ci, którzy z procesem europeizacji walczą, robią to po to, aby w Polsce zostały wprowadzone standardy białoruskie, czy też putinowo-rosyjskie.
Zamiast awantur - debata. Zamiast konfrontacji - kompromis.
Żyj i daj żyć innym - tego powinny nauczyć się wszystkie środowiska polityczne w Polsce. Narodowcy, Twój Ruch Palikota i związane z nim środowiska również. Ale przecież nie tylko oni.
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)