Unia Europejska wprowadza sankcje finansowe i wizowe wobec kolejnych piętnastu osób, które uznano za mające związek z eskalacją kryzysu na Ukrainie - poinformował o tym „Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej”. Sankcjami zostaną objęci zarówno obywatele rosyjscy, jak i niektórzy politycy Federacji Rosyjskiej. Sankcje te dotkną również kilku ukraińskich obywateli, którzy czynnie uczestniczą w destabilizacji wschodnich i południowych obwodów Ukrainy.
Również Stany Zjednoczone wprowadzają kolejne sankcje wizowe i finansowe wobec siedmiu obywateli rosyjskich, w tym wobec postaci kojarzonych - bądź wręcz bezpośrednio związanych - z Gazpromem i z Kremlem. Jednak amerykański zestaw sankcji ma dla Kremla charakter twardszy i bardziej dotkliwy, niż sankcje europejskie. Albowiem Amerykanie poinformowali o zaprzestaniu eksportu do Rosji technologii high-tech, mogących mieć zastosowanie w rosyjskim potencjale militarnym.
W tym samym czasie sytuacja we wschodniej i południowej Ukrainie ani się nie polepsza, ani nie zmienia. Choć może się jednak trochę zmienia, tyle, że na gorsze. Oto parę faktów.
W Ługańsku separatyści ogłosili powstanie nowej republiki, a mer Charkowa został postrzelony. Z kolei „zielony ludzik” na Ukrainie przetrzymuje obserwatorów OBWE, którzy zostali wysłani do tego państwa, aby monitorować wdrażanie w życie postanowień czterostronnej umowy genewskiej, zawartej pomiędzy szefami dyplomacji Unii Europejskiej, USA, Rosji i Ukrainy.
Warto również dodać, iż wysłanie na Ukrainę obserwatorów OBWE jest rezultatem czterostronnego porozumienia genewskiego, które - przypominam - Rosja podpisała. Jednak ukraiński „zielony ludzik” nie przyjął tego do wiadomości i po prostu porwał obserwatorów OBWE (w tym obywateli niemieckich, obywatela polskiego, obywatela francuskiego i obywatela czeskiego).
Tak więc Unia Europejska postanowiła wprowadzić następne sankcje finansowe i wizowe wobec kolejnych obywateli rosyjskich i ukraińskich. To bardzo interesujące, szczególnie w kontekście wydarzenia, które stosunkowo niedawno miało miejsce.
Szefowie Deutschebahn, Deutsche Banku i Siemensa spotkali się w Paryżu z szefem rosyjskich kolei, aby porozmawiać o przyszłym zaangażowaniu wyżej wymienionych niemieckich podmiotów w rozbudowanie rosyjskiej infrastruktury kolejowej, co ma związek z Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej w 2018 roku, które mają się odbyć w Rosji.
Podsumujmy: z jednej strony Unia Europejska wprowadza kolejne sankcje wobec Rosji Putina i jej sojuszników na Ukrainie, a z drugiej strony - podmioty gospodarcze (przede wszystkim niemieckie) prowadzą rozmowy z przedstawicielami Rosji Putina, aby wynegocjować kolejne kontrakty i tym samym rozwijać współpracę biznesową z Kremlem i ze związanymi z nim podmiotami gospodarczymi.
Ta sprzeczność postaw powoduje, iż komunikat, który wysyła Unia Europejska do Rosji Putina jest co najmniej dwuznaczny, ale nade wszystko - niewiarygodny. Dlaczego Kreml miałby obawiać się europejskich sankcji, skoro Unia Europejska - głosem swoich koncernów - daje do zrozumienia Władimirowi Putinowi, że sankcje wizowe i finansowe „tak”, ale sankcje gospodarcze – na pewno „nie”?
Ta sprzeczność postaw występująca w europejskim przekazie uprawnia do stwierdzenia, iż wprowadzenie kolejnych sankcji wobec kilku obywateli rosyjskich i ukraińskich w związku z eskalacją kryzysu na Ukrainie jest wyłącznie motywowana poprawnością polityczną, a nie realną wolą wsparcia dla Kijowa
Co zrobić, żeby nikt nie zarzucił, że niczego się nie robi? Ano nic nie zdziałać, ale zrobić „coś”. Tak można - a być może tak też należy - rozumieć rozszerzenie o piętnaście nazwisk europejską listę osób, wobec których Unia Europejska wymierzyła sankcje wizowe i finansowe.
To symboliczny gest. To chęć zadbania o polityczną poprawność. To - z punktu widzenia dbałości o dobry wizerunek - konieczny ruch. Jednak pozostaje on kompletnie bez znaczenia i nie ma żadnego wpływu na bieżącą sytuację, panującą we wschodniej i południowej Ukrainie.
Oto rezultat, jaki zostanie osiągnięty przez Unię Europejską za pomocą jej nowego zestawu sankcji wobec Rosji i separatystów ukraińskich.
Aby Władimir Putin zechciał zauważyć sankcje Unii Europejskiej, to musi on odczuć ich skutek. Rosja Putina nie odczuwa skutków europejskich sankcji wizowych i finansowych, albo odczuwa ich skutki w minimalnym stopniu. I dlatego dotychczasowa strategia Unii Europejskiej, mająca na celu doprowadzenie do deeskalacji kryzysu na Ukrainie jest nie tylko nieskuteczna, ale dla Kijowa okazuje się być całkowicie bezużyteczna w jego walce o przetrwanie niezależnego od Rosji państwa ukraińskiego.
Jedynie sankcje gospodarcze mogą wpłynąć na poczynania Rosji Putina na Ukrainie. Albowiem tylko sankcje gospodarcze będą dla samego Kremla, jak również dla Federacji Rosyjskiej i jej obywateli dotkliwe i odczuwalne.
Zdaje się, że zaczyna to rozumieć administracja prezydenta USA Baracka Obamy, a być może także sam Obama, który wobec Rosji Putina staje się coraz bardziej stanowczy. Ale czy Unia Europejska to rozumie? Czy rozumieją to jej państwa członkowskie? Czy zarówno Unia Europejska, jak też jej państwa członkowskie chcą to zrozumieć?
Unia Europejska musi się na coś zdecydować: albo chce jedynie dbać o polityczną poprawność i swój dobry wizerunek, albo chce mieć realny wpływ na wydarzenia na Ukrainie i być w stanie realizować strategię powstrzymywania Rosji Putina. Unia Europejska musi przestać stosować podwójną retorykę: tę oficjalną, którą posługują się jej politycy i tę mniej oficjalną, która stała się zwyczajem europejskich (w tym głownie niemieckich) koncernów i podmiotów gospodarczych.
Nie da się jednocześnie wspierać Kijowa i utrzymywać dobrych stosunków gospodarczych z Rosją Putina. Nie da się jednocześnie realizować strategii powstrzymywania imperialnych poczynań Rosji Putina i robić z Kremlem oraz rosyjskim biznesem interesy.
Jeśli Brukseli i europejskim ośrodkom decyzyjnym zależy na wiarygodności, to Unia Europejska będzie musiała na coś się zdecydować i wybrać pomiędzy polityczną konfrontacją, a gospodarczą i biznesową współpracą z Rosją Putina.
Jeśli państwa członkowskie UE (w tym głównie Niemcy) chcą zachować wiarygodność i być traktowane w świecie serio, to muszą się na coś zdecydować. Albo strategia powstrzymywania Władimira Putina i być może zimna wojna z Rosją, albo robienie pieniędzy i interesów z Kremlem, i rosyjskimi podmiotami gospodarczymi oraz przymykanie jednocześnie oczu na oblicze Rosji Putina, na imperialną, agresywną i niebezpieczną dla świata zachodniego twarz Kremla.
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze