zbigniewstefanik zbigniewstefanik
1786
BLOG

Kiedyś Dreamliner a teraz Titanic? O Platformie Obywatelskiej

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 5

 

 

 

Platforma Obywatelska znowu znalazła się w defensywie. Pod adresem Donalda Tuska zostały wysunięte zarzuty, jakoby w przeszłości brał on pieniądze od niemieckiej partii politycznej dla swojego ówczesnego ugrupowania, czyli Kongresu Liberalno-Demokratycznego (KLD). Donald Tusk stanowczo zaprzeczył tym oskarżeniom. Podkreślił, iż nigdy nie brał pożyczki od niemieckiego ugrupowania politycznego ani dla siebie, ani dla KLD.

Cała sprawa, z prawnego punktu widzenia, nie dotyczy Platformy Obywatelskiej. Zarzuty o „berlińską pożyczkę” dotyczą innego bytu politycznego, jakim był przecież Kongres Liberalno-Demokratyczny. Jednak Platforma powinna poważnie zainteresować się sytuacją, w jakiej się znalazła, albowiem Donald Tusk, który dotychczas był największym atutem swojej partii, może (jeśli nie ucichnie dyskusja o rzekomej „berlińskiej pożyczce”) stać się największym obciążeniem dla partii rządzącej.

To zresztą nie jedyny problem Platformy Obywatelskiej; partii, która zdaje się popełniać coraz więcej faux pas, świadczących o braku instynktu politycznego. Przykładowo, spot poświęcony dziesięcioleciu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej miał wzmocnić w Polsce euroentuzjastów, no i po części zmobilizować elektorat Platformy, którego znacząca część do euroentuzjastów właśnie należy. Jednak zamiast stać się atutem ów spot zamienił się w polityczną kulę u nogi partii rządzącej. Pojawiły się bowiem oskarżenia dotyczące kwoty, jaka została przeznaczona na realizację tego spotu. Natychmiast zostały wysunięte oskarżenia o marnotrawienie środków europejskich, bowiem to właśnie dzięki tym funduszom (a przynajmniej w znacznej ich części) ów spot został nakręcony. W końcu Platforma musiała stawić czoła oskarżeniom, jakoby pod pretekstem realizowania wymogów unijnych (czyli promowania Unii Europejskiej w Polsce) robiła sobie kampanię wyborczą. Czy ten spot stał się jej elementem? Na to pytanie Państwowa Komisja Wyborcza odmówiła odpowiedzi. Pytających odesłała z tym zapytaniem do prokuratury.

Zegarek Sławomira Nowaka, frakcyjne konflikty, e-afera - to tylko kilka przykładów wydarzeń, oskarżeń i faktów, które osłabiają partię rządzącą. To wszystko odbiera poparcie społeczne Platformie i prowadzi tę partię w kierunku utracenia politycznego leadershipu w Polsce.

Od ponad roku coraz mniej łaskawe są sondaże dla Platformy Obywatelskiej. Od partii rządzącej powoli odwracają się niektóre duże ośrodki medialne. Fakt, że partia Donalda Tuska nadal jest ich ulubieńcem, ale można zastanowić się, czy nadal pozostaje ich faworytem...

Niegdyś Platforma Obywatelska była swojego rodzaju Dreamlinerem. Pomimo wszystkich swoich defektów i niedoskonałości, PO udało się wznieść wyżej i dolecieć dalej niż wszystkim innym partiom politycznym w Polsce po 1989 roku. Ugrupowaniu Donalda Tuska udało się wygrać sześć kolejnych wyścigów wyborczych z rzędu. W wyniku wyborów Platforma uzyskała pełnię władzy w Rzeczpospolitej. Jako jedyna partia w Polsce po 1989 roku Platforma Obywatelska dwa razy z rzędu wygrała wybory parlamentarne.

Teraz Platforma znajduje się w defensywie, a w badaniach opinii publicznej coraz częściej sytuuje się na drugim miejscu.

Dlaczego udało się Platformie Obywatelskiej wznieść się wyżej i dolecieć dalej, niż jakiejkolwiek innej partii politycznej w III RP? Dlatego, że przez długi okres czasu była Dreamlinerem. Platformerski Dreamliner zabierał każdego, kto chciał wsiąść na jego pokład (czyli uwierzyć Platformie) i udać się z nią w podróż do krainy marzeń.

Była to podróż do krainy nowoczesnej, postępowej, europejskiej i bezpiecznej, do krainy mlekiem i miodem płynącej. Kraina ta miała nie mieć zewnętrznych wrogów i miała nie mieć powodów do obaw przed swoimi sąsiadami. Przecież kapitan platformerskiego Dreamlinera miał zbudować solidne, przyjacielskie, wręcz braterskie stosunki z Niemcami i miał na zawsze pogodzić Polskę z Rosją. Pasażerowie platformerskiego Dreamlinera lecieli do krainy, w której każdy miał mieć szansę na sukces, w tej krainie miało nie być ani bezrobocia, ani biedy. Dodatkowo platformerski Dreamliner miał dokonać międzylądowania w Wielkiej Brytanii i w Irlandii, skąd miał zabrać na swój pokład przebywających na emigracji Polaków, po czym polecieć z nimi do krainy ogólnej szczęśliwości, jaką miała być Polska pod rządami Platformy Obywatelskiej i z Donaldem Tuskiem na czele.

Dlaczego ten przekaz zapewnił Platformie Obywatelskiej polityczny leadership na polskiej scenie politycznej? Ponieważ trafił na podatny grunt. Jednak teraz to właśnie z tym „gruntem” ów przekaz ma coraz większy problem, albowiem zdaje się, że nie pokrywa się on z rzeczywistością. Po prostu, platformerski Dreamliner nie doleciał do krainy ogólnej szczęśliwości, a wielu jego pasażerów poczuło się oszukanych przez jego kapitana i politycznego przewoźnika.

Zdaje się, że propaganda sukcesu od lat uprawiana przez Platformę Obywatelską przekonuje dzisiaj coraz mniej, i to nawet tych, którzy w przeszłości byli przekonani. Z kolei ci, którzy wobec przekazu Platformy byli i nadal pozostają septyczni, propaganda sukcesu partii Donalda Tuska przekonać nie jest w stanie.

Platforma Obywatelska nie potrafiła wymyśleć się na nowo po zeszłorocznych konfliktach wewnętrznych i politycznych ruchach tektonicznych, które występowały w Platformie. Nie udało się partii Donalda Tuska skutecznie zawalczyć o elektorat centrolewicowy, co uniemożliwiło tej partii powiększenie jej kapitału politycznego. W sytuacji, w której wielu byłych zwolenników Platformy deklaruje, iż na tę partię już nie zagłosuje, brak możliwości powiększenia jej wyborczego potencjału stanowi dla PO poważny problem.

Z punktu widzenia personalnego niewiele pozostało z tej Platformy Obywatelskiej, która wygrała wybory parlamentarne w październiku 2007 roku. Zamiast korzystać ze swoich własnych kadr, Platforma woli czerpać z zasobów kadrowych innych partii, co może dziwić. Coraz więcej pierwszoplanowych polityków Platformy to byli pierwszoplanowi politycy partii Prawo i Sprawiedliwość. Radosław Sikorski, Paweł Zalewski, Joanna Kluzik-Rostkowska, Antoni Mężydło, Michał Kamiński - to przecież politycy z pierwszego politycznego szeregu PiS-u. Tak było w przeszłości, a teraz reprezentują oni Platformę Obywatelską. Joanna Kluzik-Rostkowska zastąpiła Krystynę Szumilas, a być może Michał Kamiński zastąpi Jacka Protasiewicza.

Platforma Obywatelska oduczyła się politycznego konkurowania. Przez dłuższy czas partia Donalda Tuska mogła cieszyć się w Polsce przychylnością dużej części środowisk medialnych i opiniotwórczych. Jednak zdaje sie, że ten okres minął albo przynajmniej mija. Dziennikarze i publicyści zadają Platformie coraz trudniejsze i bardziej dociekliwe pytania, a przedstawiciele partii rządzącej - wyraźnie zaskoczeni nową postawą pytających - nie potrafią znaleźć „dobrych odpowiedzi”, to znaczy odpowiedniej narracji politycznej. Platforma Obywatelska ma potężny problem ze skutecznym uczestnictwem w konkurencji politycznej, czego przejawem są coraz częstsze porażki notowane przez przedstawicieli Platformy podczas starć w programach publicystycznych (choć nie tylko) z przedstawicielami innych ugrupowań politycznych.

Rekonstrukcja rządu Donalda Tuska nie okazała się dla Platformy korzystna wizerunkowo. Niezręczne, a czasem wręcz brutalne wypowiedzi pani wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej nie pomagają Platformie, a być może wręcz jej szkodzą. Czy urzędująca wicepremier doprowadzi do wizerunkowej katastrofy Platformy Obywatelskiej? Wcale by mnie to nie zdziwiło...

Można spotkać się z opinią, jakoby Platforma Obywatelska utraciła kontakt z polską rzeczywistością. Trudno oprzeć się wrażeniu, że coś w tym jest, o czym może świadczyć treść spotu dotyczącego dziesięciolecia członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Polska rzeczywistość nie pokrywa się (albo pokrywa się w stopniu minimalnym) z nadrzeczywistością przedstawioną w tym spocie.

Platforma Obywatelska nie potrafi zaprezentować obywatelom Rzeczpospolitej jakiejś konkretnej (czy przynajmniej przekonującej) wizji Polski, strategii jej rozwoju, jej przyszłości, jej miejsca w Europie i w świecie. „Mamy środki unijne, jakoś to będzie” - oto komunikat, z jakim przedstawiciele Platformy wychodzą do wyborców. A co, kiedy skończą się środki unijne? Platforma nie ma odpowiedzi na to pytanie. No, może poza tym już tradycyjnym komunikatem: „jakoś to będzie”.

Można odnieść wrażenie, iż Platforma Obywatelska, jej politycy i jej działacze nie wiedzą dlaczego chcą trzymać stery Rzeczypospolitej. „Jesteśmy po to, żeby PiS nie objął sterów władzy Polski. Jesteśmy po to, żeby być” - tak zdaje się brzmieć dzisiejszy przekaz partii rządzącej.

Europejska strategia Platformy Obywatelskiej i rządu Donalda Tuska poniosła klęskę. Polityczny sojusz z Niemcami nie okazał się dla polski zbyt korzystny. Ale równie dobrze można zadać sobie pytanie: czy ów sojusz w ogóle okazał się dla Polski opłacalny? To pytanie ma szczególny sens w kontekście jednoznacznego i twardego niemieckiego sprzeciwu wobec umieszczenia na stałe w Polsce dwóch ciężkich brygad NATO, co postulował minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. To pytanie ma również sens w kontekście (ewidentnej!) niemieckiej niechęci wobec europejskiej unii energetycznej, która umożliwiłaby Polsce uniezależnienie się od humorów Władimira Putina, od jego łaski i niełaski. Wobec nieuzasadnionego rosyjskiego embarga na polską wieprzowinę, które jest ewidentną rosyjską sankcją gospodarczą za polskie wsparcie dla Kijowa, Niemcy nie robią zbyt wiele, żeby polską stronę wesprzeć.

Platformerski Dreamliner ma poważną awarię, która powoduje, że samolot zaczął nurkować. A co dla niego najgorsze, coraz szybciej zbliża się i coraz bardziej nieuchronnie zmierza do zderzenia z rzeczywistością. Dla Platformy takie zderzenie może okazać się bardzo bolesne, albowiem platformerski Dreamliner, łącznie z kapitanem i jego załogą, może doświadczyć politycznej katastrofy.

Platformerski Dreamliner, niegdyś szybujący wyżej, niż jakakolwiek inna partia polityczna w Polsce po roku 1989, zaczyna gwałtownie nurkować. Czy nadszedł moment, aby przestać mówić o platformerskim Dreamlinerze, a zacząć mówić o platformerskim Titanicu? Czy polityczne zatonięcie Platformy Obywatelskiej jest już przesądzone?

 

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/  

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka