Wybory do Parlamentu Europejskiego, które wyłoniły nowy skład tej instytucji na pięć kolejnych lat, mamy już za sobą. Polska delegacja do europarlamentu będzie składała się z przedstawicieli pięciu ugrupowań politycznych, to jest Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Kongresu Nowej Prawicy oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Wyniki eurowyborów w Polsce prowadzą mnie do następujących wniosków.
Chociaż Platforma Obywatelska wybory formalnie - choć zarazem symbolicznie - wygrała, to poniosła tak naprawdę porażkę. Można wręcz zadać następujące pytanie: czy partia rządząca Polską nie poniosła klęski? W konsekwencji tych wyborów przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk znajduje się w całkowicie nowej sytuacji politycznej, a mianowicie w sytuacji, w której – mówiąc kolokwialnie - ma z kim przegrać. Prezes partii Prawo i Sprawiedliwość Jarosław Kaczyński depcze Donaldowi Tuskowi po piętach, a PiS cieszy się niemal takim samym, co Platforma, poparciem wyborców. To nowa sytuacja dla Platformy Obywatelskiej, w której partia Donalda Tuska będzie musiała się odnaleźć i nauczyć się funkcjonować. Platforma Obywatelska będzie musiała na nowo nauczyć się konkurencji politycznej, skoro ma z kim tak na serio konkurować.
Sam Donald Tusk zaliczył istotną porażkę w wyścigu o najwyższe stanowiska w Unii Europejskiej. Jeszcze rok temu mówiono głośno - i całkiem na serio - o możliwości objęcia po eurowyborach przez Donalda Tuska przewodnictwa Komisji Europejskiej. Jednak jeszcze przed wyborami urzędujący w Polsce premier nie tylko zrezygnował z możliwości objęcia stanowiska przewodniczącego Komisji Europejskiej, ale promował (wraz z innymi kandydatami Europejskiej Partii Ludowej - EPP) na to stanowisko Jean-Claude Junckera. Nie słychać również o możliwości objęcia przez Radosława Sikorskiego stanowiska przedstawiciela polityki zagranicznej Unii Europejskiej. Wiele wskazuje zaś na to, że szanse, aby to Polak stał się Europejskim Komisarzem do spraw Energii - topnieją.
Platforma Obywatelska przestała się więc liczyć w wyścigu o najwyższe stanowiska w Unii Europejskiej, co powiększa obraz porażki, z jaką partia Donalda Tuska będzie musiała się zmierzyć w powyborczej rzeczywistości.
Porażka, jaką zaliczyła Platforma Obywatelska w tych eurowyborach może zadziałać na partię rządzącą mobilizująco albo wręcz przeciwnie - demobilizująco. Albo Platforma Obywatelska ulepszy i uatrakcyjni swoją ofertę wyborczą (wszak zdaje się, że bycie antyPiSem już nie wystarcza, żeby zwyciężać, bowiem wyborcy boją się PiS-u coraz mniej), albo owa wyborcza porażka podziała na Platformę Obywatelską demobilizująco.
W Platformie mogą rozpocząć się nowe ruchy tektoniczne, nieporównywalnie silniejsze od tych, które można było zaobserwować w ubiegłym roku. Rozliczenia wyborcze mogą zaś doprowadzić wewnątrz Platformy Obywatelskiej do wewnętrznych konfliktów, a - być może - nawet do rozłamów. Trudno bowiem nie zauważyć, iż na obecną chwilę ugrupowanie Donalda Tuska to bezideowa i bezbarwna partia władzy, której (przynajmniej można odnieść takie wrażenie) członkowie, frakcje i liderzy są połączeni jedynie sprawowaniem władzy...
Partia Prawo i Sprawiedliwość, choć tych wyborów formalnie nie wygrała, to i tak odniosła wielki sukces wyborczy. Partia Jarosława Kaczyńskiego osiągnęła najlepszy wynik wyborczy w swojej historii, jeśli chodzi o ilość uzyskanych mandatów europoselskich w wyborach do Parlamentu Europejskiego. W pierwszych eurowyborach (w 2004 roku), w których brali udział Polacy, PiS uzyskał 4 mandaty. W kolejnych wyborach (w 2009 roku) PiS wprowadził do Parlamentu Europejskiego 15 europosłów. Z kolei w wyniku ostatniego głosowania, PiS uzyskał 19 mandatów. To niekwestionowany progres partii Kaczyńskiego.
Prawo i Sprawiedliwość udowodniło, że nadal (a być może ponownie) liczy się w wyścigu wyborczym o objęcie władzy w Polsce. PiS, poprzez osiągnięty w głosowaniu wynik, udowodnił również w tych eurowyborach, że tak naprawdę jest jedyną partią, która może odebrać Platformie Obywatelskiej władzę w Polsce. Dla wyborców może to być istotny sygnał. Być może uda się w przyszłości pozyskać partii Kaczyńskiego wyborców niezdecydowanych czy też wyborców, którzy zagłosują na PiS, jako na partię drugiego wyboru. Jednak będzie to zależało od politycznej strategii, jaką zastosuje PiS i politycznej drogi, na jaką wejdzie Jarosław Kaczyński wraz ze swoim politycznym obozem w nadchodzących tygodniach i miesiącach. Na chwilę obecną: ECR (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy) czy EPP - oto pierwsze pytanie, na które Prawo i Sprawiedliwość będzie musiało odpowiedzieć. Dla PiS-u - z punktu widzenia politycznego - od odpowiedzi na to pytanie może wiele zależeć!
W wyniku wyborów do Parlamentu Europejskiego Prawo i Sprawiedliwość uzyskało duży kapitał polityczny, zarówno na europejskiej, jak również na polskiej arenie politycznej. Od tego, jak ów kapitał wykorzysta będzie zależało to, czy PiS nadal pozostanie partią opozycyjną, czy też stanie się za jakiś czas partią sprawująca w Polsce władzę.
Po tych eurowyborach Sojusz Lewicy Demokratycznej nie ma czym się pochwalić, a Leszek Miler, przewodniczący tej partii, nie ma się z czego cieszyć. SLD uzyskało gorszy wynik, niż w poprzednich eurowyborach i straciło w związku z tym dwa europoselskie mandaty. Co prawda SLD poprawiło swój wynik wyborczy w stosunku do wyniku uzyskanego w wyborach parlamentarnych (z października 2011 roku), ale zaledwie o dwa punkty procentowe. Marna to pociecha dla działaczy i liderów SLD, którzy liczyli na drugie miejsce, a muszą zadowolić się trzecią pozycją na polskiej scenie politycznej. Warto również odnotować, iż to miejsce znajduje się daleko w tyle za dwoma głównymi ugrupowaniami politycznymi rodzimej polityki, jakimi nadal są Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość. Leszek Miler nie zdołał sprawić, aby jego partia osiągnęła wynik wyborczy lepszy, czy przynajmniej równający się 10 %, co udowadnia, że Sojusz Lewicy Demokratycznej nie potrafi pozyskać nowych wyborców. Leszek Miler, który miał powrócić na SLD-owskie salony i przejąć stery postkomunistycznej formacji, aby doprowadzić ją do politycznego zwycięstwa, w tym momencie zapewnił tej partii jedynie polityczne przetrwanie. A więc trudno uznać, aby Miler okazał się lepszym strategiem od swojego poprzednika Grzegorza Napieralskiego, który również zapewniał Sojuszowi polityczne przetrwanie. Można odnieść wrażenie, że na nic więcej, niż polityczne przetrwanie, postkomunistyczne SLD nie może liczyć. A i to jedynie do czasu...
Wyborcza klęska koalicji Europa Plus - Twój Ruch mogła być zaskoczeniem. Okazało się, że retoryka antyklerykalna - z punktu widzenia politycznego - w Polsce nie popłaca, a zapowiedzi obyczajowej rewolucji bardziej odstraszają wyborców, niż ich przyciągają. Jednak warto pamiętać, że pomimo klęski poniesionej w eurowyborach (choć sama koalicja Europa Plus - Twój Ruch zdaje się być politycznie passé) to jednak partia Janusza Palikota nadal posiada Klub Parlamentarny w Sejmie RP i liczne struktury we wszystkich województwach. A więc dla Twojego Ruchu istnieje jeszcze polityczna szansa na polityczne przetrwanie; a przynajmniej - na jakiś czas. Jednak jeśli Twój Ruch Palikota złagodziłby swoją polityczną retorykę i język swojego politycznego przekazu; jeśli Twój Ruch Palikota zaproponowałby nieco bardziej stonowany program to nie wykluczam możliwości powrotu tej formacji do gry na polskiej scenie politycznej.
Wynik wyborczy osiągnięty 25 maja bieżącego roku przez koalicję Europa Plus - Twój Ruch udowodnił również, że Aleksander Kwaśniewski jest definitywnie politycznie passé. Jego wsparcie dla tej koalicji ani nie pomogło, ani nie zaszkodziło. Wiele wskazuje na to, iż owe wsparcie nie miało żadnego znaczenia dla wyniku wyborczego uzyskanego przez tę koalicję.
Wbrew różnym badaniom opinii publicznej i zapowiedziom niektórych komentatorów politycznych, Polskie Stronnictwo Ludowe przekroczyło próg wyborczy. PSL uzyskał wynik porównywalny do tego z poprzednich eurowyborów, a Janusz Piechociński politycznie ocalał, choć wielu zapowiadało, że te eurowybory zakończą polityczną erę Piechocińskiego w PSL-u. Polskie Stronnictwo Ludowe ma mocno ugruntowany elektorat, który zawsze zapewnia tej partii przekroczenie progu wyborczego we wszystkich wyborach. I jeszcze długo tak będzie. Jeszcze wiele lat Polskie Stronnictwo Ludowe przetrwa na polskiej scenie politycznej i - jak można się domyśleć - będzie na niej „trwało”...
Łaska Ojca Dyrektora nie ocaliła Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Polska Razem Jarosława Gowina również nie przekroczyła progu wyborczego. Jednak trudno sobie wyobrazić, aby Zbigniew Ziobro, Jacek Kurski, Paweł Kowal czy Jarosław Gowin - doświadczeni politycy i jeszcze do niedawna postacie z pierwszego szeregu polskiego świata politycznego, cieszący się dodatkowo dużą rozpoznawalnością medialną - trafili do politycznego niebytu. W mojej opinii, prędzej czy później, znajdzie się nowe miejsce na polskiej scenie politycznej zarówno dla liderów Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry, jak również dla liderów Polski Razem Jarosława Gowina.
Choć polityczny sukces w tych eurowyborach Janusza Korwina-Mikke i jego ugrupowania politycznego może dziwić, to wszystko wskazuje na to, że ów sukces nie jest zjawiskiem nadzwyczajnym. Kongres Nowej Prawicy zebrał głosy antysystemowe oraz głosy tych, którzy zapewne zagłosowali na tę formację polityczną, kierując się motywacją, że - ich zdaniem – „Janusz Korwin-Mikke jest fajny...”. Jednak na tle Francji czy Wielkiej Brytanii, gdzie partie skrajne osiągnęły w tych eurowyborach bardzo wysokie wyniki, Polska nie wyróżniła się tutaj negatywnie. Dla porównania, we Francji Front Narodowy uzyskał nieco ponad 24 % głosów i wygrał eurowybory nad Sekwaną. Zaś formacja Korwina-Mikkego uzyskała zaledwie czwarty wynik wyborczy w Polsce i wprowadziła do europarlamentu tylko czterech europosłów, co - z punktu widzenia politycznego - nie jest czymś imponującym. Niemal trzy lata wcześniej Janusz Palikot i jego Ruch osiągnęły wyższy wynik, niż Janusz Korwin-Mikke w ostatnich eurowyborach. Być może stało się to polityczną tradycją III RP, że na polskiej scenie politycznej funkcjonuje, najdelikatniej to ujmując, „oryginalne” ugrupowanie z „oryginalnym politycznym przekazem”; ugrupowanie reprezentowane przez „oryginalnych liderów” i „oryginalnych” przywódców. Andrzej Lepper, Janusz Palikot, Janusz Korwin-Mikke... Kto będzie następny?
Wynik tegorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego sprawił, iż w całej Unii Europejskiej stały się słyszalne głosy antysystemowe i skrajne; a nawet bardzo słyszalne… Pytanie jednak brzmi: czy europejscy politycy (ci umiarkowani) i europejskie partie polityczne (te umiarkowane) tak na serio zastanowią się, dlaczego tak się stało i czy wyciągną z tego wnioski? Warto postawić pytanie: czy w Unii Europejskiej umiarkowani politycy przestali czuć, przestali rozumieć problemy wyborców i potrzeby obywateli? Czy to obywatele krajów członkowskich w Unii Europejskiej, czy to obywatele Unii Europejskiej przestali rozumieć i doceniać wagę i istotę europejskiej integracji? Być może odpowiedzi na te pytania wytłumaczą, dlaczego eurosceptycyzm rośnie i staje się coraz bardziej obecny, wręcz coraz bardziej powszechny, w przestrzeni publicznej i politycznej Unii Europejskiej i jej państw członkowskich.
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)