Partia Prawo i Sprawiedliwość. Choć formalnie ugrupowanie to przegrało eurowybory, to jednak odniosło potężny, wręcz największy od wielu lat sukces polityczny. Prezes PiS-u Jarosław Kaczyński doprowadził do sytuacji, w której urzędujący w Polsce premier i zarazem przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk ma z kim przegrać. Prawo i Sprawiedliwość udowodniło zaś Platformie, że jest w stanie odebrać jej władzę w Polsce. W wyniku tych eurowyborów partia Jarosława Kaczyńskiego zdobyła ogromny polityczny kapitał. I co PiS robi z tym kapitałem? Aż trudno uwierzyć, bo to się w głowie nie mieści. Po prostu - ręce opadają!
Kilkadziesiąt godzin po odniesieniu - powtórzę raz jeszcze - największego od lat sukcesu politycznego, partia Prawo i Sprawiedliwość ów sukces niszczy własnymi rękoma i roztrwania wielki kapitał polityczny, który uzyskała w ostatnich eurowyborach. A przecież ten kapitał mógłby doprowadzić to ugrupowanie do zwycięstwa w wyborach samorządowych i - za kilkanaście miesięcy - w wyborach parlamentarnych.
Kiedy okazało się, że w ostatecznym wyniku wyborczym to jednak Platforma Obywatelska uzyskała nieznaczną przewagę nad Prawem i Sprawiedliwością, to przedstawiciele PiS-u zaczęli sugerować, że doszło do wyborczych fałszerstw. Joachim Brudziński pokazywał, jak można sfałszować oddany głos, czyniąc z głosu ważnego - głos nieważny. Dodatkowo, Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało swoje własne liczenie głosów, coraz głośniej sugerując, że do wyborczych fałszerstw doszło. Nie mogę się powstrzymać od skierowania do PiS-u następujących pytań.
Szanowny PiS-ie, po co to Wam? Zremisowaliście z Platformą Obywatelską i uzyskaliście bardzo wysoki wynik wyborczy. Uzyskaliście ogromny kapitał polityczny i udowodniliście, że jesteście poważnym konkurentem dla partii Donalda Tuska. Dlatego pytam raz jeszcze. Po co to Wam? Po co te opowieści o fałszowaniu wyborów? Dlaczego wracacie na pozycje antysystemowe? Czy nie rozumiecie, że Wam to ewidentnie politycznie szkodzi i że w ten sposób roztrwaniacie swój kapitał polityczny? Czy nie rozumiecie, że w ten sposób oddalacie możliwość dla Waszej partii odniesienia wyborczego zwycięstwa w wyborach samorządowych i parlamentarnych?
Być może były jakieś nieprawidłowości w tej czy innej komisji wyborczej. No ale - bądźmy poważni. Przecież takie nieprawidłowości nie mogły jakoś znacząco wpłynąć na wyborczy wynik.
Zresztą jeśli Platforma Obywatelska, rząd i jemu podległa administracja publiczna chcieliby fałszować wybory, to czy nie byłoby z ich strony rozsądne dać sobie co najmniej pięć procent przewagi nad Prawem i Sprawiedliwością, tak, żeby potwierdzić swój lidership na polskiej scenie politycznej? Czy opłacałoby im się fałszowanie wyborów w taki sposób, żeby je wygrać niecałym pół procentem? Przecież to nie ma sensu.
Partia Prawo i Sprawiedliwość tylko wtedy będzie miała szansę na wyborcze zwycięstwo w Polsce (i tym samym na pokonanie Platformy Obywatelskiej), jeśli udowodni, że jest poważną partią poważnych ludzi. Jednak insynuowanie, jakoby ktoś miał sfałszować wybory po to, żeby ukraść komuś zwycięstwo, powagi PiS-owi nie dodaje. A można odnieść wrażenie, że odnosi całkowicie odwrotny efekt...
Prawo i Sprawiedliwość ma realną szansę na wyborcze zwycięstwa w wyborach samorządowych i parlamentarnych. Jednak wpierw ugrupowanie to musi skoncentrować się na budowaniu wizerunku wiarygodnej, merytorycznej i przygotowanej do rządzenia Polską alternatywy dla obozu politycznego rządzącego aktualnie Rzeczypospolitą. Aby tego dokonać, PiS musi pozyskać jak najwięcej ekspertów i fachowców we wszystkich możliwych dziedzinach, to jest: ekonomii, prawie, europeistyce, stosunkach międzynarodowych. I nie tylko.
PiS musi udowodnić, że będzie w stanie stworzyć rząd zdolny do natychmiastowego i fachowego działania zaraz po wyborczym zwycięstwie (w przypadku, gdy ono nadejdzie). W wyniku katastrofy smoleńskiej partia Jarosława Kaczyńskiego straciła wiele kadr, które stanowiły istotną część intelektualnego trzonu PiS-u. Jest tutaj mowa między innymi o posłance Aleksandrze Natalli-Świat, ministrze Zbigniewie Wassermanie czy pani minister Grażynie Gęsickiej. Rozłamy, które nastąpiły w PiS-ie spowodowały w tym ugrupowaniu kolejne kadrowe spustoszenie. Braki kadrowe to największy problem PiS-u na obecną chwilę i PiS musi ten problem rozwiązać, aby stać się partią prezentującą wiarygodną ofertę alternatywy wobec rządów Platformy Obywatelskiej.
Aby wygrać nadchodzące wybory samorządowe i - co dla PiS-u ważniejsze - wybory parlamentarne, Prawo i Sprawiedliwość musi złagodzić swój przekaz i zarazem bardziej skoncentrować się na kwestiach merytorycznych. Partia Jarosława Kaczyńskiego musi przekonać możliwie jak najwięcej wyborców, że jest rozsądną partią rozsądnych ludzi. Taką strategię przyjęła Platforma Obywatelska i okazało się to dla partii Donalda Tuska bardzo opłacalne, sądząc po wysokich wynikach, jakie osiąga to ugrupowanie od ośmiu lat. Dzięki tej strategii Platforma Obywatelska wygrała wybory parlamentarne w 2007 roku. Ugrupowanie rządzące aktualnie Polską zdołało przekonać miliony Polaków, że jest rozsądną partią rozsądnych ludzi, a Donald Tusk jest rozsądnym liderem, który jako premier - po wyborczym zwycięstwie - będzie rządził Polską w sposób rozsądny.
Zarówno Jarosław Kaczyński, jak również przedstawiciele jego ugrupowania politycznego - jeśli chcą odnosić w przyszłości sukcesy i zwycięstwa wyborcze - to powinni zacząć się tej strategii uczyć i wdrążać ją w życie. Zdaje się bowiem, iż zdecydowana większość polskich obywateli preferuje partie konserwatywne - to fakt. Ale partie umiarkowane, z umiarkowanym politycznym przekazem, wynikającym z umiarkowanego politycznego dyskursu przekazywanego przez polityków mających wizerunek ludzi umiarkowanych i rozsądnych. Jak mogłoby się to przełożyć na wykorzystanie aktualnego zasobu kadrowego posiadanego przez partię Prawo i Sprawiedliwość? W wielkim uproszczeniu: zdecydowanie mniej Antoniego Macierewicza i zdecydowanie więcej Andrzeja Dudy. Zdecydowanie mniej Adama Hofmana czy Joachima Brudzińskiego, a zdecydowanie więcej Zbigniewa Girzyńskiego czy Krzysztofa Szczerskiego.
Jednak powrót PiS-u na pozycje antysystemowe i do antysystemowego dyskursu politycznego partii tej nie pomoże, a najpewniej tylko zaszkodzi. Zwłaszcza, że kiedy wydawało się, że to Prawo i Sprawiedliwość wygrało eurowybory, to jakoś nie było słychać o wyborczych fałszerstwach. Zaś kiedy okazało się, że PiS te wybory nieznacznie przegrał, to raptem medialny przekaz ze strony tej partii, dotyczący ewentualnych wyborczych nieprawidłowości, stał się bardzo słyszalny... Nie tędy droga, Szanowny PiS-ie, do ewentualnego wyborczego zwycięstwa w przyszłości, nie tędy droga.
Można formalnie wygrać wybory, ale de facto ponieść porażkę, a wręcz – być może - polityczna klęskę. To właśnie spotkało Platformę Obywatelską i Donalda Tuska w konsekwencji eurowyborów. Można formalnie przegrać wybory, ale jednak odnieść potężny sukces polityczny. To właśnie spotkało Prawo i Sprawiedliwość oraz Jarosława Kaczyńskiego. Ale czy można odnieść ogromny sukces polityczny i w kilkadziesiąt godzin później ów sukces niszczyć własnymi rękoma i roztrwaniać polityczny kapitał, który się przed chwilą uzyskało? Wydaje mi się, że to po prostu bez sensu.
W polityce przegrywać, to trzeba umieć; zwłaszcza, kiedy się nie przegrało. W polityce przegrywać, to trzeba umieć, zwłaszcza wtedy, kiedy odniosło się spektakularny sukces. Przegrywać, to trzeba umieć, zwłaszcza, kiedy ma się ogromną szansę na wygraną w niedalekiej przyszłości.
Przegrywać, to trzeba umieć. Dlaczego? Aby nie zamykać sobie drogi do zwycięstwa.
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (70)