W przechodzących już do historii ostatnich eurowyborach, które odbyły się 25 maja bieżącego roku, partie eurosceptyczne uzyskały wysoki, wręcz bezprecedensowo wysoki wynik; w szczególności w krajach Europy Zachodniej.
We Francji eurowybory wygrała skrajnie prawicowa i nacjonalistyczna partia Front Narodowy (FN), pod przywództwem Marine Le Pen i jej ojca, Jean-Marie Le Pena (który nie tylko pełni w tej partii funkcję honorowego doradcy, ale de facto kieruje tym ugrupowaniem z tylnego siedzenia).
Z kolei w Wielkiej Brytanii eurowybory wygrała Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP ) pod przewodnictwem Nigela Farage’a. UKIP, tak samo jak FN, to partia skrajnie prawicowa, nacjonalistyczna, no i - co za tym idzie - eurosceptyczna.
Skrajna, eurosceptyczna prawica osiągnęła wysoki wynik również - między innymi - w Holandii oraz w Danii. Zaś Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwina-Mikke faktycznie okazał się być czarnym koniem eurowyborów w Polsce.
Skrajnie prawicowe partie eurosceptyczne obarczają winą Unię Europejską i unijne instytucje za wszystkie problemy społeczne i gospodarcze w ich krajach. Eurosceptyczna skrajna prawica postuluje wyjście swych krajów z Unii Europejskiej. Zdaniem liderów i członków partii eurosceptycznych, UE doprowadzi państwa członkowskie do ruiny, wręcz ubóstwa i - dodatkowo - zapewnia nielegalnym emigrantom swobodny przepływ do wszystkich krajów członkowskich. Ponadto np. Front Narodowy chce wręcz walczyć z islamizacją Francji i Europy. Ich zdaniem świat zachodni jest poddany procesowi islamizacji i za chwilę może okazać się, że religia muzułmańska stanie się pierwszą religią w Unii Europejskiej; itd., itd., itd., itd. ...
Ksenofobicznych wypowiedzi liderów i działaczy Frontu Narodowego jest tak wiele, że już nawet nie sposób ich zliczyć. Jednak warto skonfrontować z rzeczywistością ideologię, szerzoną przez skrajnie prawicowe partie eurosceptyczne.
Niger Farage i UKIP postulują wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. To ciekawe. Można zastanowić się czy ten postulat jest konsekwencją ignorancji, czy po prostu populizmu liderów i propagatorów antyunijnego przekazu UKIP-u. Przypominam, że w latach sześćdziesiątych XX wieku to Wielka Brytania zabiegała o członkostwo w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej, a nie EWG zabiegało o Wielką Brytanię. Wówczas prezydent Francji Charles de Gaulle bardzo sprzeciwiał się brytyjskiemu członkostwu w EWG. Jego zdaniem Wielka Brytania mogła być koniem trojańskim Stanów Zjednoczonych w Europie i tego właśnie obawiał się de Gaulle. Zjednoczone Królestwo przystąpiło do EWG dopiero po odejściu z polityki de Gaulle’a i - przypomnę raz jeszcze - to Brytyjczycy zabiegali o członkostwo w EWG. A nie odwrotnie.
Jeśli Wielka Brytania wyszłaby teraz z Unii Europejskiej, to straciłaby dostęp do wspólnego rynku europejskiego. Być może Nigel Farage i jego partia nie zdają sobie sprawy, jakie straty gospodarcze przyniosłoby to Zjednoczonemu Królestwu. Dodatkowo, Wielka Brytania nie mogłaby korzystać z polityki regionalnej Unii Europejskiej, jak również z europejskiej strategii spójności, co stanowiłoby dla Brytyjczyków kolejny cios w ich gospodarkę.
Warto także wspomnieć, że na wyjściu z Unii Europejskiej wiele straciłyby (ekonomicznie i finansowo) również brytyjskie uniwersytety. Przecież środowiska uniwersyteckie i naukowe korzystają z dziesiątków projektów unijnych i programów finansowanych przez Unię Europejską. Chodzi tu między innymi o projekty badawcze, wymiany studentów i inne. Można również spodziewać się, że w przypadku wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej przyjeżdżałoby studiować na brytyjskich uniwersytetach mniej studentów z europejskiego kontynentu. Trudności administracyjne, paszportowe czy wizowe działałyby - na ewentualnych zainteresowanych studiowaniem w Wielkiej Brytanii - zniechęcająco.
Dla Wielkiej Brytanii wyjście z Unii Europejskiej to same straty. Ale Nagel Farage twierdzi inaczej. Wbrew oczywistym faktom, UKIP uważa, że ich kraj skorzystałby na opuszczeniu Unii Europejskiej. Ignorancja czy po prostu populizm?
Front Narodowy Marine Le Pen i jej ojca chce z kolei zamykać granice państw członkowskich w Unii Europejskiej. Front Narodowy postuluje wprowadzenie w Zjednoczonej Europie na nowo cel i de facto demontaż rynku wspólnotowego.
Jeśli do tego by doszło, obywatele Francji byliby pierwszymi, którzy by na tym stracili. Jeśli zostałyby zamknięte granice i wprowadzone cła, to robienie zakupów w Niemczech, w Belgii czy w Luksemburgu stałoby się nieopłacalne. Dotknęłoby to bezpośrednio setek tysięcy, a być może milionów obywateli Francji, którzy - ze względu na niższe ceny w tych krajach produktów higienicznych a nierzadko żywnościowych - robią zakupy (czasami nawet co tydzień) w Niemczech, w Belgii i w Luksemburgu.
Front Narodowy chce demontować rynek wspólnotowy. A więc wolny przepływ pracowników i mobilność pracownicza w Unii Europejskiej staną się niemożliwe. Co w takim przypadku miałoby się stać z setkami tysięcy obywateli Francji, którzy pracują w Niemczech czy w Belgii? Musieliby oni zrezygnować z pracy w tych krajach. Jak wpłynęłoby to więc na francuski rynek pracy, ale nade wszystko na poziom francuskiego bezrobocia, które przez cały czas rośnie?
Front Narodowy chce wystąpienia Francji z eurogrupy i powrócenia do francuskiej waluty, czyli do franka francuskiego. Warto więc wspomnieć, że to właśnie Francja jest największym beneficjentem członkostwa w eurogrupie. Dlaczego? Dlatego, że jako członek eurozony Francja może korzystać z wiarygodności innych jej członków, przede wszystkim Niemiec. Należy pamiętać jaka była sytuacja franka francuskiego, kiedy to w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku waluta francuska była narażona na ataki spekulacyjne i jak w ten sposób traciła (w błyskawicznym tempie) na wartości. To zaś powodowało utratę wiarygodności francuskiej waluty, francuskiej gospodarki i - co za tym idzie - Francji na rynkach finansowych.
Niech sobie przypomni pani Marine Le Pen, jak wyglądała wiarygodność ekonomiczna i finansowa Francji pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku i kto wówczas zatrzymał spadek wartości francuskiego franka. To przecież Niemcy, skupując francuską walutę, uratowali Francję od nadmiernej inflacji, wręcz od całkowitej finansowej katastrofy. Albowiem w wyniku ataku spekulacyjnego frank francuski w zawrotnym tempie tracił wówczas na wartości. Bez wsparcia Niemiec w ciągu miesiąca frank francuski mógł stracić nawet 20% swojej wartości, co mogło doprowadzić do bardzo poważnego kryzysu gospodarczego we Francji.
W przypadku opuszczenia przez Francje eurogrupy, jak miałaby sobie poradzić francuska waluta bez niemieckiego wsparcia? Jak Francja miałaby w ogóle poradzić sobie finansowo i gospodarczo poza eurogrupą, czyli w sytuacji, w której gospodarki Francji i Niemiec nie byłyby tak ściśle powiązane, jak ma to miejsce teraz, kiedy Francja jest członkiem eurogrupy?
Front Narodowy chce walczyć z islamizacją Francji i Europy. W tym celu chce zatrzymać przypływ emigrantów. Powiem tylko tyle: Szanowny Froncie Narodowy, emigrantów to sama Francja zaprosiła do siebie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku, ponieważ potrzebowała rąk do pracy. Przypomnę też, że Francja była kolonialnym imperium i że choćby do Algierii czy do Indochin w dziewiętnastym wieku, Francuzów nikt nie zapraszał…
Jeśli Francja zamknęłaby swoje granice dla emigrantów, to kto będzie wykonywał te prace, których Francuzi wykonywać nie chcą? Kto będzie dbał we Francji o wysoki - czy przynajmniej na średnim poziomie - wskaźnik demograficzny? A przecież ów wskaźnik jest wyznacznikiem wypłacalności emerytur w przyszłości. Jeśli Francja może aktualnie sobie pozwolić na to, żeby jej obywatele pracowali do 62. roku życia, a nie dłużej (jak ma to miejsce np. w Niemczech czy w Polsce) to tylko dlatego, że w tym kraju nadal jest wysoki wskaźnik urodzeń. Kto gwarantuje Francji wysoki wskaźnik demograficzny? Właśnie ci emigranci, którymi Front Narodowy tak bardzo gardzi.
Jeśli Francja miałaby wystąpić kiedyś z eurogrupy czy wręcz z Unii Europejskiej, to będzie to stanowiło dla tego kraju same gospodarcze straty. Jednak wystąpienie Francji z UE stałoby się faktycznie skutecznym instrumentem walki z napływem emigrantów do tego kraju. Albowiem w kilka lat po wystąpieniu z eurozony czy z UE we Francji będzie taka bieda, że żadnemu emigrantowi po prostu do tego kraju nie będzie opłacało się przyjechać. Takie są fakty, ale Front Narodowy tych faktów do wiadomości nie przyjmuje. Ignorancja czy populizm?
Unia Europejska jest organizacją niedoskonałą - to fakt. Jednak jej demontaż nie jest żadnym rozwiązaniem. Należy udoskonalać europejskie instytucje. Odpowiedzią na aktualne problemy gospodarcze w krajach członkowskich, to nie „mniej Europy”, ale „więcej Europy”. Odpowiedź na problemy społeczne w krajach członkowskich to nie „dezintegracja europejska”, ale „integracja europejska”.
Unia Europejska ma wspólnotowy rynek, ale nie ma wspólnotowego prawa emerytalnego, podatkowego czy europejskiego systemu opieki zdrowotnej. To wszystko należy stworzyć. Warto również dodać, że integracja europejska jest konieczna dla wszystkich państw członkowskich w UE, biorąc pod uwagę, że żyjemy w świecie zglobalizowanym, gdzie małe podmioty się nie liczą. Na wszystkich kontynentach państwa tworzą wspólnoty regionalne, aby sprostać gospodarczej konkurencji w zglobalizowanym świecie. Na europejskim kontynencie nie może być inaczej. No chyba, że ktoś chce, aby Europa stała się takim ubogim skansenem przeszłości, gdzie żyją biedni ludzie i gdzie będą przyjeżdżać turyści ze Stanów Zjednoczonych, Japonii, Chin czy Korei Południowej, żeby zobaczyć, jak żyło się na świecie kiedyś, w przeszłości. Jeśli dojdzie kiedyś do europejskiej dezintegracji, to największe potęgi światowe (takie, jak np. USA, Chiny czy Japonia) będą się rozwijać, a Europa, a kraje europejskie… No cóż, bez Unii Europejskiej pozostaną daleko w tyle.
Czy właśnie tego chcą eurosceptycy? Warto ich o to zapytać. Albowiem ich rozwiązania właśnie do takiego scenariusza prowadzą kraje członkowskie w UE. Ich recepty polityczne tak naprawdę prowadzą Unię Europejską do bankructwa, jej kraje członkowskie do gospodarczego niebytu, a obywateli państw członkowskich w UE - do ubóstwa. Czy właśnie o to wam chodzi, szanowne partie eurosceptyczne?
Na koniec chciałbym napisać o pewnej rzeczy, która bardzo mnie zastanawia. Partie eurosceptyczne, takie jak UKIP, Front Narodowy czy Kongres Nowej Prawicy jakoś nadzwyczajnie często - a można odnieść wrażenie, że aż nadgorliwie - chwalą Władimira Putina za prowadzoną przez niego politykę. Pani Marine Le Pen wykazywała sie aż niewiarygodną wyrozumiałością wobec rosyjskiego prezydenta, kiedy ten anektował Krym. Przypadek?
W 1919 roku Rosja Sowiecka stworzyla Komintern,który miał na celu rozsadzanie od środka państw zachodniego świata. W 1947 roku Komintern został zastąpiony przez Kominform, który miał pełnić taką samą rolę. Czy Władimir Putin również tworzy organizacje, która ma na celu rozsadzanie Unii Europejskiej od środka?
Partie eurosceptyczne chcą doprowadzić do dezintegracji Unii Europejskiej, choć jest to wbrew interesom wszystkich krajów członkowskich w UE. A więc dlaczego? A więc dla kogo?
Ignorancja? Populizm? A może... coś innego?
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)