zbigniewstefanik zbigniewstefanik
1081
BLOG

Nie ma Jaruzelskiego, ale są jego towarzysze. A co z prawdą?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 6

30 maja bieżącego roku na wojskowych Powązkach odbył się państwowy pogrzeb z honorami Wojciecha Jaruzelskiego. Chociaż było mi to bardzo nie w smak, aby Jaruzelski, „Czerwony Generał” i - najdelikatniej to ujmując - osoba dla Polski niezasłużona został pochowany na Powązkach z państwowymi honorami, to zaakceptowałem tę decyzję i przeciwko niej nie protestowałem. Moja postawa wobec pochowku Jaruzelskiego na Powązkach była wyrazem chęci kompromisu. Wszak Wojciech Jaruzelski był przecież prezydentem Polski, chociaż stał on się prezydentem w wyniku porozumień Okrągłego Stołu i został wybrany na ten urząd przez Sejm kontraktowy. Jednak nie zmienia to faktu, że był prezydentem Polski i w związku z tym można było uznać, że państwowy pogrzeb mu się należał.

Nie zamierzałem również protestować przeciwko państwowemu pogrzebowi Jaruzelskiego na Powązkach, aby nie podsycać sporów i emocji, których w naszym kraju nie brakuje. Awantura o pogrzeb Jaruzelskiego mogła doprowadzić do wielkich podziałów, być może większych niż te, do których doszło na tle debaty o przyczynach tragedii pod Smoleńskiem. Jednak zapomniałem o bardzo istotnej rzeczy, a mianowicie, że kompromis zakłada, iż dwie jego strony zamierzają coś dać od siebie. W przypadku pogrzebu Jaruzelskiego tak się nie stało. Tego dnia, obserwując zachowanie niektórych uczestników tego pogrzebu na Powązkach, można było odnieść wrażenie, jakby Polska została przeniesiona w czasie, jakby doszło do reaktywacji oddziaływania środowisk postkomunistycznych, jakby doszło do nasilenia się postkomunistycznego dyskursu propagowanego przez towarzyszy z minionej epoki, jakby Polska Rzeczpospolita Ludowa wstała z politycznego grobu i zaczęła funkcjonować na nowo.  

« Żegnamy polityka, który w najtrudniejszym czasie podjął się odpowiedzialności za państwo w stanie kryzysu i ze szczerym przekonaniem wybrał mniejsze zło, chroniąc nas przed obcą interwencja albo domową bratobójczą wojną. Żegnamy jednego z najwybitniejszych polityków Polski drugiej połowy XX wieku, człowieka skromnego i oddanego sprawom Polski, patriotę najwyższej próby… » - oto słowa wypowiedziane przez Aleksandra Kwaśniewskiego podczas pogrzebu Jaruzelskiego na Powązkach, byłego polskiego prezydenta, a zarazem byłego towarzysza „Czerwonego Generała”.

Pogrzeb Wojciecha Jaruzelskiego spowodował w Polsce debatę o, jakby to powiedzieć… biografię tego Pana. Przy czym należy dodać, iż w środkach masowego przekazu najbardziej były słyszalne te głosy, które usiłowały uczynić z Jaruzelskiego postać nawróconą na demokrację i suwerenność Polski; postać, należącą do grupy ojców założycieli wolnej i suwerennej Rzeczypospolitej. Jednak to, co wydarzyło się na pogrzebie Wojciecha Jaruzelskiego prowadzi nas do nowej debaty o wciąż funkcjonującym w Polsce komunistycznym dziedzictwie, którego główną cechą jest bardzo intensywna, wręcz nachalna, obecność w polskiej przestrzeni publicznej postkomunistycznego dyskursu. Zaś przemówienie Aleksandra Kwaśniewskiego na pogrzebie Wojciecha Jaruzelskiego jest tego koronnym dowodem, a zarazem przejawem.

W Polsce nadal funkcjonuje postkomunistyczna narracja o najnowszej historii Polski. Można odnieść również wrażenie, że postkomunistyczna narracja nie stanowi problemu dla środków masowego przekazu. Albowiem massmedia bardzo obszernie relacjonowały przebieg pogrzebu Jaruzelskiego. Chociaż w serwisach informacyjnych przemówienie Kwaśniewskiego pojawiało się, to spotykało ono się ze zdecydowanie mniejszym zainteresowaniem komentujących, niż protesty przeciwników pochówku Jaruzelskiego na Powązkach.

Aleksander Kwaśniewski po raz kolejny nie zdołał zachować umiaru. Ale jego przemówienie spotkało się ze znikomą krytyką, jeśli ją porównać do zmasowanego walca składającego się ze słów potępiających tych, którzy - protestując przeciwko państwowemu pogrzebowi Jaruzelskiego z wojskowymi honorami na Powązkach – po prostu walczyli o historyczną prawdę. Warto również zauważyć, że słowa Aleksandra Kwaśniewskiego o Jaruzelskim mogły budzić niesmak u tych, którzy doznali ze strony „Czerwonego Generała” krzywdy i trudno było oczekiwać, aby pozostawali oni w milczeniu, kiedy to wychwalano pod niebiosa ich kata.

Dyskurs postkomunistyczny Aleksandra Kwaśniewskiego sprowokował tych, którzy pochówkowi Jaruzelskiego na Powązkach się sprzeciwiali. Jednak to protestujących się krytykuje. To protestujących się potępia. To z protestujących usiłuje się zrobić oszołomów, chorych z nienawiści osobników, frustratów, którzy nie odnaleźli się w wolnej, demokratycznej i – nade wszystko - kapitalistycznej Polsce. Jednak osobiście uważam, że ci, którzy tego dnia protestowali na Powązkach po prostu walczyli o historyczna prawdę. Tak rozumiem ich protest i nie ma to absolutnie nic wspólnego z „oszołomstwem”, nienawiścią czy społeczną frustracją.

Sojusz Lewicy Demokratycznej głosem swoich liderów twierdzi, że rolą Instytutu Pamięci Narodowej jest opisywać historię, a nie ją pisać. Ale kto tu pisze historię? Kto pisze na nowo historię Wojciecha Jaruzelskiego, pomijając takie – być może dla niektórych nieistotne - « szczegóły », jak działalność w Informacji Wojskowej, członkostwo w grupie partyzantów Mieczysława Moczara, uczestnictwo w czystkach przeprowadzanych w Ludowym Wojsku Polskim, domniemaną współodpowiedzialność za masakrę robotników na Wybrzeżu czy za działania tak zwanych „nieznanych sprawców”…

Wielu przedstawicieli środowisk opiniotwórczych w Polsce usiłuje sprawić, abyśmy rozmawiali o życiorysie Wojciecha Jaruzelskiego począwszy od 1989 roku. Jednak warto zauważyć (o czym niemało uczestników polskiej debaty publicznej zapomina), że Jaruzelski nie narodził się w 1989 roku. Wszak przed rokiem 1989 Wojciech Jaruzelski funkcjonował jako sowiecki namiestnik Polski, agent Śmierszu, „Czerwony Generał” i czołowa postać Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

Działalności Wojciecha Jaruzelskiego sprzed roku 1989… tego wymazać się nie da. Jednak w Polsce są tacy, którzy chcą pisać życiorys Jaruzelskiego na nowo i nie jest to Instytut Pamięci Narodowej, jego badacze czy jego dyrektor generalny. Są w Polsce tacy, którzy historię Jaruzelskiego usiłują napisać na nowo, próbując przy tej okazji wymazać te wszystkie rozdziały, które nie pasują im do swojej narracji. Co więcej, okazuje się, że takie działania nie spotykają się z większymi protestami ani massmediów, ani polskiego mainstreamu.

Aleksander Kwaśniewski bezczelnie usiłował zrobić z sowieckiego namiestnika nad Polską wielkiego Polaka, wielkiego polskiego bohatera. Aleksander Kwaśniewski tak naprawdę wykorzystał pogrzeb Jaruzelskiego do propagowania politycznego przekazu. Jednak to protestujących oskarża się o to, że protestowali i czyniąc to zakłócali pogrzeb « prezydenta Polski ». Aleksander Kwaśniewski, wychwalając pod niebiosa Jaruzelskiego, obraził tych wszystkich, którzy doznali od „Czerwonego Generała” krzywdy. Jednak polski mainstream tego nie zauważa i próbuje zrobić z protestujących na tym pogrzebie oszołomów. Kto sprowokował kogo? Kto kogo obraził? Kto zakłócił ten pogrzeb?

Wojciech Jaruzelski miał pogrzeb państwowy z państwowymi honorami na Powązkach, czyli w miejscu, które można uznać za polski Panteon. Ani Todor Żiwkow, ani Gustáv Husák, ani Erich Honecker pogrzebu z najwyższymi państwowymi honorami nie mieli. Jakie płyną z tego wnioski? Czy nie daje to do myślenia? Czy nie nadszedł w Polsce czas, aby to porównanie dało do myślenia tym, którzy najwidoczniej nad tym zastanawiać się nie chcą, chociaż od upadku Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej minęło już dwadzieścia pięć lat?

Mija dwadzieścia pięć lat polskiej wolności i niepodległości. A dekomunizacji w Polsce nie było, nie ma i - wszystko na to wskazuje - że juz nigdy nie będzie. Można odnieść wrażenie, że Wolna Polska, że polskie państwo nie potrafiło zadbać - a być może wręcz wzbraniało się - żeby zadbać o rzetelną, pełną dekomunizację w Polsce. Wszak w naszym kraju prowadzą publiczną działalność środowiska opiniotwórcze i polityczne, które nadal w swoim dyskursie nie potrafią odciąć się od PRL-u, a czasem wręcz się do niego odwołują. To właśnie zrobił były prezydent (już wówczas demokratycznej Polski) Aleksander Kwaśniewski i to nie jest okaye, to nie jest w porządku, to nie jest do zaakceptowania!

Skoro dekomunizacji w Polsce nie było, nie ma i raczej już nie będzie, to zadbajmy o to, aby przynajmniej doszło do dekomunizacji dyskursu publicznego i politycznego. Przecież niektórzy polscy politycy, próbując pozyskać elektorat postkomunistyczny, zapraszali Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, odwiedzali generała, organizowali mu urodziny i nie tylko. Przecież niektórzy politycy wychwalali pod niebiosa Edwarda Gierka... To nie jest okaye, to nie jest w porządku, to nie jest do zaakceptowania!

Taka dwuznaczna, a czasem wręcz jednoznaczna narracja powoduje, że w przypadku najnowszej polskiej historii, dla wielu Polaków jest wiele niejasności. Podam tylko jeden przykład z wielu: w publikacjach internetowych nadal można spotkać się ze sformułowaniem „bandy”, kiedy to jest mowa o leśnych oddziałach wchodzących w skład niepodległościowych organizacji z okresu drugiej konspiracji.

„Wojciechu, żołnierzu, spocznij. Twoja służba skończona. A my - baczność! Walka o dobre imię Wojciecha Jaruzelskiego trwa” - powiedział Aleksander Kwaśniewski na pogrzebie Wojciecha Jaruzelskiego. A więc postkomunistom już nie wystarczy, że ich towarzysz został pochowany na Powązkach z najwyższymi honorami państwowymi. Teraz chcą dodatkowo, aby to ich narracja, aby to ich - najdelikatniej to ujmując - nieprawdziwa wersja najnowszej historii Polski była górą.

Skoro Kwaśniewski deklaruje, że walka o dobre imię Wojciecha Jaruzelskiego trwa, to ja deklaruję, że trwa walka o prawdę historyczną dotyczącą Wojciecha Jaruzelskiego i jego towarzyszy. Jednak walka ta nie powinna odbywać się na ulicy, na cmentarzach czy przy pomnikach. Walka o prawdę dotyczącą Wojciecha Jaruzelskiego, jego towarzyszy i całego zbrodniczego systemu, jakim był PRL, powinna odbywać się w wirtualnej i materialnej przestrzeni publicznej. Zaś instrumentem walki tych, którzy o historię walczą i walczyć będą nie powinny być krzyki, gwizdy czy inwektywy. Ich bronią powinny być argumenty, których nie brakuje, fachowe publikacje, rzeczowe filmy dokumentalne, takie jak „Towarzysz Generał” czy „Towarzysz Generał idzie na wojnę”, autorstwa reżysera Grzegorza Brauna. W rzeczowej i kulturalnej debacie, za pomocą argumentów, publikacji i obiektywnych dokumentów, prawda historyczna zwycięży. Albowiem „czerwony przeciwnik” na obronę swej wersji najnowszej historii Polski ma jedynie swoją zakłamaną narrację, która przeczy faktom, która przeczy temu, co się wydarzyło naprawdę, która przeczy prawdzie o tym, kim byli „czerwoni dygnitarze” (tacy, jak Jaruzelski), których od dwudziestu pięciu lat postkomuniści usiłują wybielić i uczynić z nich bohaterów narodowych.

Nie ma Wojciecha Jaruzelskiego, ale są jego towarzysze. Czy jest prawda? Jest, jednak w tym momencie prawda o najnowszej polskiej historii jest zbyt rzadko  głoszona, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Dlatego też o historyczną prawdę należy zabiegać, tak, aby poświecenie tych, którzy naprawdę o wolną Polskę walczyli, nie poszło w zapomnienie. Dlatego należy o prawdę historyczną walczyć, tak, aby nie wzięła góry postkomunistyczna narracja, która z polskiego żołnierza czy oficera robi bandytę, a ze sługi Związkowi Sowieckiemu robi polskiego bohatera narodowego. O prawdę historyczną należy walczyć, tak, aby nie wzięła górę nad prawdą o polskiej historii narracja stosowana przez postkomunistów; narracja, która z prawdą o najnowszej historii Polski nie ma nic, ale to absolutnie nic wspólnego!!!

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka