zbigniewstefanik zbigniewstefanik
2161
BLOG

Absurd czy mało śmieszny żart? Czym jest deklaracja wiary?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 67

Pomieszanie z poplątaniem. Pomieszanie pojęć. Poplątanie sfery prywatnej ze sferą zawodową. Pomylenie posługi lekarskiej z posługą kapłańską. Próba narzucenia osobom trzecim swojej moralności. Brak zrozumienia dla pojęcia państwa świeckiego. Powrót do przeszłości, tej nieco bardziej średniowiecznej.

Całkowity absurd? Mało śmieszny żart? Oto myśli, skojarzenia i zapytania, które przyszły mi do głowy, kiedy to dowiedziałem się o inicjatywie deklaracji wiary podpisywanej przez pracowników służby zdrowia w Polsce.

Nie jest moim celem atakowanie czy napiętnowanie kogokolwiek za jego światopogląd czy wyznawaną religię. Każdy może sobie wierzyć w co chce i żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami. Jednakże, ponieważ natura państwa polskiego - czyli III RP - to demokratyczne państwo prawa, należy pamiętać, że każdego obywatela obowiązuje najpierw litera prawa, a dopiero później - dla tych, którzy są wierzący - prawo boskie czy prawo kanoniczne.

Jestem osobą wierzącą. Jestem ochrzczonym, wierzącym i praktykującym katolikiem. Jednak uważam, że to w co wierzę i jaki wyznaję światopogląd, to moja prywatna sprawa. Albowiem kwestia wiary należy (czy też należeć powinna) do sfery prywatnej każdego człowieka. Ale sfera zawodowa - to już jest coś innego. Pracodawca albo beneficjent świadczonej usługi, ma prawo oczekiwać przede wszystkim profesjonalizmu od pracownika czy też świadczącego usługę.

Tym bardziej istotny czy wręcz niezbędny jest profesjonalizm w dziedzinie zdrowia. Warto przypomnieć, że lekarz powinien wykonywać swój zawód, kierując się swoją wiedzą medyczną, jak również literą prawa, która obowiązuje w kraju, gdzie wykonuje swój zawód. To właśnie jest to, co nazywam profesjonalizmem. Jednak kwestia wiary, kwestia światopoglądu, czy kwestia sumienia, to sprawy należące do prywatnej sfery każdego człowieka. Ta zasada dotyczy również lekarzy. Mówiąc wprost: wiara czy światopogląd nie mają absolutnie nic wspólnego ze sferą profesjonalnego wykonywania zawodu przez pracowników służby zdrowia, w którym powinny dominować argumenty racjonalne, poparte medyczną wiedzą, uzyskaną w sposób naukowy i wynikającą z naukowych zmagań.

Mieszanie wiary i nauki to trochę tak, jakby mieszać majonez z czekoladą. Kiedy kosztuje się taką mieszankę to dochodzi się do wniosku, że coś tu nie gra. Do takiego wniosku można dojść w przypadku deklaracji wiary pracowników służby medycznej, gdzie nad wiedzą medyczną i literą prawa zaczyna dominować prywatny światopogląd i szeroko pojęta wiara. A przecież kwestie związane z wiarą należą do zbioru przekonań subiektywnych. Jednak medycyna, jako dyscyplina naukowa, powinna być obiektywna, czyli niezależna i wolna od subiektywnych aspektów związanych z wiarą czy światopoglądem. O tym najwyraźniej zapominają ci, którzy deklarację wiary podpisują.

Choć jestem osobą wierząca i praktykującą religię katolicką, to stanowczo sprzeciwiam się inicjatywie podpisywania deklaracji wiary. Albowiem owa inicjatywa znajduje się w całkowitej sprzeczności z charakterem świeckim państwa polskiego. III RP to państwo zdefiniowane konstytucyjnie jako państwo świeckie. Czy się mylę?

„Moja wolność kończy się tam, gdzie wolność drugiej osoby się zaczyna” - to jedna z najstarszych reguł Republiki Francuskiej, do której jestem bardzo przywiązany. Każdy ma prawo do wolności indywidualnej, do swoich przekonań i do swojej wiary. Jednak nikt nie ma prawa narzucać innym swojej wiary czy swojej moralności. Odnoszę wrażenie, że w przypadku deklaracji wiary tak się właśnie dzieje. Albowiem pracownik służby zdrowia, który tę deklarację podpisał, narzuca swojemu pacjentowi swoja moralność, swój światopogląd wynikający z wyznawanej przez niego religii - i to nie jest w porządku. Tak nie powinno być w demokratycznym państwie prawa, które ma charakter świecki. Albowiem jedna z głównych niepisanych zasad, regulujących stosunki społeczne w demokratycznym państwie, w demokratycznym społeczeństwie, brzmi: „Żyj i daj żyć innym“.

Inicjatywa podpisywania deklaracji wiary tworzy bardzo nieprzewidywalny w skutkach precedens, który może mieć w przyszłości bardzo daleko idące konsekwencje dla polskich obywateli. Skoro lekarze praktykujący religię katolicką mogą podpisać deklarację wiary, dlaczego podobnej deklaracji nie mogliby podpisać lekarze należący do grupy świadków Jehowy? A przypominam, że to wyznanie sprzeciwia się przetaczaniu krwi, czyli transfuzjom.

Poza tym, skoro deklaracje wiary mogą podpisywać pracownicy służby zdrowia, to dlaczego przedstawiciele innych zawodów nie mogliby podpisać takiej deklaracji? Czy nie mogłaby powstać deklaracja pracowników sklepów, super- i hipermarketów o wyznaniu muzułmańskim, którym wolność sumienia zabraniałaby sprzedawać wieprzowinę?

Deklaracje wiary może tak naprawdę podpisać przedstawiciel każdego zawodu. Deklaracje wiary może tak naprawdę podpisać każdy, ponieważ jeśli pozwolimy na to, aby prywatne przekonania zaczęły regulować stosunek jaki mamy do swojej pracy i do wykonywanego przez siebie zawodu, to końca deklaracjom wiary nie będzie widać. A przecież można również sobie wyobrazić, że np. obrońcy zwierząt czy przeciwnicy palenia tytoniu (albo choćby ekolodzy i obrońcy praw natury) również mogliby zacząć redagować i podpisywać swoje deklaracje wiary. I tak raptem może okazać się, że kupno choćby paczki papierosów stanie się problemem. Albowiem w kiosku czy w sklepie ekspedient nie sprzeda nam papierosów, ze względu na jego sprzeciw wobec używek tytoniowych, które mogą być szkodliwe dla zdrowia, a nawet nieść za sobą ryzyko dla życia. Albo, na przykład, udając się do kina, aby obejrzeć film, który nas interesuje, raptem okaże się, że nie możemy kupić biletu. Przecież sprzedający bilety może nie zgadzać się z treścią zawartą w filmie, na który postanowiliśmy się wybrać. Ze względu na to, iż ów film (czy treści, które zawiera) godzi w jego wiarę czy światopogląd, sprzedawca nie sprzeda nam biletu. Itd., itd., itd. …

W każdej dziedzinie zawodowej można podpisać deklarację wiary i warto pamiętać, że nie tylko katolicy mają monopol na tego typu deklaracje. Wszak na świecie religii jest wiele, a przecież demokratyczne państwo prawa gwarantuje każdemu wyznawcy, każdej religii, równe traktowanie. To, co się należy katolikom, należy się wyznawcom innych religii. A więc deklaracjom wiary i klauzulom sumienia w przyszłości – być może - końca nie będzie widać. I warto się nad tym zastanowić.

W Polsce nie obowiązuje przymusowy pobór do służby zdrowia. Nikt nie musi być lekarzem. Nikt nie musi być ginekologiem. A jeśli komuś przestaje pasować wykonywany przez niego zawód, to zawsze przecież może go zmienić. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby ginekolog przekwalifikował się, na przykład, na listonosza, jeśli zakres jego obowiązków i wymogi, które wykonywanie tego zawodu przed nim stawia, bardziej pasują do jego światopoglądu czy do jego wiary. Jednak jeśli ktoś wykonuje jakiś zawód, to powinno się od niego oczekiwać, że będzie kierował się wyłącznie profesjonalizmem i postępował w sposób profesjonalny.

Co ma wspólnego z profesjonalizmem kierowanie się przy wykonywanym przez siebie zawodzie swoją osobistą wiarą, która ma charakter subiektywny i prywatny? Co ma wspólnego podpisywanie deklaracji wiary z profesjonalizmem pracowników służby zdrowia? Odnoszę wrażenie, że niezbyt wiele...

Polskie państwo powinno się przeciwstawić inicjatywie deklaracji wiary. Albowiem efekty takiego przedsięwzięcia mogą okazać się bardzo niekorzystne dla polskiego społeczeństwa, jak również może to nieść w przyszłości bardzo daleko idące społeczne konsekwencje. Jednak jeśli polskie państwo nie zechce, czy też nie zdoła się tej inicjatywie przeciwstawić, to powinno przynajmniej wykonać to, co można uznać za pewne minimum.

Ministerstwo zdrowia powinno sprawić, aby informacja o tym, jaki lekarz podpisał deklarację wiary była łatwo dostępna dla każdego pacjenta. Tak, aby każdy mógł w sposób świadomy dokonywać wyboru swojego lekarza rodzinnego czy innego pracownika służby zdrowia. Zresztą taką informację powinni udostępniać sami lekarze, którzy ową deklaracje podpisali. Powinni oni – przynajmniej! - wywieszać kartkę z taką informacją na drzwiach swojego gabinetu. Nie ma to nic wspólnego z bolszewizmem, z nazizmem, z dekretami czy Ustawami Norymberskimi, jak sugerują to niektórzy przedstawiciele środowisk przychylnych deklaracji wiary. W Polsce czas oczekiwania na wizytę lekarską, tym bardziej u lekarza specjalisty - najdelikatniej to ujmując - nie jest krótki i nie powinno się świadomie doprowadzać do sytuacji, w której czas oczekiwania na wizytę czy interwencję lekarską jest pomnożony razy dwa. Jeśli kobieta oczekuje od ginekologa, że przepisze jej środki antykoncepcyjne, to powinna wiedzieć czy ginekolog, do którego umówiła się na wizytę, przepisze jej te środki czy nie.

Lekarz nie powinien mylić służby lekarskiej ze służbą kapłańską. Jednak jeśli już tak się dzieje, to pacjenci mają prawo o tym wiedzieć i w sposób świadomy dokonywać swoich wyborów. To kwestia zasadniczego szacunku dla pacjenta; szacunku, który mu się należy. Czy się mylę?

Być może jestem umysłowo ograniczony, zbyt mało tolerancyjny. Być może jestem zwyczajnym betonem, nic nierozumiejącym oszołomem. Wybaczcie, drodzy Czytelnicy, ale nie potrafię sobie odpowiedzieć na jedno pytanie: absurd czy  mało śmieszny żart? Czym jest deklaracja wiary pracowników służby zdrowia w Polsce?

 

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (67)

Inne tematy w dziale Polityka