zbigniewstefanik zbigniewstefanik
3653
BLOG

Piotr Duda jest oburzony. Dlaczego?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 75

Przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda znowu dał o sobie znać. Tym razem Duda ma pretensje o to, że związek zawodowy, który reprezentuje, czyli NSZZ „Solidarność” nie został zaproszony do wzięcia udziału w uroczystościach poświęconych dwudziestej piątej rocznicy półwolnych wyborów w Polsce. „Pominięcie NSZZ „Solidarność” podczas obchodów, to celowa decyzja obecnie rządzących, w odwecie za walkę o prawa pracownicze i obywatelskie” - twierdzi Piotr Duda. Zdaniem przewodniczącego „Solidarności”: „Oficjalne obchody 25 rocznicy czwartego czerwca 1989 roku, bez formalnego udziału NSZZ »Solidarność«, stają się karykaturalne, pozbawione wewnętrznej siły ducha, solidarności i wolności”.

Piotr Duda uznaje więc, że wolna Polska nie powinna oficjalnie fetować rocznicy wejścia na drogę, która ją doprowadziła do wolności, bez udziału w tej fecie związku zawodowego NSZZ „Solidarność”. Jednak trudno zgodzić się w tej sprawie z urzędującym przewodniczącym „Solidarności”.

Piotr Duda uważa, że nie było pierwszej i drugiej „Solidarności”, tylko jedna „Solidarność”, która działa do dzisiaj. Jednak taki pogląd nie uwzględnia wszystkich wydarzeń, które miały miejsce w Polsce podczas ostatnich (już ponad) trzydziestu trzech lat, czyli od momentu formalnego zarejestrowania Niezależnego i Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, jako legalnie działającej organizacji.

Ostatnie trzydzieści trzy lata przyniosły wiele zmian w Polsce i wiele zmian w samej „Solidarności”; zmian, których najwyraźniej Piotr Duda zdaje się nie uwzględniać. W ponad trzydziestoletniej działalności Związek „Solidarność” pełnił w Polsce różne role. Związek zmieniał Polskę i polską rzeczywistość, ale również sam się zmieniał. Dlaczego? Ponieważ podczas ponad trzydziestoletniej działalności „Solidarności” przychodziło funkcjonować w różnych realiach społeczno-politycznych, na które sama „Solidarność” miała przecież ogromny wpływ.

Krótko mówiąc, zmieniała się Polska, a wraz z nią zmieniała się rola, jaką miała pełnić „Solidarność”. Dlatego też zmieniała się tożsamość samej „Solidarności”. Tego PiotrDuda najwyraźniej nie zauważa.

Kiedy powstała „Solidarność” to ów związek reprezentował szeroko rozumiany ruch społeczny znajdujący się w opozycji do władzy ludowej i do komunistycznego reżimu. W okresie działalności pierwszej „Solidarności”, to jest do momentu wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, Związek ten liczył 10 milionów członków; byli to ludzie reprezentujący różne, przeróżne środowiska. Wówczas do „Solidarności” przyłączał się każdy, kto nie akceptował władzy ludowej albo też każdy, kto chciał zmiany sytuacji społeczno-politycznej, która wówczas panowała w Polsce. A więc ówczesna „Solidarność” nie była związkiem zawodowym. Albo inaczej: związkiem zawodowym była również. Była to jednak przede wszystkim organizacja oporu wobec komunistycznego reżimu, który wtenczas panował w Polsce. 

Kiedy przyszedł cios 13 grudnia 1981 roku, to „Solidarność” została zepchnięta do podziemia i - aby nadal prowadzić działalność opozycyjną wobec władzy ludowej - stała się organizacją konspiracyjną. „Solidarność” podziemna, była prawdziwym ruchem oporu, który usiłował zapewnić przetrwanie opozycji antykomunistycznej w sytuacji, w której władza ludowa usiłowała ją zniszczyć, ją zgnieść. „Solidarność”, jako organizacja konspiracyjna, sprawiła, że wolnościowe i niepodległościowe dążenia Polaków przetrwały, kiedy „Czerwony” starał się zdławić wszelkie ośrodki oporu.

Kiedy rozpoczęły się rozmowy okrągłostołowe „Solidarność” przyjęła na siebie rolę społeczno-polityczną, czy raczej polityczno-społeczną. Przecież porozumienia zawarte przy Okrągłym Stole są porozumieniami o naturze społeczno-politycznej. Jeszcze przed wyborami z czerwca 1989 roku doszło do „relegalizacji”, czy też ponownej rejestracji NSZZ „Solidarność” jako legalnie działającej organizacji społecznej w nadal funkcjonującej wtedy Polsce Ludowej. I tak właśnie powstała druga „Solidarność”, która liczyła już nieco ponad milion członków. Kiedy rozpoczęła się kampania wyborcza w ramach półwolnych wyborów w Polsce, druga „Solidarność” pełniła funkcję wyraźnie polityczną. Organizacja ta i jej liderzy prowadzili kampanię wyborczą i prosili wyborców o głosy.

Po upadku komunizmu w Polsce narodziła się trzecia „Solidarność”. Wówczas była to organizacja, jak można stwierdzić, hybrydowa. Albowiem jej działalność była jednocześnie działalnością związkową, społeczną i polityczną, co doprowadziło do stworzenia Akcji Wyborczej „Solidarność”. Głównym liderem i przywódcą tego obozu politycznego był przecież ówczesny przewodniczący NSZZ „Solidarność”, czyli Marian Krzaklewski. Natomiast po wyborczej klęsce i upadku AWS-u NSZZ „Solidarność” podjęła decyzję o nieprowadzeniu działalności politycznej pod sztandarami „Solidarności”. I właśnie w taki sposób powstała czwarta „Solidarność”, czyli „Solidarność”, która jest wyłącznie związkiem zawodowym.

Na czym polega różnica pomiędzy tą „Solidarnością”, która walczyła o wolną Polskę i tą, która - już w wolnej Polsce - funkcjonuje obecnie? „Solidarność” z lat 80. ubiegłego wieku była związkiem zawodowym „również”. Z kolei dzisiejsza „Solidarność” jest „tylko” i wyłącznie związkiem zawodowym. Najwyraźniej Piotr Duda nie uwzględnił tej różnicy. Być może owa różnica jest dla niektórych zbyt mało widoczna, jednak warto zadać sobie trud i postarać się ją zauważyć. Albowiem obecna „Solidarność” funkcjonuje w całkowicie innym państwie i w innych realiach, niż ta z lat 80., niż ta, która pełniła rolę opozycji wobec komunistycznego reżimu.

A jeśli wydaje się komuś, że Piotr Duda jest Lechem Wałęsą to jest w błędzie.

Władzy ludowej już nie ma, komunizm w Polsce upadł, a z tamtych czasów została tylko „Solidarność”, która odniosła wielkie zwycięstwo: wywalczyła wolną Polskę, pokonała komunizm i „Czerwonego”. Ale warto zastanowić się, co obecna NSZZ „Solidarność” i ta „Solidarność”, która walczyła w Polsce z komunizmem mają ze sobą wspólnego.

Prócz tego samego sztandaru i tej samej nazwy - właściwie nic. Mamy inną Polskę, mamy wolną Polskę, mamy inne czasy i inną sytuację polityczną. Przecież dzisiejsza Polska jest demokratycznym państwem prawa. To wszystko powoduje, że mamy również inną „Solidarność”, spełniającą inną rolę, niż miało to miejsce w innej, już nieistniejącej Polce lat 80. XX wieku. Dzisiejsza „Solidarność” to związek zawodowy, którego rolą jest upominanie się, a w razie potrzeby walka, o prawa pracownicze. Dzisiejsza NSZZ „Solidarność” to zwyczajny związek zawodowy funkcjonujący w demokratycznym państwie prawa, taki, jak inne związki zawodowe w pozostałych krajach Unii Europejskiej.

Obchody dwudziestej piątej rocznicy półwolnych wyborów były obchodami politycznymi i państwowymi. Jeśli organizatorzy tych obchodów zaprosiliby NSZZ „Solidarność” to musieliby zaprosić do wzięcia udziału w tych obchodach wszystkie związki zawodowe funkcjonujące w Polsce. Albowiem dzisiejsza „Solidarność” to zwyczajny związek zawodowy, nie mający ani więcej, ani mniej praw w wolnej Polsce, niż pozostałe związki zawodowe prowadzące działalność w naszym kraju. W związku z powyższym oburzenie Piotra Dudy zdaje się nie mieć uzasadnienia, jeśli oczywiście przyjąć, że to brak uczestnictwa „Solidarności” w tych obchodach tak Pana Przewodniczącego oburzył. Osobiście odnoszę wrażenie, że Piotra Dudy oburzyło jednak coś innego.

Zdaje się, że Piotr Duda ma pretensje nie o to, że nie został zaproszony na oficjalne obchody dwudziestej piątej rocznicy półwolnych wyborów w Polsce. Wszak sam były przewodniczący „Solidarności” Janusz Śniadek przyznał, że Piotr Duda na te uroczystości zaproszenie dostał drogą mailową. I właśnie o to najprawdopodobniej przewodniczącemu „Solidarności” chodzi. Najprawdopodobniej poczuł się urażony, że nie zabiegano dostatecznie intensywnie i energicznie o jego obecność na tych uroczystościach.

Być może Piotr Duda oczekiwał, że prezydent RP Bronisław Komorowski osobiście zaprosi go do wzięcia udziału w tych obchodach? Być może Piotr Duda oczekiwał, że prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama osobiście poprosi go o wzięcie udziału w tych obchodach? Być może Piotr Duda oczekiwał, że to nie prezydent RP Bronisław Komorowski, ale właśnie on, przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda, będzie wygłaszał podczas tych uroczystości przemówienie okolicznościowe?

A jednak - tak się nie stało i można domniemywać, że Piotr Duda poczuł się, jakby to powiedzieć... być może, że poczuł się troszkę pominięty. Wszak w ostatnim czasie Piotr Duda nie może narzekać na nadmiar sukcesów. Albowiem prowadzona przez niego nieustanna kampania negatywna nie przynosi zbyt wiele korzystnych dla niego rezultatów. Negatywna kampania, którą prowadził Związek „Solidarność” przeciwko Adamowi Szejnfeldowi czy Julii Piterze nie przeszkodziła tym politykom w uzyskaniu mandatów europarlamentarzystów. Na prawicy Piotr Duda nie zwiększa swojego kapitału politycznego, a jego polityczne akcje - mówiąc kolokwialnie - nie idą w górę. Prezes partii Prawo i Sprawiedliwość Jarosław Kaczyński, przynajmniej w tym momencie, bardzo skutecznie zablokował polityczny asumpt Piotra Dudy na prawicy. Wszak zdaje się, że Prawo i Sprawiedliwość ma swojego przywódcę i nie jest to Piotr Duda. Zaś inne środowiska prawicowe niespecjalnie energicznie zabiegają o polityczny leadership Piotra Dudy.

Być może sposób funkcjonowania Piotra Dudy w przestrzeni publicznej powoduje, iż przewodniczący „Solidarności” jest pomijany, a można i odnieść wrażenie, że coraz częściej jest on traktowany, jak persona non grata. Wszak nieustanna kampania negatywna, agresywna retoryka i brutalne wypowiedzi to główne znaki rozpoznawcze działalności Piotra Dudy w polskiej przestrzeni publicznej. Być może właśnie dlatego organizatorzy oficjalnych obchodów dwudziestej piątej rocznicy półwolnych wyborów w Polsce nie zabiegali bardziej energicznie o obecność Piotra Dudy podczas tych obchodów?

Piotr Duda nie był przewodniczącym NSZZ „Solidarność”, kiedy trwała w Polsce walka z władzą ludową. Piotr Duda nie jest laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Piotr Duda nie przemawiał przed Kongresem Amerykańskim w czasie, kiedy Polska odzyskiwała wolność i niepodległość. Piotr Duda nie był pierwszym powojennym prezydentem Polski, wybranym w wyborach powszechnych. Piotr Duda nie jest ani w Polsce, ani na świecie postacią symbolizującą walkę z komunistycznym reżimem. Piotr Duda to nie Lech Wałęsa i warto o tym pamiętać. Piotr Duda to nie Lech Wałęsa i warto, aby pamiętał o tym sam Piotr Duda.

Piotr Duda to obecny przewodniczący NSZZ „Solidarność”; przewodniczący zwyczajnego związku zawodowego, Związku, który z pierwszą czy drugą „Solidarnością” nie ma nic wspólnego. Pokory, więcej pokory. Nawet odrobina pokory nie zaszkodzi, Panie Przewodniczący.

Piotr Duda jest oburzony. Ale można zastanawiać się na co i można zadawać sobie pytanie dlaczego? Co tak naprawdę oburzyło przewodniczącego Związku Zawodowego „Solidarność” Piotra Dudę?  

 

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (75)

Inne tematy w dziale Polityka