54 obserwujących
1179 notek
829k odsłon
2728 odsłon

"Blade Runner" - film na nasze czasy?

Wykop Skomentuj31

image


Magia właściwie zaczyna się od samego początku, od pojawienie się pierwszych napisów, nazwisk producentów, Harrisona Forda. Czerwono świecący na chwilę "BLADE RUNNER" i ta muzyka, która zabiera uwagę i przenosi gdzieś w przestrzeń, stwarzaną przez film. Właściwie Blade Runner bez muzyki Vangelisa nie byłby Blade Runnerem, to znaczy nie byłby gorszy, nie byłby po prostu sobą, filmem - tu można  można użyć takich określeń jak - milowym, kultowym, niezwykłym.



Gdy rozpina się przed widzem panorama Los Angeles, dystopijnego miasta przyszłości, które kaleczy noc swoimi światłami, ogniami, monumentalnymi i poskręcanymi budowlami, to lecimy nad nim, czy chcemy czy nie, razem z reżyserem, a może z bohaterem, a może z kompozytorem, trudno zgadnąć.

Dlaczego właściwie warto wrócić do filmu Blade Runner tu i teraz? Może dlatego, że, jak to czasem bywa w amerykańskich filmach, w otwierającej film scenie testu-przesłuchania nowego pracownika bierze udział Leon Kowalski, brutalny android, który strzela do przesłuchującego. Może też dlatego, że film dzieje się właśnie w 2019 roku i to w listopadzie, który kilka dni temu minął. Więc to niedawno, choć w przyszłości i gdzieś indziej.

Harrison Ford jest młody, męski, przystojny. Świat jest ciemny, pokręcony, opresyjny. Człowiek szuka schronienia w domu, interakcje są zawodowe albo biznesowe. Życie androidów, którzy są "prawie ludźmi", trwa tylko chwilę, żeby tymi ludźmi przypadkiem się nie stali i właściwie nie wiadomo czy odróżnia ich od nas tylko sposób powstania, bo my się rodzimy a oni są wytwarzani.

W każdym filmie da się wybrać jakieś sceny, które ten film reprezentują albo zapadają w pamięć, które są jakąś jego wizytówką. Takie dwie sceny z pierwszego "Blade Runner", to byłoby spotkanie Deckarda i Racheal i być może pościg za uciekającą androidką (? forma) gdzie przemoc, rozpacz, szkło, wszystko razem jakoś niezwykłe, jakby apoteoza tragedii życia.

Jednak owo pierwsze spotkanie Deckarda z Rachael, które rozpoczyna przelot sztucznej sowy, wydaje się najbardziej niezwykłe. Przestrzeń, kolorystyka, jej oczy i sylwetka, jego oczy i pytania. Wszystko na raz i znów, widza nie ma, są tylko oni i to co się dzieje na ekranie, a może daleko poza nim, gdzieś w ludzkiej wyobraźni, a może właśnie w życiu przez większe "Ż".

Jest Blade Runner opowiadaniem o śmierci. O tym, że każdy chce więcej. Więcej życia, więcej wszystkiego. Świetny Rutger Hauer widział wojenne statki w ogniu w pasie Oriona, promienie kosmiczne. - I to wszystko, jak łzy, przemija - przyznaje. Więc chce więcej, więc śmierć jest straszna, bo jest. Więc zrobi wszystko by ją odsunąć, choćby na trochę.

I opowiada pierwszy Blade Runner trochę o miłości. Oczywiście w dystopijnym kontekście. - Robiłeś ten test na sobie? - pyta Rachael Deckarda. Więc to człowiek, który kocha androida czy oboje są androidami? Niestety wszyscy muszą umrzeć. I tak w niewiedzy, lgną do siebie. Nie potrafią udzielić odpowiedzi na pytanie o mechanizmy to "lgnięcie" generujące. Jedyne, co wiedzą, to, że tego chcą.

Niemal 30 lat później, Blade Runner powstał w 1982 r, nakręcono sequel, drugą część, kontynuację - jak zwał tak zwał. Z takimi "dokręceniami", kontynuacjami dzieł wybitnych jest problem. Bardzo trudno bowiem sprostać czemuś autentycznie wybitnemu, trudno być ponownie oryginalnym, trudno uciec od kalki, która nie ma wiele wspólnego z artyzmem, za to wiele z przemysłową produkcją dla zysku.

A jednak się udało. "Blade Runner 2049" znów się spodobał, znów "zagrał", znów "pokazał i przemówił". Ryan Gosling stanął na wysokości zadania. Reżyser i scenarzysta również. Z być może najtrudniejszego zadania napisania muzyki, która byłaby jednocześnie kontynuacją wrażliwości Vangelisa, ale i jakimś jej rozwinięciem wywiązali się z sukcesem Hans Zimmer i Benjamin Wallfisch.

I znów jest mgliście, nie do końca wyraźnie. Przemoc i dystopia. Pytania o tożsamość i to dziecko, dziecko androidów. Każdy z nas chce żyć i, jak bohater tej drugiej części Blade Runnera, być autentyczny. Właściwie to nie wiadomo dlaczego, Nie ma odpowiedzi na to pytanie, bo przecież przemijamy. Kości Rachael pozostają po prostu kośćmi, tyle, że ze śladami po skalpelu i z numerem seryjnym wielkości pikometrów, gdzieś tam.

A jednak Blade Runner 2049 jest opowieścią o człowieczeństwie i o życiu. Człowieczeństwie w przerażająco usztucznionym świecie, gdzie granice tego co ludzkie i sztuczne się zacierają, gdzie ludzie/androidy szukają relacji z rzeczywistością wytworzoną jak z ludźmi. I to dziecko androidów, czy są zatem androidami skoro żyją, umierają i mogą mieć dzieci? To dziecko dla którego poświęcają życie inni. Dla którego poświęca miłość do niego tj. możliwość bycia z nim, jego własny ojciec. Na czym w takim razie polega miłość? Może na pragnieniu dobra drugiej osoby. Za wszelką cenę. Za cenę siebie. Czy to nie jest znany nam skądś motyw?

Wykop Skomentuj31
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura