103 obserwujących
1503 notki
1136k odsłon
  1417   4

1 dzień finałów Konkursu Chopinowskiego - podsumowanie

image


Wystąpiła czwórka pianistów grających ten sam utwór: Koncert e-moll op. 11 (I koncert fortepianowy Fryderyka Chopina). Tych czworo artystów to:

  1. Kamil Pacholec - Polska
  2. Hao Rao - Chiny
  3. Kyohei Sorita - Japonia
  4. Leonora Armellini - Włochy

Szczęściem po pierwszej dwójce była przerwa, więc można było "przeczyścić" ucho, żeby potem posłuchać dwojga następnych. W przerwie wywiad z bardzo sympatycznym laureatem II nagrody edycji konkursu A.D. 2010 Ingolfem Wunderem. Mówił mądrze i do rzeczy, i z uśmiechem. Żonę ma Polkę, poznał ją właśnie w czasie zawodów. Powiedział, że świata tam - wskazał gdzieś poza studio, w którym była rozmowa, w ogóle nie obchodzi Chopin, ani to co my tu gramy. Ale tym bardziej trzeba do tego świata, do tych ludzi jakoś docierać.

Sam prowadzi jakieś zajęcia z dziećmi i mówił, że dla dzieci, to żaden problem rozpoznać czy za muzyką, coś się kryje, czy coś jest. Że one łatwo rozpoznają, czy to jest wykonanie "techniczne", czy też jest w tym owo "coś". I na tym właśnie powinno polegać propagowanie muzyki - mówił dalej Ingolf - na tym, żeby uczyć ludzi rozpoznawania smaku [tu moje określenie] muzyki. Tej emocji, którą ona niesie. Tego "czegoś".

Hao Rao grał bardzo dobrze technicznie. Właściwie trudno mu cokolwiek zarzucić. Może poza tym, że nie znalazłem jakiegoś kontaktu z tym, co grał. Żadnego przesłania, poza sprawnością. Może jest po prostu za młody. W sumie to ciekawostka, bo Hao ma 17 lat, a Ingolf - pianista, z którym prowadzono wywiad w przerwie - zaczynał np. w bardzo późnym wieku, bo w wieku lat 14. Dość, że może trzeba człowieka, pewnego bagażu przeżyć i doświadczeń, żeby w muzyce je umieścić, że w muzyce je odkryć. Ja tego w grze Hao, jeszcze nie znalazłem.

Drugi z Azjatów był chyba najbardziej błyskotliwym wykonawcą tego wieczoru. Wirtuozeria Sority musi budzić podziw. Płynność, swoboda, zupełna rewelacja. Kyohei dał popis gry na fortepianie. Ubrany w czarny frak, bez muszki pod szyją z luzacko rozpiętą koszulą, zaczesane do tyłu włosy i ta postawa, że jestem najlepszy. Czy był najlepszy tego wieczoru? To ocenią jurorzy. Mnie wybijała z rytmu słuchania pewna maniera Japończyka, gdy zmieniał głośność granego utworu. Nie znaczy to, że tego robić nie należy, ale mi to do niczego nie pasowało. Więc zamiast dalej płynąć z muzyką, zastanawiałem się dlaczego teraz i po co? No ale pod względem technicznym to było mistrzostwo.

Leonora to - przepraszam za uwagę - postawna dziewczyna, co ma czym... no wiadomo. Więc, gdy ją zobaczyłem w tej czarnej sukni - niestety nie słyszałem jej wcześniej - to pomyślałem, że może bardziej jako śpiewaczka. Usiadła. W moim odbiorze, była najbardziej swobodna i rozluźniona ze wszystkich wykonawców grających dzisiaj. Jakaś taka spontaniczna i naturalna. I tak właśnie grała. Spontanicznie i naturalnie. Dałem się uwieść i słuchałem.

Muszę powiedzieć, że grała wyjątkowo. To są takie wykonania, kiedy pianista wychodzi poza sprawy techniczne, poza kwestie sprawności czy poprawności. W grze Włoszki, od samego początku było... serce. Były oczywiste i widoczne uczucia, emocje. Tak jak Kamil, o którym za chwilę, grał o Polsce, tak Leonora grała o Chopinie, o jego emocjach. A grała, jak się rzekło, naturalnie, żarliwie, nie kłamiąc żadną nutą. Jako jedyna zaproszona została po wyjściu ponownie na scenę, by wysłuchać oklasków i słusznie. Była tam, w tej jej muzyce, czułość i prawda. I piękno. Super wykonanie.

Kamil Pacholec grał jako pierwszy. Mógłby mieć nazwisko na "ski", to wtedy byłoby bardziej szlacheckie, a taki "Pacholec", to raczej z czworaków, czy z pola. Ale to przecież żarty i nazwisk sobie nie wybieramy. Kamil grał.... magicznie. Zdecydowanie magicznie. Pisząc o nim, w przerwie między występami, odruchowo napisałem, że powinien zmienić zawód. Powinien go zmienić, bo nie zajmuje się graniem na fortepianie. Zajmuje się otwieraniem przed słuchaczami niezwykłej przestrzeni, malowaniem niebywałych obrazów, udostępnianiem wszystkiego co może nie jest, a było, i dlatego jest, bo było i jest tu znów, w jego wykonaniu utworu genialnego kompozytora.

Słuchając Kamila, zdecydowanie traciłem kontakt z muzyką. Wcale nie wiedziałem, czy płynna, czy doskonała. Nie wiedziałem, bo byłem tam, na Mazowszu. Bo wierzba płacząca. Bo droga okolona drzewami w zachodzącym słońcu, która wiedzie gdzieś, tam, do bliskich, w Polskę. Bo przecież widziałem, jak kołyszą się jej kosmyki włosów, choć nie wiem, kim była dla Chopina, dla Polski. Bo jeźdźcy na koniach i ten biało-czerwony, niepokorny i znienawidzony przez wszystkie dyktatury świata, proporczyk, dumnie sobie powiewał na wietrze.

Grę Kamila cechuje ta wyjątkowa cecha, którą jest elegancja z odrobiną dystansu. Nie są to emocje wyrażane wprost, jak u Leonory. Są to emocje bardziej męskie. W wyrazie nie tak dosłowne, bo na powierzchni jest - zdawałoby się, po prostu lekki wiatr, elegancka forma - ale... no właśnie... ale... za tą formą dopiero, jest całe morze wrażeń, prawdziwych emocji i wartości. W grze Kamila, ja znajdowałem to, co w Polsce najlepsze. Dumę, piękno, zaufanie, rozmach, uczuciową uczciwość.

Sumując najwyżej oceniłbym Polaka, a potem dość blisko Włoszkę. Może będę niesprawiedliwy w ocenach, bo w sumie się nie znam, a jurorzy się znają, ale powiedziałbym tak, że wspaniały wizjoner, fantastyczna dama, perfekcyjny ortopeda i świetny technik, dzisiaj wystąpili. Co będzie dalej - zobaczymy, zwłaszcza jak się doczekamy tego drugiego koncertu fortepianowego, tym razem f-moll. Tam dopiero będzie się działo.

A jaki jest sens zajmowania się takimi sprawami? Zupełnie fundamentalny. Jak pisał Herbert, w ostateczności, to jest kwestia smaku. Więc ceńmy piękno, żeby nam tego smaku nie wyrwali, żebyśmy mieli wspólne "zasłuchanie". Może coś z tego przesiąknie do nas i uczyni nas lepszymi?

Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura