Protestowali, utrudniając nieco ruch. To znaczy protestowały, bo to dwie kobiety były, jedna siedziała w aucie. 36 lat, czerwona czapka, blondynka. Tam jest jakaś w naszych warunkach nieznana organizacja paramilitarna, może jakieś echo naszego ORMO, z tym, że mają ostrą broń i wolno im używać.
Postawny paramilitarysta z ICE (owego para - ORMO) podchodzi do kobity w samochodzie z jej strony i zaczyna filmować komórką. Ma twarz zasłoniętą chustą czy maską, więc nie widać, kto to. Obchodzi samochód z tyłu filmując rejestrację, potem ze strony przeciwnej kierowcy. Jego koledzy podchodzą od strony kierownicy. Paramilitarysta zmienia rękę, którą trzyma komórkę z prawej na lewą i wchodzi przed ten samochód, który ciągle ma uruchomiony silnik. Kumple z drugiej strony wołają, żeby kobieta wyszła z samochodu i łapią za drzwi. Ona daje wstecz pół metra. Paramilitarysta z przodu jest na wysokości lewego reflektora i robi krok w kierunku samochodu i wyjmuje pistolet z kabury, pistolet jest odbezpieczony. Samochód rusza, kobieta kręci kierownicą w prawo, żeby wyjechać. Agent ICE pochyla się w kierunku maski i strzela przez szybę do kobiety. Samochód mija go jadąc naprzód. Agent przez otwarte okno mijającego go auta strzela jeszcze dwa razy do będącej za kierownicą. Gdy auto z konającą w nim kobietą odjeżdża by się rozbić niewiele dalej, agent rzuca głośno "....king bich", co można przetłumaczyć na polski słowami "a to ...wa" albo inaczej.
Władze podkreślają, że agent miał do czynienia z terrorystką i działał w obronie własnej. Przypominają, że kilka miesięcy wcześniej miał traumatyzujące doświadczenia, bycia ciągniętym, przez zatrzymywany samochód. Inni sugerują, że dążył do wytworzenia sytuacji krytycznej, bo żaden protokół postępowania nie pozwala na ustawianie się agenta przed samochodem, szczególnie z uruchomionym silnikiem, a ten jeszcze zrobił krok w jego kierunku. Strzały padły 3. Kobieta ma 4 rany. Dwie w tors po prawej stronie, lewa ręka i głowa z lewej strony. Rzecz w tym, że gdy samochód już mijał sprawcę ten wymierzył w osobę kierującą i jeszcze dwukrotnie pociągnął za spust.
To dzisiejsza Ameryka. Coś się chyba tam złego dzieje z ludźmi. Może z państwem. Za łatwo się zabija. Może rośnie frustracja, drażliwość, emocje, agresja. I dochodzi do wyładowania. Zamiast kraju tchnącego optymizmem, robi się środowisko negatywne i posępne. Agresywne i drażliwe. Rośnie skłonność do konfrontacji i konfliktu. Może w końcu skończyć się jak w Gwiezdnych Wojnach, gdzie utrata wolności powitana była z ulgą bo Palpatine ze swoją armią droidów zaoferował porządek i bezpieczeństwo w tamtym chaosie.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo