komentowana notka jest {TUTAJ}
Dobry tekst na podstawie książki dobrego autora "Desmet".
Jednak przesadzone lub błędne wydaje się, że: "Opieranie się na liczbach jest złe".
Cała techniczna część cywilizacji została zbudowana "na liczbach". Dom, w którym się mieszka, samochód, droga, komputer, radio, telewizja, internet, żegluga oceaniczna, wszystko. Stąd piętnowanie opierania się na liczbach lub zaufania do liczb jest przesadne, błędne.
To nie jest tak, że przy pomocy liczb nie da się poprawnie opisać rzeczywistości. Da się. Rozum, logika i w efekcie liczby to "materia rzeczywistości", czy to nam się podoba czy nie. Dowiódł tego postęp techniczny.
Rzecz w tym, że to nie jest materia całej rzeczywistości. Część rzeczywistości, w szczególności ta ludzka, obejmująca ludzkie istnienie, świadomość itd. NIE JEST liczbowa, racjonalna, obejmowalna do końca skończoną liczbą logicznych i racjonalnych stwierdzeń.
Świadomość człowieka jest "w jakiś sposób" podłączone do czegoś POZA doświadczalną zmysłami i obejmowalną rozumem rzeczywistością. Stamtąd pochodzą: piękno, zachwyt, miłość, wszystko co - nowe, pomysły, idee, poezja, muzyka. Jednocześnie na postrzeganie i działania człowieka wpływ mają wyznaczalne i poznawalne (a więc możliwe do kształtowania) czynniki.
To z czym ostatecznie zdaje się walczyć Desmet i to co nam istotnie zagraża, to całkowite odrzucenie tej drugiej części rzeczywistości i skupienie się na tej pierwszej "materialistyczno-matematycznej" jako dostarczającej odpowiedzi na pytanie "Co czynić". Tymczasem ta materialistyczno-matematyczna sfera może powiedzieć jedynie "Jak czynić, by uzyskać zamierzony efekt?". Odpowiedź na pytanie CO czynić, jest poza-matematyczna.
Uobiektywnili odpowiedź na to pytanie Chińczycy, prowadząc rozumowanie następujące: Celem jest dobrobyt całego społeczeństwa. To co zwiększa ten dobrobyt należy czynić, to co go zmniejsza czynić nie należy. To właśnie jest źródłem moralności i obiektywną prawidłowością, bo społeczeństwa promujące szkodliwe dla ich całości wzorce postępowania będą przegrywały i znikały, pozostaną zaś społeczeństwa o właściwych, korzystnych wzorcach zachowań (moralności) -> para dobór naturalny. Stąd moralność i etyka są wzorcami zachowań ludzi, w społeczeństwach, które przetrwały i odniosły sukces. Wzorcami wykształconymi naturalnie wskutek nieskończonej liczby eksperymentów odsiewający błędne wzorce od korzystnych.
Więc powinniśmy ufać liczbom. Ale nie powinniśmy ufać ludziom, chyba, że ich sprawdziliśmy w istotny sposób. Stąd zaufanie do liczb musi być:
- poprzedzone weryfikacją poziomu zaufania do tych, co je przedstawiają;
- poparte własnym wysiłkiem realnego zrozumienia sensowności tych liczb.
Współczesne elity grają "w szamana".
1. Dążą do prymitywizacji i ograniczenia myślenia tłumu.
2. Występują w roli szamana, który zna tajemne, niedostępne dla ludzi prawdy i trzeba go słuchać, bo grozi straszne niebezpieczeństwo.
Mechanizm sprawdzony, ponownie stosowany.
Są świadomi i wiedzą
Czytamy w odniesieniu do ekspertów i naukowców:
"To nie tylko pokazuje ograniczenia modelu eksperckiego i specjalistycznego, ale także pozwala stwierdzić niezwykłą ślepotę psychologiczną".
Nie. To fałsz. Ci ludzie wiedzą, nie są ślepi. Nikt nie popełnił żadnego błędu. Wszyscy, wszystkiego byli świadomi. Tyle, że taka teza jest niewygodna, bo prowadzi do wniosku, że żyjemy w strasznym świecie. Ale to jest teza poprawna, pokazująca prawdziwy obraz rzeczywistości.
Więc oni wiedzieli, że kłamią i wiedzieli, że robią ludziom krzywdę. Oczywiście z powodu silnie doznawanego dysonansu poznawczego albo dyskomfortu wartości, mogą do pewnego stopnia okłamywać samych siebie. Ale to tylko do pewnego stopnia, tzn. na tyle, żeby wyrzuty sumienia dało się zagłuszyć, fałszywym "nie wiedziałem". Wiedzieli. Robili to świadomie, z powodu korzyści, z powodu nacisku albo z innych powodów krzywdzili ludzi. Nie ma sensu produkować specjalnie na ich użytek błędnych obrazów świata, bo to będzie krzywdzić dodatkowo tych skrzywdzonych.
Mechanistyczne traktowanie świata jest rzeczywistym problemem, szczególnie mocno ów problem jest widoczny w dobie AI. Przyjęcie takiego traktowania za ostateczne, prowadzi do ostatecznego egoizmu, bo dla mechanistycznie traktującego świat człowieka - jednostki - istnieje tylko: ja vs świat. "Ja" jest ostatecznie tym, co się ma, a wszystkie działania z natury rzeczy muszą prowadzić do takich wyborów, w których korzyść "ja" będzie zawsze przedkładana nad dowolne skutki dla "świata". Nie ma w "mechanistycznym (ateistycznym) świecie" NICZEGO, co mogłoby prowadzić do innego biegu rzeczy.
A ponieważ człowiek jest w jakimś sensie "wcieleniem całości", "bytem relacyjnym" - częścią relacji, to te relacje z natury rzeczy zanikają, bo jak pisze z aprobatą nasza noblistka: "Ja puchnie i pochłania świat". Dokładnie tak. Mechanistyczne patrzenie na rzeczywistość, pozbawione części intuicyjnej, duchowej, ludzkiej - to droga do "ja" pochłaniającego świat. Odbywać się będą (a może już, a maże do pewnego stopnia zawsze, się odbywają) zawody w pochłanianiu. Kto więcej wciągnie, aż zostanie jeden, który wciągnie w siebie wszystko i stanie się... bogiem?
Stąd właśnie słowa Pana Jezusa "Komu ja dam wody życia przestanie pragnąć. A ta woda stanie się w nim - uwaga, uwaga - źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu".
Stąd ten fundamentalny wybór: wir albo źródło.
Zaś w życiu niezbywalna jest prawda i równowaga. Liczby są dobre, ludzie bywają źli. Wszystko kosztuje, także prawda.
----------------------------------
Cytaty z pamięci, mogą nie być ścisłe.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)