Zbyszek Zbyszek
78
BLOG

"Pluton" 1986 - wojna jest w nas

Zbyszek Zbyszek Kultura Obserwuj notkę 12

My wiemy, jak wygląda wojna. To wojna jednych polityków z drugimi. Żeby ratować ojczyznę walczą ze sobą na śmierć i życie. Na wiecach. Na ekranach. W głowach ludzi. Więc to łykamy i jak oni zaczynamy swoją, wojnę. Wojna to też wojna o postęp, o wolność, o uwolnienie od ciemnoty. Wojna to inkluzywność ciepłego ładu w rytm "Ody do radości", to wolność macic, by można było okrwawić odrobinę narzędzia chirurgiczne. Wojna to wielka schizma i wielkie wykluczenia najwyższych i najświętszych. Wojna to nienawiść i pogarda, i błoto, w głowie, na ustach, za uszami.

Teraz filmy są bardzo ładne. Podstawowy motyw to romans homoseksualny i heroina, który wyzwala ludzkość z opresji złych facetów. Tych gości w Hollymolly już całkiem pogięło. To już poszło, odkleiło się. - Ostateczne polecenie partii jest takie, byś odrzucił świadectwo swoich oczu i uszu - szeptał O'Brien do Winstona Smitha w "1984" Orwella. Więc jeśli się uważasz za kobietę, to wszyscy będą cię widzieć kobietą. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Nie. Wojna to brud. To brud, który miesza się z krwią i wsiąka w tych, których wojna dotknie. Ona sensownie wygląda tylko w sprawozdaniach, na ekranach. "Dziś zniszczyliśmy..." i tak dalej. Kawałki ludzkiego ciała pomieszane z betonowym pyłem, błotem, z czym się da. W oczach tych, co zostają, będą na zawsze. Więc wszędzie tam, gdzie wojna się dzisiaj toczy, ci ludzie, nigdy już nie będą tacy sami. To jest inna rzeczywistość. W jednym sensie normalna, w drugim po prostu straszna.

Tom Berenger - może najlepsza jego rola. Charlie Sheen - zanim dostatek i pokój wlał w niego rzekę alkoholu. William Dafoe, wieczny krzyżowiec, jakby niezmienny w swoich kreacjach, zawsze ostrych, zawsze dotykających odbiorcy. Młodzi: Forest Whitaker i Johnny Deep. 

Film ogląda się bardzo dobrze. Nie ma nadludzkich, nudnych do porzygania się, komiksowych bohaterów. Nie ma nudnej do torsji, powtarzalnej akcji. Nie ma porąbanej dydaktyki i kształtowania nowego człowieka przez zarządców finansów świata, za pomocą kina. Jest jeszcze 1986 rok. Jeszcze kręcono filmy. Teraz się je produkuje. Taśmowo. To nic osobistego. To tylko biznes.

Motyw muzyczny jest w sumie tylko jeden. Poruszający. Niektóre sceny są przerysowane jak śmierć Eliasa, ale w całym kontekście wcale takie nie zostają, bo ten film przez swoją brutalność próbuje coś przekazać, do czegoś w widzu dotrzeć. Współczesne filmy mają tylko jedno zadania, widza podetrzeć.

Jacy więc naprawdę jesteśmy? Tacy źli czy tacy bohaterscy jak w filmie Oliviera Stone'a? Czy może normalni, sformatowanie przez Muska, Cukienberga i resztę wesołych przemysłowców? Przez media, politykę i gęby ekspertów pełne przekonania o niezbędności sterowania trzodą? Może jesteśmy po prostu mali, jak małe, szkaradne i biedne są nasze wojny? One też zabijają, tyle że powoli. Stopniowo, bo jak pisał T.S.Eliot "I tak się właśnie kończy świat. Nie hukiem ale skomleniem."

A może to podszyte nihilizmem zadowolenie, że jeszcze sobie dogodzimy, ta szydera i w sumie wiedza, że nic poza tym nie ma sensu jest naszym grobem, przekleństwem, które sami sobie, bo tylko tak to jest możliwe, gotujemy? Może film Stona, próbuje nas z tego wyrwać? Szokując i łomocząc do czaszki, serca, oczu i uszu, chce każdego z nas zapytać: Czy jesteśmy jeszcze ludźmi? I co to znaczy być człowiekiem? To... nic nie znaczy - odpowiedzą bogowie współczesności, bo co mają powiedzieć, unurzani w użyciu, z dawno sprzedaną za gówniane perkaliki duszą...

Dobry film. Warto obejrzeć.


Zbyszek
O mnie Zbyszek

http://camino.zbyszeks.pl/  Kopia twoich tekstów: http://blog.zbyszeks.pl/2068/kopia-bezpieczenstwa-salon24-pl/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Kultura