W stosunkowo szacownej gazecie Rzeczpospolita (wydaniu) internetowym natknąłem się na dziewięć sposobów w jaki zasób intelektualny tej gazety proponuje naprawić Polskę. Nie byle co taki zestaw postulatów, bo formułowany przecież przez osoby niezależne, intelektualnie wyrobione z jednym tylko celem - dobra wspólnego.
Hasła, na które rzuciłem okiem wydały mi się tak atrakcyjne i bliskie sercu, że kliknąłem w prywatyzację i w pierwszy artykuł niosący ze sobą światłość intelektualną i racjonalne recepty dla naszej Polski.
Tytuł: "Za mało odwagi do prywatyzacji"
Informuje czytelnika, że cechą charakteru najbardziej pożądaną przy sprzedaży majątku jest ODWAGA!
Matko kochana, czy można być większym idiotą? Czy ktoś podejmujący decyzje majątkowe, ma się charakteryzować odwagą? To jest boks ? A może misja jednostki specjalnej grom?
Oczywiście, że zbytnia bojaźliwość przeszkadza we wszystkim, ale przy decyzjach majątkowych istotne są takie cechy charakteru, które zapewnią przy dużej ich ilości jak największą korzyść nie tylko w chwili sprzedaży, ale i w długiej perspektywie, bowiem podejmuje się je w imieniu społeczeństwa.
Podtytuł: Uzyskanie jak największych kwot ze sprzedaży państwowych firm nie powinno być głównym celem tych działań.
Krytykując zachowania państwa podnosi się częstokroć, iż prywatny właściciel podejmowałby rozsądniejsze decyzje niż państwowy Proszę mi pokazać prywatnych właścicieli, dla których uzyskanie jak największych kwot ze sprzedaży ich firm nie byłaby głównym celem owej sprzedaży ??? Przecież sprzedaje nam się czyste absurdy na łamach poczytnej gazety.
Teza artykułu:
Najważniejszą przesłanką jaką powinien kierować się nasz rząd powinno być "przekonanie o trwałej nieefektywności przedsiębiorstw państwowych wynikające m.in. z nieskutecznego nad nimi nadzoru"
Po pierwsze więc rząd musi być przekonany, że jest nieudolny i skorumpowany bo tylko taki nie potrafi zapewnić skutecznego nadzoru. Jest taki? Skorumpowany i nieudolny?
Po drugie i jest to najważniejsze, autorka twierdzi, że przesłanką sprzedaży majątku przez rząd powinno być PRZEKONANIE. Nie żadne wnioski z doświadczenia, nie żadne przykłady czy rozumowanie, ten etap możemy pominąć jako przeszkadzający, po prostu musimy być PRZEKONANI! Jest to w zasadzie kwestia "wyznania" i "wiary", w odróżnieniu od podejścia empirycznego czy racjonalnego.
Po trzecie jaką trwałą nieefektywność wykazuje np. PKO BP w stosunku np. do banków zachodnich?
Rzeczpospolita słowami Beaty Chomątowskiej znanego autorytetu w dziedzinie przekształceń własnościowych, podaje nam sposób na pozbycie się resztek majątku narodowego: musimy być ODWAŻNI, CENA nie jest istotna, musimy być PRZEKONANI że państwowa firma jest trwale nieefektywna my zaś mamy dwie lewe ręce i nie potrafimy jej właściwie nadzorować - za to Ci specjaliści z zachodu, ach... te NFI.
Postulaty Rzeczpospolitej, są postulatami rewolucyjnymi, bowiem opartymi wyłącznie na idei z odrzuceniem doświadczenia jako źródła wiedzy i decyzji. Czerwony sztandar wyprzedania się za bezcen powinniśmy odważnie podnieść do góry, przekonani wbrew rzeczywistości o jedynie słusznych postulatach Beaty Chomątowskiej.
Ponieważ tkwimy w szeregu błędnych poglądów, prostuje je przytoczony w artykule ekspert:
"– Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że Skarb Państwa kieruje się mylnym rozumieniem tego, co oznacza wartość spółki. Spółka jest warta tyle, ile chce za nią zapłacić rynek, a nie tyle, na ile jej wartość szacują urzędnicy"
.
Prawda, że odkrywcze? Że gdyby nie wiedza Pana eksperta to byśmy na to nie wpadli? Jakże często w świecie całkowitej własności prywatnej mają miejsce negocjacje na temat ceny sprzedaży jakiejś firmy i nie dochodzi do porozumienia. Czy ten sprzedający NIE WIE że jego firma jest warta tyle ile chce za nią zapłacić rynek? Myśli, że jest warta tyle ile on chce za nią wziąć ? A to wariat - powinien sobie poczytać pana eksperta cytowanego w Rzeczpospolitej. Od razu by sprzedał.
Pan ekspert Bogdan Dąbrowski kłamie nam w żywe oczy a pani o pięknym imieniu Beata te kłamstwa za pomocą machiny "Rzeczpospolitej" przekłada w umysły czytelników. Otóż w danej chwili czasu firma NIE JEST WARTA tyle ile chce zapłacić rynek, tylko tyle ile wynosi CENA TRANSAKCJI rynkowej. Jeśli sprzedający cokolwiek nie dogada się z kupującym to oferta kupującego "tyle ile chce zapłacić rynek" nie odpowiada wartości przedmiotu sprzedaży. Koniec kropka.
Nadto wartość dowolnego przedmiotu sprzedaży silnie zmienia się w czasie, w związku z tym, rezygnacja z ustalenia progów ile się chce osiągnąć ze sprzedaży czyli tzw. ceny minimalnej jest wogóle absurdem prowadzącym do niekorzystnych dla Państwa decyzji ekonomicznych. No ale pracodawcą pana eksperta nie jest bynajmniej państwo, tylko jeśli już strona prywatna.
Całość uzupełnia zaposiłkowanie się przez panią Beatę opinią ekspertki z Business Centre Grażyny Magdziak.
"Barierą nie do przejścia, która już wielokrotnie kończyła się odejściem od negocjacji w sprawie sprzedaży akcji spółek, jest ustalana przez Skarb Państwa cena minimalna, często zawyżona, bo kalkulowana na poziomie wartości nominalnej firmy – mówi „Rz” Grażyna Magdziak, ekspert prywatyzacyjny Businnes Centre Club. – Urzędnicy i doradcy boją się podjąć ryzyko sprzedaży „za tanio”, bo z ich doświadczenia wynika, że prowadzi to do przesłuchań w prokuraturze.
I znów wypada apelować: odwagi urzędnicy, odwagi, niech nie straszne wam więzienie, bo wszak ekspert ma widzenie! To straszne, ceny są zawyżane bo urzędnicy się boją sprzedać za tanio. A przecież jest dobra nowina ekspertów Biznes Centre i rewolucyjnego kapitalizmu! NIE MA CENY ZA TANIEJ! Już jesteście nareszcie wolni, możecie iść do więzienia albo gdzie was oczy poniosą. Rewolucja potrzebuje ofiar.
Strona autorki znajduje się na portalu golden-line Faktycznie ma wykształcenie ekonomiczne, więc skąd te poglądy?


Komentarze
Pokaż komentarze (11)