51 obserwujących
1134 notki
783k odsłony
2075 odsłon

Olga Tokarczuk i błędny spór o jej wypowiedzi

Wykop Skomentuj87

"Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy" - powiedziała ponoć Olga Tokarczuk, odwołując się do historycznych czynów Polaków. W odpowiedzi na te słowa, tu i ówdzie, pojawiła się dyskusja, że przecież "nie robiliśmy" rzeczy strasznych, jak robliśmy to rzadko, a generalnie to robiliśmy rzeczy dobre.

Pozwolę sobie na lekką kontrę nie wchodząc w meritum sporu. Otóż sprowadza się ona do odpowiedzi na pytanie, czy za czyny ojca - chwalebne i haniebne - odpowiedzialność lub uznanie możemy przypisać do syna? Podobnie matka - córka, pokolenie - pokolenie.

Otóż dziedzictwo rodziców, dziadków, przeszłych pokoleń tych albo innych, w jakimś zakresie nas dotyczy. W jakim? W takim, że nas, wstępnie niejako, warunkuje i kształtuje. W takim, w jakim się do niego odwołujemy, je wybieramy i zgodnie z nim postępujemy.

A jednak. Nam się NIE NALEŻY w żaden sposób chwała i uznanie, za dokonania naszych rodziców. Nieludzkim absurdem jest też przypisywanie dzieciom jakiejś odpowiedzialności lub choćby częściowej współwiny, za "grzechy" rodziców.

Cała ta perspektywa wyrażająca się słowami "robiliśmy", a mająca za przedmiot rzeczy, które robili nasi "ojcowie" jest po prostu perspektywą kultury Starego Testamentu, gdzie podmiotem nie był CZŁOWIEK, tylko NARÓD. Bóg nie zawierał przymierza z konkretnymi indywidualnymi ludźmi, tylko z Narodem. To Naród był karany.

Jezus Chrystus zakwestionował to rozumienie, widzenie, postrzeganie rzeczywistości, przenosząc podmiotowość z NARODU na CZŁOWIEKA i z tego właśnie podejścia, z tej perspektywy zbudowana została cywilizacja Zachodnia.

Wg perspektywy chrześcijańskiej, każdy - choć uwarunkowany kulturą, przeszłością itd - odpowiada i może być oceniany WYŁĄCZNIE ZA WŁASNE CZYNY. Prowadzenie dyskusji czy rozważań, propagowanie myślenia ze starotestamentalną perspektywą odpowiedzialności zbiorowej i międzypokoleniowej jest antychrześcijańskie, antyzachodnie i antyracjonalne.

Na dzisiejszych Niemcach w zakresie kryteriów moralnych nie ciążą w żaden sposób winy hitlerowców - choć może chcielibyśmy  im to przypisać - chyba, że współcześni sami się z tamtymi ideami i czynami zidentyfikują. Dzieciom wybitnych rodziców nie należy się żadna część szacunku, przynależna ich rodzicom. Te dzieci własnym życiem i postępowaniem mogą ten szacunek i uznanie zdobywać, jednak przenoszenie go z "ojca na syna" jest nonsensem.

Oceniając generalnie i zbiorczo historyczne zachowania Polaków, nie sposób dojść do wniosku, że te zachowania były - szczególnie na tle i w kontekście pozostałej rzeczywistości - wyjątkowo pozytywne. Możemy być dumni z historii naszych przodków, możemy się do jej najdroższych elementów, takich jak umiłowanie wolności, religijna tolerancja odwoływać, wzorować i je w sobie odnawiać.

Niemniej jednak tylko nasze życie i nasze postępowanie świadczy o nas, a nie - jakby chcieli ci, co krzyczeli na placu przez Piłatem: "Krew jego na nas i na dzieci nasze" - przeszłość naszych przodków. Z tej przeszłości wynosimy pewne wstępne ukształtowanie, z tej przeszłości możemy i czerpiemy z wyboru część naszych idei i postaw. Ale oceniać nas można tylko za nasze bieżące życie zachowania, podobnie jak wszystkich innych i inne społeczności nam współczesne.

Stąd nie warto przyjmować nieświadomie narzucanej nam obcej cywilizacji Zachodniej perspektywy odpowiedzialności międzypokoleniowej i zbiorowej. Ludzie odcięci od chrześcijaństwa, od greckiego umiłowania prawdy, od rzymskiej racjonalności i praktyczności, głupieją i łatwo przyjmują stare wzory myślenia. To CZŁOWIEK się liczy, to jego CZYNY o nim świadczą, to postępowanie WSPÓŁCZESNEGO społeczeństwa może stanowić podstawę do oceny takiej zbiorowości.

W przeciwnym razie, stajemy się niewolnikami nieskończonej liczby odwołań do spraw, czynów i ludzi, którzy i które w żaden sposób nie pozostają w kręgu naszych decyzji, wyborów czy oddziaływania. Ten przeciwny raz to skarłowacenie człowieka i społeczeństwa. Zamknięcie go, spętanie i umniejszenie. Błąd, który przeciwstawia się wolności i godności człowieka. Nie warto go popełniać.

Więc to nie "śmy" robili tylko nasi przodkowie. Zaś my robimy konkretne rzeczy jak nam współczesne społeczeństwa i narody robią konkretne rzeczy. I to one - te współczesne rzeczy - czasem, umykają ludziom zauroczonym pokoleniową odpowiedzialnością. Bierzemy to, co było, za to, co jest, nie widząc już tego, co jest naprawdę.

Czy jest dobrze? Niespecjalnie. Z pewnością może być lepiej. No ale... od czego mamy ręce i głowy? :)

Wykop Skomentuj87
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo