Tylko wolność jest ciekawa
No, może nie tylko wolność. Świat wokół też jest niczego sobie. Jak go jednak poznawać, gdy wolności zabraknie...
20 obserwujących
51 notek
28k odsłon
  669   0

Wyjaśnienie pandemii, czyli Rewizor w masce

Zacznę nieskromnie: rozpoznałem istotę rzeczy. Tej rzeczy; sami wiecie której. Najważniejszej, jedynie dziś istotnej i mogącej kogokolwiek interesować. Mówię poważnie - znam odpowiedź na pytanie: kto za tym stoi? Potrafię pogodzić poszukiwaczy sił sterujących globalnym szaleństwem z wyznawcami straszliwego zagrożenia (i zasadności działań rządów całego świata).
No, może z lekka przesadziłem z tym pogodzeniem (ale zrobiłem to w zbożnym celu przyciągnięcia uwagi), lecz naprawdę chciałbym wskazać na zjawisko, które wyjaśnia większość tego co się wokół nas dzieje. Objaśnia ono rzeczywistość bez względu na to, czy świat spowiło zadżumione powietrze, czy też zupełnie nie spowiło. Nie wyklucza ono również siły sterującej „pandemią”, choć może wskazać, że jej demoniczność i potęga może być mniejsza niż obawiamy się my, oszołomy.

Rzecz jest znana i dziwię się, że tak mało osób rozpoznaje kolosalną jej istotność. To ogromna siła, powstała dawno temu i jak wiele sztucznych żywiołów cywilizacyjnych jest potęgą, nad którą, mimo swego autorstwa, człowiek nie potrafi zapanować. Podobnie do motoryzacji, zanieczyszczenia środowiska czy Internetu – tyle, że jest najpotężniejszą z nich. Ma też naturalną właściwość symbiozy z inną super-potęgą, tą porównywalną w swej wielkości z kosmosem: głupotą. Żywią się sobą nawzajem i czerpią energię z każdego skrawka materii i nie-materii, jak „Obcy”z kosmicznych thrillerów. Wystarczy im rzucić strzęp czegoś, a one to obślimaczą, wyssą soki i stworzą narośl dowolnie ogromną. Tak powstały mutant nabywa zdumiewającej właściwości, sprzecznej z prawami fizyki: jest niezniszczalny i nigdy nie maleje. Jest czymś więcej niż perpetuum mobile, bo nie dość, że nie zamiera bez dopływu energii, to jeszcze rozwija się i krzepnie, jest samowystarczalny i namnaża się nieustannie.

Czy może być wątpliwość o czym mowa? O biurokracji rzecz jasna. To w jej władaniu jesteśmy i ona bez wytchnienia generuje kolejne odsłony spektaklu w którym przyszło nam robić za statystów.

Wiem, wiem: wielkie finanse, media, strach, … - oczywiście to wszystko jest i funkcjonuje, nakręca spiralę szaleństwa i można powiedzieć, że aparat biurokratyczny to tylko narzędzie w rękach prawdziwych decydentów. Może i tak, a jednak…
Jednak chciałbym rozwinąć wątek biurokracji państwowej, jako bytu funkcjonującego samoistnie mimo pozornej podległości. Podlega ona bowiem w dużej mierze samej sobie, ma po prostu hierarchię sięgającą poziomu szefów resortów, premierów i prezydentów. To też biurokraci, na których z kolei zwrotnie wpływają urzędnicze „doły” - wiemy jak mało może największy nawet dygnitarz jeśli „aparat” nie działa wedle jego chęci, a zdarza się tak często i to bynajmniej nie dlatego, że kontestuje wytyczne, ale dlatego, że jest bezwładny i nieefektywny, co pogłębia się wraz z jego wzrostem. To oczywiste z powodów czysto fizykalnych, a i rosnące zastępy urzędników muszą siłą rzeczy być dobierane z coraz słabszego „materiału”, średnia musi maleć, bo trudno o instytucję masową i zarazem elitarną w swej wydajności i fachowości. Struktura taka nabiera też właściwości samonakręcania się; rozwiązuje problemy, które sama tworzy, kreuje nowe byty, żywi się samodzielnie wytwarzanymi procedurami i celami … - taka jest jej mechanika.

Proszę zwrócić uwagę jak łatwo w naszym świecie „otorbia się” biurokratycznie każda dziedzina życia, każdy nowy koncept czy moda ideologiczna. Przemysł, rolnictwo, edukacja – mało kto potrafi już sobie wyobrazić, że te dziedziny mogłyby nie mieć swego Urzędu. Ale weźmy cokolwiek, kulturę, sport, turystykę, „pomaganie potrzebującym” (czyli socjal - ten to wygenerował instytucje!), czy zupełnie nowe „wynalazki” takie jak ekologia, równouprawnienie lub sławna „mowa nienawiści”. Już mają w wielu krajach swoje urzędy, nawet w randze ministerstw i to pod nazwami jakże się kojarzącymi z Orwellowskimi ministerstwami prawdy albo miłości (a pamiętacie Monty Pythona Ministerstwo Niemądrych Kroków?). To wszystko rośnie, jest wiecznie głodne kadr, oraz, co oczywiste, nienasycone w pożeraniu środków na swe, jakże ważne, cele.

Co to ma wspólnego z koronawirusem? Otóż ma. Wirus nasz powszedni jest bowiem dla biurokracji pożywką doskonałą, pozwala podnieść do nowego wymiaru każde działanie każdego urzędu. Dochodzi przecież dodatkowy element komplikujący pracę urzędnika, a to jest sytuacja dla niego wymarzona. Ma „trudniej”, czyli wszystko może robić dłużej, wszystko odkładać i wnosić ”heroizm” swych działań na niebotyczny poziom. Uzmysłówmy sobie także, ile nowych procedur musi powstać w KAŻDEJ dziedzinie życia, każda wszak jest już jakoś zbiurokratyzowana, gdyż „opiekuje się” nią państwo. Wszędzie mnóstwo nowych druków, podpisów, oświadczeń - ach, ileż tego, jak cukierki dla dzieci, wiatr dla żeglarzy, jak w urzędniczym raju ….

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale