Tylko wolność jest ciekawa
No, może nie tylko wolność. Świat wokół też jest niczego sobie. Jak go jednak poznawać, gdy wolności zabraknie...
23 obserwujących
54 notki
29k odsłon
  310   2

Bach i Bóg - Strumień z Nieba

Napisałem kiedyś parę słów o „dowodach” na istnienie Boga i wśród nich wymieniłem Jana Sebastiana Bacha. Niniejszym podejmuję próbę - w odniesieniu do Boga właśnie - zanotowania zjawiska jakim jest dla mnie ten niezwykły twórca, jego muzyka i mój z tym ambaras. To dla mnie zadanie wyjątkowo karkołomne, bo wiadomo, muzyka to materia do opisania wyjątkowo trudna, tym trudniejsza, że brak mi wiedzy i rozumienia terminologii, jestem pozbawionym słuchu laikiem, terminy muzyczne takie jak tonacja, synkopa, metrum itp., że o nutach nie wspomnę, są dla mnie pojmowalne tylko powierzchownie, bez prawdziwego przełożenia na to co jestem w stanie usłyszeć. Niemniej piszę, bo Bach ma w mojej głowie miejsce osobne, a jego muzyka to dla mnie temat bez mała osobisty i winien jestem Janowi Sebastianowi – czy może raczej sobie - ten wysiłek, niechby nawet w tak nieudolnej formie.

Zacznę tak: bywa moim udziałem poruszenie muzyką i poczytuję to sobie za swego rodzaju wyróżnienie. Najłatwiej i najczęściej robi to ze mną muzyka Bacha. Bywa, że - może trochę wstyd - wzruszam się do granicy łez. Bywa, gadam do samego siebie, wpadam w stany zachwytu - przepraszam za nieskromność – intelektualnego. Powtarzam sobie, że niemożliwe jest to, co słyszę, że tylko cmokać i głową kręcić z niedowierzaniem i dziwować się na takie cudo i sam się do siebie uśmiecham w jakimś durnowatym ukontentowaniu. Najskuteczniej w stany takie wprawiają mnie Wariacje Goldbergowskie, choć od kilku lat idą z nimi o pierwszeństwo kantaty, a że jest ich ponad dwie setki więc mam w czym wybierać i odkrywać wciąż nowe i nowe ich oblicza – ale o tym później…

Bóg i muzyka – dla mnie skojarzenie oczywiste, bo muzyka zdaje się być jednym ze zjawisk nieuchronnie kierujących uwagę ku transcendencji. Najwspanialsza ze sztuk, trochę podobna do matematyki, niematerialna, ulotna, a jednocześnie wymagająca precyzji i odwołująca się do reguł logicznie spójnych a koniecznych do respektowania, by ją tworzyć.

Bach i muzyka. Jak pisał nieodżałowany Stefan Kisielewski: "Najczystszy, najbardziej, obok Mozarta, zdumiewający geniusz jakiego wydały dzieje muzyki". Otóż to! Powiedzenie, że był genialny to truizm, Jan Sebastian był bowiem wśród geniuszy – całkiem wszak w historii licznych – tytanem osobnym, w wielkości swego dzieła niedościgłym i ponadczasowym na jedyny sposób, potęgą twórczości ogarniającym największy zakres muzycznego dokonania.

Odkrywałem go w życiu kilkakrotnie. Pierwszy raz w latach licealnych za sprawą głównie koncertów skrzypcowych. Potem co jakiś czas nakłuwałem bachowski dorobek w różnych punktach, zawsze bardzo fragmentarycznie i cokolwiek nieświadom tego, z czym mam do czynienia. Aż do dnia gdy, jadąc samochodem usłyszałem w radiu nieznaną mi muzykę, która przykuła mą uwagę wręcz magnetycznie (skrzypce solo). Dojechałem do celu, wyłączyłem silnik i czekałem zafascynowany kilka ładnych minut, by dowiedzieć się cóż to też może być? Skłaniałem się do jakiejś, oczywiście nieznanej mi, awangardy XX-wiecznej, ale co i raz pojawiał się czystej wody barokowy ozdobnik - stylizacja, celowa archaizacja? Doczekałem końca nagrania i … jedna z partit Bacha. Zdumienie, niedowierzanie – to był Bach? Ten utwór tak współcześnie, wręcz ekstrawagancko brzmiący, pełen inwencji i zaskoczeń, jakby improwizowany, to rzecz tak dawna? O, jakże nikłe miałem wtedy pojęcie o muzyce lipskiego kantora. Pognałem kupić komplet sonat i partit i potem już zabrałem się do Jana Sebastiana metodycznie; czytałem, grzebałem w sklepach z płytami, analizowałem zestawienia dzieł i wykonań – tak też zostało mi do dziś.

Osobna pozycja w szeregu wielkich twórców - co dla mnie jest wyznacznikiem tej odrębności? Najpierw coś, co nazywam „matematycznością”. Najściślejsza precyzja operowania budulcem muzycznym i swoboda posługiwania się najbardziej finezyjnymi formami muzycznymi na czele z fugą, konstrukcją wymagającą ekwilibrystyki iście komputerowego rodzaju. Nie mogę wyjść ze zdumienia z jaką łatwością buduje Bach karkołomne przebiegi, przeplatające się, uzupełniające, zdające się nieuchronnie zapętlać w nierozwiązywalny węzeł, a na końcu w naturalny sposób spływające do jednego punktu i, jakże oczywistego, rozwiązania. Bo Bach tworzy zawsze zgodnie z regułami swej sztuki, jest rygorystyczny w wierności zasadom których jest niedościgłym znawcą. Jest jak najbardziej „barokowy”, wierny muzycznej ortodoksji, zarazem jednak z najwyższą łatwością wybiega myślą gdzieś w odległą przyszłość i staje się awangardowy, do dziś zachwycający w kategoriach odkrywczego zestawienia brzmień, pulsu, kontrapunktu.

Rygor, precyzja i doskonałość formalna - to byłoby jednak mało, mówimy wszak o sztuce. O Sztuce. Przepustką do tej pisanej wielką literą jest coś więcej i to tu tkwi geniusz: Bach matematyczną precyzję i wirtuozerię formalną łączy, zda się od niechcenia, w cud harmonijnej pełni z duchowością. To coś niebywałego i nieporównywalnego z nikim w historii muzyki. On to robi przy każdej okazji i bez względu na skalę, czy przeznaczenie utworu.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale