Tylko wolność jest ciekawa
No, może nie tylko wolność. Świat wokół też jest niczego sobie. Jak go jednak poznawać, gdy wolności zabraknie...
23 obserwujących
60 notek
32k odsłony
  359   4

Notka z Warszawy. Z wczoraj

image

Wczoraj byliśmy z żoną w Warszawie uczestnikami wiecu/marszu zorganizowanego w rocznicę zeszłorocznego marszu przeciw pandemicznym restrykcjom, tego „najhuczniejszego” w „nowej” – by nie rzec „odrodzonej” - Polsce. Tego z pałami, gazem itp. Wczorajszy, szczęśliwie, takiej oprawy nie miał. Wysłuchaliśmy natomiast relacji kilku, spośród trzystu, osób zatrzymanych wtedy przez policję. Smutne relacje. Nie, nie tak dramatyczne jak to co pamiętam sprzed lat czterdziestu, trzydziestu kilku. Nie tak, ale jednak jakoś podobne. Kilka naprawdę poruszających. O gazie, wożeniu do komisariatów kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy, godzinach w kajdankach bez picia i jedzenia, o „przewietrzaniu, dla pozbycia się koronki”, nakładaniu na siłę maski na twarz, rozbieraniu do nagości – takie zabawy antypandemiczne zarządzane przez tych co to kiedyś byli „po drugiej stronie niż ZOMO”. Żona mówiła, że zaczęła czuć się nieswojo popatrując na grupy zamaskowanych policjantów, czekających by nas „eskortować” w czasie marszu. Eskortować? Ja się oczywiście nie przestraszyłem ani trochę, gdzież by tam – kobiecie wolno, ale ja w ogóle, nic a nic…

Tak swoją drogą: któryś już raz zadaję sobie pytanie dlaczego dzielna policja w czasie tych „ewentów” występuje tak dziarsko zamaskowana? Przecież nie trzeba. Najwyraźniej taki mają rozkaz. Czemu to służy? Skromność taka? Czy anonimowość jak w oddziałach antyterrorystycznych? Że niby taka akcja bojowa (bo większość w kominiarkach pod oczy)? Ale niektórzy po chirurgicznemu – to nie daje bojowych skojarzeń. Może jednak dowództwo dba o bezpieczeństwo pandemiczne tych dbających o nasze bezpieczeństwo – albo tylko podtrzymuje psychozę covidową w szeregach służb? Ciekawostka.

Inna ciekawostka, bardziej osobista: rozmawiałem kilka minut z Grzegorzem Braunem. Tak sam na sam. Zadałem mu pytania, które od dawna chodzą mi po głowie. O to, jak rozumie patriotyzm w zestawieniu z postawą Polaków wobec tzw. rzeczywistości pandemicznej. Co myśli o „ucieczce” w uniwersalizm chrześcijański w obliczu treści narodowych prezentowanych przez sam naród, jego przywództwo polityczne, tzw. elity. I, na koniec, jak sobie radzi z chrześcijaństwem reprezentowanym przez Kościół głoszący „miłosierdzie szczepionkowe”? Odpowiedział, zasadniczo, zgodnie z moimi intuicjami i przemyśleniami. Nie powiem jak, bo obaj jesteśmy oszołomami i co kogo obchodzi nasza opinia; po prostu relacjonuję wydarzenie jak wyglądało z mojej strony, a ta rozmowa byłą jego częścią a nadto wskazuje, że poseł Braun miał czas, by z anonimowym dlań osobnikiem pogadać całkiem długo. Miał, bo „wydarzenie” było malutkie. Skromne. To niepolityczne, ale wyznam prawdę: garstka nas zaledwie, parę setek dotarło na plac Defilad – dzięki temu pogadałem sobie z panem posłem.

Jak wspomniałem było kameralnie – i ja to rozumiem. Życie jest jedno i trzeba robić co się ma do roboty, każdy ma nawał spraw i nie po to jest niedziela, by urządzać sobie rocznice i marsze. Życie jest jedno i ważne, by mieć w nim spokój. Jak najwięcej spokoju i czas na odpoczynek i inne ważne sprawy. Manifestacje niech sobie urządzają Niemcy, Włosi, Australijczycy i Litwini. My tu mamy całkiem spoko i na pewno tak będzie dalej, bo dlaczego miałoby się zmienić? Nawet pomyślałem: nie tacy głupi ci moi rodacy. Jakby ich tak przyszło dziesięć tysięcy, albo sto tysięcy - albo milion – to by się, po pierwsze, zdenerwowała policja i zrobiła nerwowa, a po drugie zdenerwowałaby się demokratyczna władza, naskarżyła koncernom zagranicznym, a one by kazały zrobić u nas Australię albo Włochy i władza demokratyczna musiałaby zwiększyć współczynniki covidowe i - wiadomo.

Ale było OK. Przeszliśmy sobie z flagami, takimi u góry białymi, niżej czerwonymi (ja nie niosłem, tylko żona), pokrzyczeliśmy (ja nie krzyczałem), na chwilę zablokowaliśmy Marszałkowską i po sprawie. Taki folklor. A sejm demokratycznie uchwali tę nową ustawę („australijsko-litewską”) dopiero w czwartek. Pewnie znowu paru znudzonych oszołomów przylezie bez masek – ale bez nerwów, policji w maskach będzie więcej. Władza się nie zdenerwuje… Tak nawet trochę mi się głupio zrobiło, że łazimy z małżonką na te marsze niepatriotyczne i denerwujemy rodaków, i władzę. I melomanów, którzy odpoczywają po XVIII Szopen Kompetyszyn, po trzech tygodniach pod namiocikami CO2 – należy im się spokojna niedziela, tyle emocji było…

Tak na koniec: na Placu Defilad znowu na kilka godzin wyrwałem się z publicznego domu wariatów – bezcenne. Wszystkim z którymi wczoraj postaliśmy i przeszliśmy się w centrum Warszawy bardzo dziękuję. Sami z żoną, pod okiem policji, czulibyśmy się nietęgo. Tym, którzy organizują te, coraz bardziej kameralne spotkania, dziękuję z całego serca.
I jeszcze jak najpoważniej. Grzegorz Braun mówił: samo się nie skończy, musimy walczyć. Naiwni, którzy sądzą, że ONI tak po prostu przestaną. Też tak myślę: nie wiemy jaki mechanizm decyduje o tym, który kraj i kiedy trafi „kolejna fala”, na kim spocznie oko Saurona. Dbanie o komfort swój i władzy to pewność dokręcania śruby, bo skoro taki spokój... Rodacy, życzę miłych snów, ale nie zdziwcie się po przebudzeniu jutro, pojutrze, za tydzień, po następnym koncercie, kolejnych igrzyskach, festiwalu...

Lubię to! Skomentuj21 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale