Tylko wolność jest ciekawa
No, może nie tylko wolność. Świat wokół też jest niczego sobie. Jak go jednak poznawać, gdy wolności zabraknie...
27 obserwujących
72 notki
39k odsłon
  342   4

Bardzo krótka lista

Jest takie, dosyć już leciwe, określenie: „pożyteczni idioci”. Odnosiło się pierwotnie do lewicujących, sprzyjających Związkowi Sowieckiemu intelektualistów zachodnich, ale z upływem czasu rozszerzyło swoje znaczenie i spotykamy je w różnych kontekstach. Covidoza jako genialny wynalazek o bezprecedensowej sile rażenia również temu określeniu nadała nowego wymiaru. Globalnego i „ogólnoludzkiego”. I teraz też, podobnie jak w czasach Sowietów szczególnie istotny jest ten element: intelektualiści. Zwłaszcza ci o dużej „sile rażenia” tacy jak literaci, publicyści, aktorzy, celebryci różnego autoramentu, czyli osobnicy oglądani i słuchani przez lud, a więc mający wpływ na tzw. rzeczywistość, co, zwłaszcza w kulcie demokracji, ma znaczenie  kolosalne.

Idiotą pożytecznym w różnych zastosowaniach może być każdy szaraczek, mogę być ja, pan, pani. Masa „pożytecznych” jest jednak w dużej mierze pochodną postawy tych na których popatruje przy tworzeniu opinii własnej; pożyteczni idioci ze świecznika generują zastępy idiotów pomniejszych, są więc szczególnie istotni i warto zauważyć, że do tej grupy zaliczają się „znani i popularni”, ale też inni, niekoniecznie oddziałujący medialnie. Na przykład nauczyciele (różnych poziomów, zwłaszcza akademiccy). Albo księża. W czasie „pandemii” oczywiście lekarze, naukowcy…, itd. Piszę o rzeczach dosyć oczywistych, ale traktuję to jako wstęp do sedna: moja personalna lista żenady. Symboliczna, dosłownie dwuosobowa. Oto ona:
prezenter Programu II Polskiego Radia Andrzej S.
biskup diecezjalny warszawsko-praski Romuald K.

Lista jest krótka i dobrana według kryterium absolutnie subiektywnego. Wszak osobników, którym należy się umieszczenie w tym rankingu jest masa i ci dwaj niekoniecznie są, według dowolnego kryterium, „najznamienitsi”. Parametrem decydującym mojego wyboru jest może to, że wbili mi się w mózg siłą zaskoczenia. Pojawili się znienacka, uderzyli w najmniej oczekiwanym momencie i doznałem „szoku normalnie”. Było to tak:
Dnia 6 grudnia 2021 roku jechałem samochodem i, jak to przeważnie robię, słuchałem Dwójki. Anrzej S. prezentuje nagrania, nie pamiętam czyje, ale to oczywiście klasyka, chyba barok. Przed kolejnym utworem, po przedstawieniu wykonawców ni z tego, ni z owego rzuca taką refleksję ciepłą: dziś, gdy do Świąt niedaleko, chciałbym Państwu życzyć, najlepszego prezentu - szczepienia. Sam właśnie co zaszczepiłem się trzecią dawką i życzę tego każdemu. Gdy hydra butnego ciemnogrodu i głupoty podnosi bezczelnie głowę to najlepsza rzecz jaką możemy w te dni zrobić.

Radiowa Dwójka to dla mnie wzorzec profesjonalizmu i kompetencji. Grupa znakomitych prezenterów. Kultura osobista, wiedza o muzyce, elokwencja, dykcja, przygotowanie do występu – wszystko od lat na najwyższym poziomie. Klasyka i jazz – tylko tu poznaję muzykę w takim zakresie i z tak znakomitym komentarzem. I nagle 6 grudnia osoba z tego świata wychodzi z roli i na antenie publicznego radia swym ciepłym, wyszkolonym głosem życzy wszystkim „szczepionki”. Która nie jest wszak szczepionką. On już trzeci raz sobie to wstrzyknął i zechciał o tym poinformować tysiące słuchaczy w całej Polsce…

19 marca 2022, uroczysta Msza Święta w kościele do którego chodzę (nie jest to mój kościół parafialny, to jest taki, którego przez całą „pandemię” NIGDY nie zamknięto przed wiernymi i ZAWSZE znaczna większość uczestników była bez masek – dlatego, wdzięczni, wciąż tam chodzimy z żoną co niedziela). Ta msza jest wyjątkowa w parafii, jest kilkunastu księży-gości i gość najważniejszy: biskup, przełożony wysokiego szczebla. Wchodzi uroczyście przez środek kościoła, wita się z wiernymi na lewo i prawo, dostojnie acz serdecznie pozdrawia zgromadzonych. Całuje powitalny bochen chleba, zajmuje miejsce honorowe. Msza, kazanie głosi oczywiście biskup. Najświętszy Sakrament udzielany przez kilku księży i hierarchę, tyle, że on właśnie tuż przed tym odwraca się dyskretnie i po chwili… znika za niebieską maską. Komunia Święta jak operacja chirurgiczna? I tylko jeden operujący w masce? Przypominam: od prawie czterech tygodni trwa wojna na Ukrainie, setki tysięcy ludzi weszło bez „sanitarnych obostrzeń” do Polski, „pandemia” zanikła prawie z dnia na dzień, nawet Pan Premier i Pan Naczelnik w telewizornii paradują z gębą na wierzchu.  Przypominam: kilkunastu księży wokół ołtarza, ponad dwie setki ludzi w kościele i wszyscy bez masek (o, przepraszam, jeden baran w masce był: pan burmistrz). I po godzinie liturgii dostojnik nagle staje się chirurgiem. Zbaraniałem. „Szok normalnie”. Taki, że po wyjściu z kościoła przechodząc obok BB (burmistrza-barana) na głos powiedziałem pod jego adresem - wywołując drobną konsternację - coś o głupocie i żenadzie …

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo