Śmierć Marka Edelmana zamyka pewną epokę. Odszedł największy strażnik pamięci o losach tych, którzy nie mogli już dać świadectwa Shoah.
Człowiek który nigdy nie dał się złamać i zachował ogromną godność do końca i w każdej sytuacji.
Nigdy nie lubił wielkich słów ani mitologizacji siebie przez innych.
Dlatego zamiast silenia się na wielkie słowa, które i tak będą za małe w stosunku do Niego zamieszczam pieśń partyzantów żydowskich z Getta warszawskiego Zog Nit Keinmol autorstwa Horsta Glika.
Jeśli Bóg istnieje, to pozostaje mieć nadzieję, że Marek Edelman mu wybaczy.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)