57 obserwujących
877 notek
1078k odsłon
  1044   3

Pierwszy czerwca za chłodny a co dalej?

Nasz salonowy propagator globalnego ocieplenia wierzył w nie więc przegrał. Zastąpię go więc w miarę możliwości. Ostatecznie o czym to Polacy najchętniej rozmawiają? Jak to o czym? O pogodzie!

Patrzę więc  w mapy pogody, modele (najlepsi w krótkim terminie prognozowania  są Łowcy burz) i zastanawiam się czy przypadkiem  wielki reset i tzw. nowy ład nie czeka nas również w pogodzie z prognozą odmienną od tej nam głoszonej.

Zacznę jednak od tego, że pogoda i dawniej potrafiła  płatać figla zlewając człowieka albo potem lub zmuszając go do szczękania zębami. Tak było, i nikt nie może zaprzeczyć że było inaczej, skoro tak było. Niemniej nasza pamięć niemal zawsze wyciągnie na wierzch wspomnienia o aurze te  najlepsze. Rozgrzane słońcem, chłodzące ciało letnim cieniem, pachnące kwiatami, ociekające sokiem owoców.

Niemniej nie da się ukryć, że coś się w pogodzie niepokojąco zmieniło, bo tego czegoś takiego nie było. Co to takiego? To nagły, niespodziewany wiatr.

Jak sięgam pamięcią wstecz w temacie pogody, i wspomnę o tym przy okazji innym, że czegoś takiego  dawniej w tej pogodzie nie było, czyli wiatru, który teraz mało głowy nie urwa, to wielu kiwa potakująco głowami. Po prostu, pamiętamy, zbierały się zazwyczaj zwykłe chumury, padał deszcz lub była burza (oczywiście, bywało że i z silnym wiatrem), ale żeby sam wiatr wprzód dokazywał? Nie, tego nigdy nie było, a tak jest niestety dzisiaj.

Nie trzeba więc być żadnym synoptykiem aby dzisiaj nie przewidzieć pogody. Jeżeli jest pięknie, słonecznie i  ciepło, ale zaczyna nie wiedzieć czemu hulać wiatr, to już wiadomo, że za dzień dwa, ochłodzi się znacznie, lub na odwrót, jeśli jest paskudnie zimno, ale zaczyna wiać silny wiatr, to znak że niebawem się nam ociepli.

Długoterminowe nadzieje bywają jednakże złudne. W jednej z poprzednich notek o pogodzie napisałem, że nasz IMGW to bardzo optymistycznie patrząca w przyszłość instytucja. Oczywiście optymizm jest wskazany, ale bardziej od meteo optymizmu jako ogrodnik-amator wolę meteo-realizm. Ostatecznie optymizmem IMGW zbiorów w ogrodzie nie uratuję, co najwyżej je stracę.

Już na jesieni zeszłego roku można było wyczuć, że byle jaka na początku zima  przeciągnie się w czasie. Niektorzy opowiadali, że dociągnie ona do maja, a za ileś tam dziesiątków lat, o ile wcześniej sam człowiek ogólnoświatową wojną tej ziemi nie zniszczy, śnieg będzie padał w lipcu a my będziemy jeździć sobie sami u siebie na wakacje w terminie grudzień-listopad-styczeń-luty, bo ponoć klimat na świecie tak nam ma się zmieni, że w Polsce zaczną rosnąć owoce tropikalne. Jednym słowem pogoda ma stanąć na głowie, i tam gdzie zawsze było zimno  będzie gorąco, a tam gdzie było dotąd gorąco zrobi się bardzo zimno. 

Co ciekawe o takiej wizji pogodowej w Polsce jako kraju zwrotnikowego wspominał wizjoner ojciec Klimuszko

Perspektywa kusząca, ale Boże Narodzenie pod polską palmą i bananowcem?

Cóż, śnieg jest nad Wisłą od długiego czasu co raz rzadziej spotykany, poza górami oczywiście, w warstwie cieszącej narciarzy biegających i saneczkowiczów. Ta zima była zresztą w naszym kraju pierwszą, w miarę śnieżną, od dobrych dziesięciu lat. No i nam się dodatkowo niestety ustawicznie przesuwa w okresy, które zimowymi przecież nie są. Kwiecień okazał się  najchłodniejszym od 1997 roku,  zaś tegoroczny maj od czterdziestu lat.  Ostatni dzień maja przyniósł zresztą przymrozki rzędu -2 stopnie przy gruncie na Pomorzu.

Pierwszy dzień czerwca dzisiaj rano zaznaczył się u mnie temperaturą wynoszącą ledwie 6 stopni. Wedle synoptyków do 3 czerwca, a więc łącznie do Bożego Ciała ma być w aurze nieszczególnie. Chlodno i deszczowo. Później ma nastąpić spory skok temperaturowy in plus, ale po 10 czerwca mamy powrócić do  znanych nam, sprawdzonych raczej chłodnych pomiarów.

Jedyne co może, szczególnie na zachodzie kraju pocieszyć to fakt, że będzie tam  mniej deszczu, czyli więcej bezchmurnego nieba, czego nie można powiedzieć o wschodzie i południu. Tutaj ma padać, często i obficie. Jeśli prognozy się sprawdzą na dłuższą metę, to jak pisałem wcześniej czeka nas generalnie  rok bez tzw. lata, co będzie miało raczej złe skutki  w plonach i cenach za sprawą zimnej wiosny, w dodatku opóźnionej. Nie wiem bowiem, czy cokolwiek obrodzi w dostatku jak to bywało dawniej.

Patrzę na te swoje tunele oraz ogród  i widzę ich nędzę wzrostu, której nie mogę zlikwidować, bo nie mam żadnego wpływu na aurę. Co najwyżej przykrywałem włokniną, zaś w tunelach zapalałem dziesiątki zniczy, a przy tym komary, które legną się jak wściekłe, bo od trzech lat nie widziałem też w stawie żab trawnych oraz moczarowych. 

Tak w praktyce wygląda globalne oziębienie, o którym mówią wszyscy że jest ociepleniem. Pogoda po prostu głupieje, a wraz z nią i przyroda. Wahadełko raz się odchyli w tę, drugi raz w tamtą stronę, mimo to wedle mojej oceny uważam, że wyraźnie odchyla się ono ku chłodom, i to tam gdzie nie powinno, oraz na odwrót, robi się cieplej wtedy kiedy nie trzeba.

Lubię to! Skomentuj59 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości