60 obserwujących
999 notek
1173k odsłony
  304   5

Kierowcy i ich auta, czyli ostatnia barykada wolności

Okazuje się, że jak PiS-owi widmo utraty władzy zajrzy w oczy potrafi on działać, chociaż owe działanie odbieram jako robotę czynioną typowo pod publikę, gdyż już dużo wcześniej Dobra Zmiana broniłaby do utraty tchu życia dzieci nienarodzonych. Skąd ta pewność jednak że to robota pod publikę? Otóż (tutaj cytat) "PiS i Konfederacja były za odrzuceniem projektu w sprawie „aborcji na żądanie”."

Ale ja nie o tym, ja o czym innym, co oczywiście PiS uznał w Polsce za konieczną oczywistość. Być może dlatego, że prezesowi Kaczyńskiemu przypomniała się na starość peerelowska scenografia uliczna z dzieciństwa. Warto przeczytać.


"Bruksela pod dyktando Berlina, w stachanowskim tempie i wbrew zdrowej logice, stara się urządzić życie mieszkańcom krajów członkowskich nawet w najbardziej podstawowych aspektach.

Zamach na auta spalinowe jest przejawem chęci pozbawienia mieszkańców Unii Europejskiej następnego ważnego aspektu wolności i prywatności. To kolejny plaster naszej swobody, odkrawany zgodnie z metodą „salami”.

Kiedy ważyła się kwestia członkostwa Polski w Unii Europejskiej, przeciwnicy akcesji chętnie porównywali tę organizację ze Związkiem Sowieckim. Zestawienie na pierwszy rzut oka mogło wydawać się absurdalne. Bądź co bądź komunistyczny zamordyzm poznaliśmy bardzo dotkliwie na własnej skórze, a Zachód jawił się nam, byłym więźniom obozu socjalistycznego, jako ucieleśnienie marzeń o nieskrępowanej swobodzie. Widzieliśmy otwarte granice, możliwość podróżowania, podjęcia studiów i pracy za granicą w znacznie zamożniejszych krajach. Konsument informacji podawanych w masowych mediach nie widział pęczniejącej stale biurokratycznej unijnej machiny. Nie był w stanie dostrzec tendencji do systematycznej centralizacji władzy w ramach projektu reklamowanego przecież jako wspólnota. Nie trafiały do niego ostrzeżenia o konsekwencjach pełnego otwarcia rynku oraz liberalizacji prawa w wielu sferach dotyczących np. narodowej własności.

Dzisiaj Bruksela pod dyktando Berlina, w stachanowskim tempie i wbrew zdrowej logice, stara się urządzić życie mieszkańcom krajów członkowskich nawet w najbardziej podstawowych aspektach. Krok za krokiem „sowiecka” analogia zaczyna się wypełniać. Powoli, lecz konsekwentnie powstaje dyktatura, wprawdzie jeszcze nie oparta na fizycznym terrorze, ale również mająca za swój cel totalne podporządkowanie sobie wszystkich ludzi.

Bocznymi drzwiami, na przykład pod flagą odbudowy po pandemii, przepychane są rozwiązania poszerzające kompetencje UE kosztem państw członkowskich. W „wynegocjowanym” dla Polski Krajowym Planie Odbudowy znalazły się działania obejmujące przeróżne sfery życia gospodarczego, społecznego i politycznego. Przedstawiciele rządu przekonują teraz w mediach, że drastyczne rozwiązania zawarte w planie i tak weszłyby w życie, narzucone nam odgórnie w ramach Unii. Z drugiej strony rzecznik rządu twierdzi, że „kamienie milowe” wpisano tam… na wniosek Polski.

Likwidacja suwerenności

Jak jednak wynika z tego, co ustalili już co bardziej dociekliwi dziennikarze i publicyści, którzy wczytali się w szczegóły KPO, to, co nazwano odbudową, bardziej przypomina likwidację czy też jej kolejne kroki w redukowaniu suwerenności państwowej oraz ludzkiej wolności.

Podatki od samochodów spalinowych, opłaty za drogi szybkiego ruchu, zakaz wjazdu do centrów miast – to wszystko czeka w najbliższych latach kierowców. Jeszcze trochę utrzyma się obecna tendencja wzrostu cen paliw i już będzie można uznać tankowanie do pełna za drogą ekstrawagancję. W dużej mierze to efekt kilkukrotnego tegorocznego wzrostu marży rafineryjnej narzucanej przez państwowy Orlen. Czy jednak można dyskutować ze słusznością linii naszej władzy gdy słyszymy z ust wiceminister rozwoju i technologii Olgi Semeniuk, że to ciężar, który powinniśmy ponieść ze względu na wojnę na Ukrainie? Według serwowanej nam ciągle treserskiej logiki, każdy kto piśnie choć słowo sprzeciwu, współwinny jest śmierci mitycznych bohaterów z Wyspy Węży.

Poczucie odpowiedzialności – tym razem za klimat i topniejące lodowce – mieszało się z nostalgicznym wzruszeniem, gdy Unia Europejska najpierw zakazała sprzedaży i rejestrowania od 2035 roku aut spalinowych, a tuż potem pochyliła się nad wyjątkiem dotyczącym pojazdów luksusowych marek. W ten sposób władza ludowa udowodniła, że znów zamierza pić szampana w imieniu ludu pracującego miast i wsi. Było to piękne nawiązanie do tradycji poprzednich etapów rewolucji, która przecież ma „zmieść ślad przeszłości”. A skoro tak, to warta jest każdego poświęcenia.

Zostawmy jednak na boku ironię – ta przyda nam się jeszcze wiele razy, w ramach odwołania się do gorzkiego humoru wtedy, gdy będziemy konsumować kolejne kwaśne owoce nowych zielonych ładów. Przewrotna logika wdrażanej właśnie w UE drastycznej polityki energetycznej sprawiła, że chociaż tłumaczy się ją między innymi koniecznością odejścia od importu surowców z Rosji, tak naprawdę jednak sprzyja ona Kremlowi. Państwa „wspólnoty” osłabiają się gospodarczo próbując szybko i drogo przestawić swą energetykę na inne tory. Z kolei Putin przeorientowuje własny eksport w inne części świata, zyskując jeszcze na wzroście cen. Sankcje wymierzone ponoć w Moskwę, obracają się przeciwko jej zadeklarowanym przeciwnikom.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale