Jestem już stary, a sędziwość mych szczęk kisiel mi jadać tylko pozwala pozwala :))), dlatego rzadko już pisuję, ale dzisiaj jednakże napiszę.
Nie. Tym razem nie o polityce, która w wykonaniu obecnego rządu i premiera jest szalenie szkodliwą, ale o tym co nas czeka po drugiej stronie tęczy.
Do powyższego zmobilizowała mnie wypowiedź partnerki śp. posła Litewki (notka z SG). Tymczasem ja nie o tym chcę pisać.
Oto 3 maja zmarł nagle aktor - Jakub Łoza. Przyznam szczerze nie kojarzyłem twarzy ani dorobku tego człowieka, ale co niektórzy może go skojarzą. Grał w popularnych "Barwach Szczęścia", był sportowcem...
No dobrze, co się stało takiego że zmarł? No cóż, ludzie umierają - albo tragicznie albo zwyczajnie powoli. On umierał powoli, co w ostatnich chwilach swego życia sam zmarły zapisał.
Nie, ja wiem że mamy obecnie miesiąc maj, i że nie wypada aby gadać o śmierci w takim momencie kiedy wszystko budzi się do życia, ale śmierć to niestety w jedyne co najpewniej nas w życiu spotka, stąd te moje krótkie rozmyślanie podparte cytatami.
Jak wiemy bywa że śmierć zjawia się nagłe, szczególnie dla tych co o niej nie myślą, ale nie dla tych co ją czują na ramieniu. Nie inaczej zareagowała więc menadżerka śp. pana Łozy, która oznajmiła że:
"Śmierć Jakuba Łozy jest dla mnie absolutnym szokiem, wiadomością, która spadła jak grom z jasnego nieba. Jeszcze niedawno widywaliśmy się przy okazji pracy. Był aktywny, świetnie wyglądał, sprawiał wrażenie człowieka w pełni sił. Nic nie zapowiadało tragedii. Nie miałam żadnych informacji ani od niego, ani od jego bliskich, że zmaga się z jakimikolwiek problemami zdrowotnymi."
Dziwne to, bo zmarły trzy tygodnie wcześniej sam zamieścił w sieci obrazek człowieka, który klęczy w błocie dźwigając na plecach Krzyż. Zresztą, zmarły osobiście napisał przed śmiercią, mając przed oczyma ów obrazek, że
„To nie jest post o sile. To jest post o tym, co zostaje, kiedy już nie masz siły. Patrzysz na to zdjęcie i widzisz ciężar. Ale ja ten ciężar niosłem przez lata. Tylko wcześniej wyglądał inaczej. Imprezy. Pieniądze. Ludzie. Tempo, które z boku wyglądało jak życie marzeń. I wszyscy mówili: «wow, korzystasz z życia». Tylko wiesz co? W środku było coraz ciszej. Coraz mniej sensu. Coraz więcej ucieczki. I przyszedł moment, w którym zadałem sobie pytanie: czy ja naprawdę żyję dla siebie, czy dla tego, jak to wygląda dla innych?”.
Te słowa przypominam w kontekście sukcesu finansowego na cele dobroczynne jaki odniosła akcja pana "Latwoganga", który prostym krokiem pobił milion medialnych kroków Jerzego Owsiaka. Nie, nie mam nic przeciwko "Łatwogangowi” i samemu pomysłowi ze zwykłego pokoju, ale przeciwko tym, którzy dając niejednokrotnie wysokie kwoty zrobili sobie z tego reklamę własnego wizerunku. Czy trzeba takich akcji aby wzbudzić własne miłosierdzie, a jeśli już, czy trzeba się z tym obnosić? Wszak św. Paweł pisał o jałmużnie: Niech cię pali twoja jałmużna, czyli dał skrycie do zrozumienia, abyś nie obnosił się przed ludźmi i Bogiem ze swoim miłosierdziem dla potrzebującego.
Tymczasem mamy jak zawsze, udawane zaskoczenie i obłudę wynikającą z braku zainteresowania losem bliźniego, oraz parcie na szkło, własne szkło.
To tyle na ten temat naszego człowieczeństwa w blasku wiosennego słońca.




Komentarze
Pokaż komentarze (20)